"Wróg publiczny nr 1 w Polsce" wygrał proces z TVP. "Bałem się wychodzić z domu"
Proces, który zakończył się właśnie przed Sądem Okręgowym w Warszawie, dotyczył kampanii nienawiści i oszczerstw ze strony Telewizji Polskiej wymierzonej w Bartosza Staszewskiego. Aktywista pozwał TVP o naruszenie dóbr osobistych. Telewizja wielokrotnie publikowała bowiem o nim materiały, przedstawiając go w jednoznacznie niekorzystnym świetle. Wiele reportaży i felietonów, których 'bohaterem' był Staszewski, skupiało się wyłącznie na bagatelizowaniu problemów społeczności LGBTQ+, którą ukazywano jako synonim dewiacji, demoralizacji i upadku tradycyjnych wartości. Bartosza Staszewskiego m.in. w głównych wydaniach Wiadomości czy Panoramy określano jako kłamcę i osobę szkodzącą wizerunkowi Polski za granicą.
Wróg publiczny nr 1 w Rzeczpospolitej Polskiej
- Kulminacja propagandy TVP przypadła na wrzesień 2020 roku. Z obawy przed pobiciem ograniczyłem wyjścia z domu. Maraton nienawiści rozpoczynał się w 'Jedziemy' Rachonia, później główne wydanie Wiadomości TVP z Holecką a na koniec 'W tyle wizji' - opowiada aktywista. Dostawał wulgarne, pełne nienawiści wiadomości i komentarze, m.in., że jest 'tęczową, nazistowską ku...wą'. Czuł realne zagrożenie.
Zastosowano nagonkę, masowy atak
Sąd Okręgowy w Warszawie właśnie przyznał Staszewskiemu rację. - Pana powoda przedstawiano jako niemalże wroga publicznego nr 1 w Rzeczpospolitej Polskiej. Pan powód stał się - w cudzysłowie mówiąc - bohaterem 140 obszernych wypowiedzi ze strony TVP - największego gracza medialnego na naszym rynku, w naszym państwie. Biorąc pod uwagę częstotliwość, liczebność, ładunek informacyjny, mnogość narzędzi medialnych, które wykorzystano przeciwko panu powodowi, sąd może zaryzykować stwierdzenie, że zastosowano nagonkę, masowy atak - uzasadniał sędzia Łukasz Szyszka.
- Pan powód stał się celem ataków nie tylko TVP, ale szerokiego gremium osób. Te wiadomości, które były do niego wysyłane - sąd ocenia w sposób jednoznaczny, skrajnie negatywnie. Sąd ma świadomość, że to poczucie zagrożenia, o którym pan powód w czasie przesłuchania mówił, jest jak najbardziej uzasadnione, uprawnione. Byłbym zdziwiony, gdyby tego poczucia zagrożenia nie było - dodał sędzia.
40 tysięcy zł zadośćuczynienia
Sąd zasądził 40 tysięcy zł zadośćuczynienia dla aktywisty LGBTQ+, a także zobowiązał TVP do trzykrotnej publikacji przeprosin przed emisją głównego wydania programu 19:30 i Panoramy. Na dziś nie wiemy, czy władze nowej TVP zdecydują się złożyć apelację. Wiadomo, że pierwotnie proponowały jedynie przeprosiny - bez zadośuczynienia. Na ogłoszeniu wyroku żadnego przedstawiciela Telewizji Polskiej nie było.
- Koniec tego procesu to zamknięcie bardzo ponurego rozdziału w moim życiu, w którym Telewizja Polska była maszyną nienawiści. Te 140 materiałów - a pewnie było ich więcej, ale tyle udało mi się ustalić - miało jeden cel: zniszczyć mnie jako człowieka, zniszczyć mnie jako aktywistę i spowodować, że będę po prostu czuł się zagrożony. Tak jak powiedział sąd - chodziło o to, by zniszczyć jednego człowieka. Jeden człowiek kontra cała machina medialna - mówi w rozmowie z TOK FM Bart Staszewski.
Jak dodaje, dopiero dziś widzi i czuje, ile mu TVP odebrała. - To jest poczucie bezpieczeństwa, ale też - bycia szczęśliwym z wielu rzeczy. Tego nie są w stanie zwrócić mi żadne pieniądze ani wymuszone na telewizji przeprosiny. Część widzów TVP, którzy mnie nie znają, naprawdę nadal uważa mnie za wroga ojczyzny i uznają, że skoro polskie sądy mnie nie osądziły, to należy wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić mi krzywdę. Ci ludzie nadal do mnie piszą, nadal mi grożą. Sąd zobaczył i to uwypuklił, że ta nagonka, którą na mnie zrobiono, nie była tylko propagandą, ale chodziło o zniszczenie człowieka. Mam nadzieję, że Telewizja Polska od tego wyroku, który jest nieprawomocny, nie będzie się odwoływać, bo to byłoby naprawdę haniebne - wskazuje rozmówca TOK FM.
Aktywistę w tej sprawie reprezentował zespół prawników: adwokat Anna Mazurczak, adwokat Maciej Ślusarek i adwokat Paweł Knut.