Tragiczna interwencja policji na warszawskiej Pradze. Nagły zwrot w sprawie
- Po nadesłaniu przez sąd pisemnego uzasadnienia postanowienia o uwzględnienie wniosku o tymczasowe aresztowanie i zastosowanie szeregu środków zapobiegawczym o charakterze wolnościowym, prokurator podjął decyzję o tym, że nie będzie kierował zażalenia na to postanowienie - przekazał w rozmowie z tvnwarszawa.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Norbert Woliński.
Jak dodał rzecznik prokuratury, w sprawie są przesłuchiwani kolejni świadkowie tragedii na warszawskiej Pradze. - Nadto zachodzi konieczność uzyskania szeregu opinii, w tym opinii z zakresu balistyki. Oczywiście również opinii z zakresu medycyny sądowej, a także opinii z zakresu badań audiowizualnych - wskazał prokurator.
Nie było żadnej maczety. 'GW' ujawnia przebieg tragicznej inwerwencji na Inżynierskiej
Sąd zastosował wobec Bartosza Z. szereg środków wolnościowych w postaci dozoru policji w wymiarze pięć razy w tygodniu z obowiązkiem stawiania się na właściwą komendę, zakazu zbliżania się do świadków przesłuchanych w tej sprawie - szczególnie bezpośrednich świadków zdarzenia oraz zakazu zbliżania się na odległość mniejszą niż 500 metrów do miejsca, w którym doszło do interwencji. Zastosowano również poręczenie majątkowe w kwocie 50 tys. zł.
Wcześniej młody policjant usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień i nieuzasadnionego użycia broni służbowej oraz spowodowania choroby realnie zagrażającej życiu, a w następstwie spowodowania śmierci innej osoby. Ponadto został odwołany przez komendanta stołecznej policji i wrócił do swojej macierzystej jednostki w Nowym Dworze Mazowieckim. Sąd podjął decyzję o zawieszeniu go w czynnościach służbowych. Z nieoficjalnych ustaleń RMF FM wynika, że w najbliższym czasie może zostać wydalony ze służby.
Ten protest zatrzęsie rządem? 'Liczę na rozsądek premiera Tuska'
Tragiczna interwencja na warszawskiej Pradze
Do tragicznego zdarzenia doszło w sobotę 23 listopada wczesnym popołudniem na ulicy Inżynierskiej w warszawskiej dzielnicy Praga Północ, gdzie patrol policji przyjechał w sprawie wezwania do agresywnego mieszkańca. Patrol składał się z początkującego policjanta - Bartosza Z. oraz kierownika jednego z wydziałów północnopraskiej komendy rejonowej nr VI, w stopniu aspiranta.
Jak wynika z ustaleń 'Gazety Wyborczej', kierownik z komendy miał dogonić napastnika przy bramie, po czym mężczyźni zaczęli się szarpać. Mężczyznę udało się obezwładnić, jednak nadal był agresywny. Policjanci wezwali wsparcie. Najbliżej miejsca zdarzenia znajdował się - ubrany po cywilnemu - sierżant sztabowy Mateusz Biernacki.
Sierż. szt. Biernacki miał wbiec do bramy i wtedy w jego kierunku padł strzał oddany przez Bartosza Z. Rana postrzałowa okazała się śmiertelna. Sierż. szt. Mateusz Biernacki zmarł w szpitalu przy ul. Szaserów.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>