,
Obserwuj
Mazowieckie

Ziobro przypadkowo pomógł społeczności LGBT+? "Jestem umiarkowanym optymistą"

4 min. czytania
09.03.2025 08:00
- Po decyzji Sądu Najwyższego jestem umiarkowanym optymistą, że w końcu będzie godnie - tak głośne orzeczenie SN dotyczące osób transpłciowych komentuje Marek Urbaniak, prawnik, ale też transpłciowy mężczyzna. Widzi jednak w sprawie wiele niewiadomych.
|
|
fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl
  • Sąd Najwyższy wydał przełomowy wyrok dotyczący osób transpłciowych;
  • Od teraz nie będą one musiały pozywać własnych rodziców w procesie korekty oznaczenia płci;
  • Według naszego rozmówcy - prawnika i osoby transpłciowej - w decyzji SN nie wszystko jest jasne, choć i tak ocenia ją jako krok w dobrą stronę;
  • Decyzji Sądu Najwyższego nie byłoby, gdyby nie wniosek złożony jeszcze przez poprzedniego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę.

 

Długotrwałe, niełatwe, nieludzkie, często poniżej godności były do tej pory sądowe batalie osób transpłciowych, które chciały mieć w dokumentach dane zgodne z płcią przez nie odczuwaną, a nie metrykalną. Gdy chciały być tym, kim są na co dzień (nie Adamem Kowalskim, jak zapisano w dokumentach po urodzeniu, ale np. Anną Kowalską), musiały przed sądem pozywać swoich rodziców.

Jeśli rodzice byli wspierający, proces o uzgodnienie płci z reguły przebiegał sprawnie. Ale - jak pisaliśmy na naszym portalu wielokrotnie - w wielu przypadkach rodzice nie wspierają decyzji dziecka, co więcej - są jej przeciwni. W takich wypadkach mogą składać wnioski dowodowe choćby w sprawie przesłuchania dodatkowych świadków, powołania biegłych, rozszerzenia dokumentacji medycznej. To wszystko przedłuża sprawę, jest upokarzające i nieludzkie. - Dotychczasowa procedura wynikała z praktyki orzeczniczej wskazanej przez Sąd Najwyższy. Nie była ujęta w żadnej ustawie czy w żadnym kodeksie - mówi prawnik Marek Urbaniak.

Dziś mamy szansę na zmianę. Przepisy się co prawda nie zmieniły, ale Sąd Najwyższy 4 marca wydał decyzję, która - wszystko na to wskazuje - może być w tej sprawie kluczowa.

Sąd Najwyższy - a jest to uchwała całego składu Izby Cywilnej (czyli również tzw. neosędziów) - uznał, że "żądanie zmiany oznaczenia płci w akcie urodzenia podlega rozpoznaniu przez sąd w postępowaniu nieprocesowym przy zastosowaniu (...) Prawa o aktach stanu cywilnego" oraz że "oprócz wnioskodawcy, uczestnikiem postępowania może być tylko jego małżonek". A nie - jak do tej pory - rodzice.

Co wyrok Sądu Najwyższego oznacza w praktyce?

- Zgodnie z istotą tej uchwały, właściwe jest postępowanie nieprocesowe - o sprostowanie aktu urodzenia. W takim postępowaniu - według Sądu Najwyższego - jest tylko jeden uczestnik, czyli sama osoba transpłciowa będąca wnioskodawcą. Ewentualnie może się jeszcze pojawić jej małżonek - tłumaczy prawnik Marek Urbaniak.

Nasz rozmówca w wielu sprawach wspierał osoby LGBTQ+. Sam też ma takie doświadczenie, bo jest transpłciowym mężczyzną i też nie miał stojących za nim murem rodziców. Jego historię opisywaliśmy już wcześniej na naszym portalu. Wielokrotne doświadczył niezrozumienia, dyskryminacji, żądania właściwego dokumentu, gdy konduktor czy kontroler w autobusie widział przed sobą mężczyznę, a w dokumentach miał wpisane dane kobiety. Dlatego w 2017 roku - jako osoba dorosła - zdecydował się na proces.

Marek Urbaniak w studiu TOK FM
Marek Urbaniak w studiu TOK FM
Fot. Radio TOK FM

W orzeczeniu SN - według Urbaniaka - nie wszystko jest jednak jasne. - Z ustnych motywów Izby Cywilnej nie wynika, co z postępowaniem dowodowym: czy wystarczy przesłuchanie tej osoby jako strony, czy musi się pojawić dokumentacja medyczna podobna do tej, którą wcześniej przekładało się razem z wnioskiem. Nie da się wykluczyć, że niektóre sądy rejonowe dalej będą powoływać biegłych sądowych - przewiduje nasz rozmówca.

- W mojej ocenie ta uchwała nie daje też żadnego rozwiązania dla osób, które chciałyby zmienić oznaczenie płci na inne - dla osób niebinarnych, choć takie rozwiązania występują już w niektórych innych krajach Europy. To stanowisko ignoruje też potrzeby osób, które są w związkach małżeńskich, bo z jednej strony zamyka im drogę do uzgodnienia płci, jeśli w takim związku małżeńskim pozostają, a jeśli ten związek dalej trwa, to - o ile nie skłamałyby w sądzie - nie będą w stanie uzyskać wyroku rozwodowego - tłumaczy gość TOK FM.

Co w związku z udziałem tzw. neosędziów?

Urbaniak zwraca uwagę na jeszcze inne kwestie. Po pierwsze - nie do końca wiadomo, co z tymi procesami, które już są w toku. A po drugie - pozostaje kwestia tzw. neosędziów w składzie orzekającym. - Nie wiemy, jak podejdą do tego sądy rejonowe: czy zwrócą na to uwagę i z tego powodu będą uznawali orzeczenie za nieobowiązujące, czy też nie? - komentuje.

Nie ma jednak wątpliwości, że sama decyzja o niepozywaniu rodziców to duży krok w dobrą stronę. - Bo było to stresujące i uderzało w podstawowe prawa człowieka, choćby do godności - słyszymy.

Decyzji Sądu Najwyższego nie byłoby, gdyby nie wniosek złożony jeszcze przez poprzedniego prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę. Polityk PiS chciał utrudnić życie osobom transpłciowym, a wyszło zupełnie inaczej. "Chciałabym serdecznie podziękować Zbigniewowi Ziobrze za wszystkie sukcesy spowodowane jego działaniami, które miały odnieść odwrotny skutek. Dzięki niemu sprawy o uzgodnienie płci stają się proste i niesporne" - napisała w mediach społecznościowych sędzia Olimpia Barańska-Małuszek.