,
Obserwuj
Podkarpackie

Spotkanie w obronie Grzegorza Brauna przypłacił grzywną. "Nie wytrzymałem"

3 min. czytania
05.08.2024 13:22
- Nie zgadzam się na antysemicką propagandę i nienawiść. Dlatego zacząłem krzyczeć "Precz z polskim faszyzmem" i "Precz z antysemityzmem" - mówi jeden z Obywateli RP Dariusz Bobak. Własnie dostał za to wyrok nakazowy, a w nim 500 zł grzywny.
|
|
fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Chodzi o wydarzenia z 14 grudnia ubiegłego roku. W centrum Rzeszowa odbywało się spotkanie z Karoliną Pikułą, współpracowniczką Grzegorza Brauna z Konfederacji Korony Polskiej. - Poszedłem tam, by zobaczyć i posłuchać. Okazało się, że była to konferencja prasowa dla mediów. Wszystko działo się kilka dni po tym, jak Grzegorz Braun pokazał swój antysemityzm, zgasił świecę chanukową w Sejmie i zaatakował jedną z uczestniczek tych uroczystości - opowiada Dariusz Bobak, działacz Obywateli RP z Rzeszowa.

Spotkanie odbywało się pod hasłem: "Murem za Grzegorzem Braunem". Karolina Pikuła mówiła wtedy m.in, że Braun "wykazał się niejednokrotnie bezprecedensowym męstwem i odwagą". Podkreślała, że jego wyborcy i współpracownicy "są zaniepokojeni, że po raz kolejny poniża się" ich posła, zabierając mu część wynagrodzenia. Dowodziła też, że w Sejmie w Izraelu nie ma obchodów chrześcijańskich świąt, zaś w polskim Sejmie celebruje się świętowanie "mordu ludobójstwa na zhellenizowanych Żydach".

- Gdy usłyszałem, co mówiła Karolina Pikuła na spotkaniu z dziennikarzami, po prostu nie wytrzymałem - rozkłada ręce Dariusz Bobak. - Nie zgadzam się na antysemicką propagandę i nienawiść. Dlatego zacząłem krzyczeć: "Precz z polskim faszyzmem", "Precz z antysemityzmem". Nie uważam, abym zrobił coś złego. Mam prawo do kontrmanifestacji i wyrażania swoich poglądów - twierdzi działacz Obywateli RP.

Usłyszała ukraiński akcent i wpadła w szał. 'Było już za późno'

Wtedy, jak relacjonuje dalej, podeszli do niego policjanci. Mieli zażądać, aby się wylegitymował. - Nie chciałem tego zrobić, bo nie uważałem, bym popełnił wykroczenie. Zaciągnęli mnie więc do radiowozu. Na komendzie zostałem przeszukany. Znaleźli mój dowód, spisali mnie i wypuścili. Po jakimś czasie dostałem wezwanie na przesłuchanie - opowiada dalej nasz rozmówca.

Finalnie Bobak usłyszał zarzuty związane z zakłócaniem porządku i tym, że odmówił wylegitymowania się.

500 złotych grzywny

Po ponad pół roku od grudniowych wydarzeń działacz Obywateli RP dostał wyrok nakazowy z Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Sąd wymierzył mu 500 zł grzywny. Sędzia Arita Masłowska z X Wydziału Karnego napisała, że "okoliczności czynów i wina obwinionego nie budzą wątpliwości".

Bobak nie kryje, że był zaskoczony i "zdegustowany" decyzją, która karze go za to, że - jak mówi - przeciwstawił się antysemityzmowi.

- Sprawa pokazuje, że mentalność opresyjna policji z czasów PiS się nie zmieniła, przynajmniej wtedy w grudniu. Ale ważniejszy dla mnie jest sam kontekst tej sprawy - tłumaczy swoje zachowanie aktywista. - Nie byłem przecież chuliganem, który nagle, bez powodu, zaczął coś krzyczeć i przeszkadzać. Tłumaczyłem policjantom dokładnie, jakie są moje motywacje i do czego prowadzi antysemityzm - dodaje Bobak.

Nie kryje oburzenia całą sprawą, a policji zarzuca "braki w wiedzy m.in. o prawach obywatelskich i prawie dotyczącym zgromadzeń". - I niestety dziś to samo muszę powiedzieć o sądzie. Mamy już jednak dłuższy czas po wyborach, nowe rządy i sądy powinny zrozumieć, czym jest wyrok nakazowy i w jakich okolicznościach należy go stosować - dodaje.

Bobak zapowiada, że złoży sprzeciw od wyroku nakazowego. To oznacza, że w sprawie odbędzie się normalny proces. Przypomnijmy - wyrok nakazowy to orzeczenie sądu, które może być wydane w prostych sprawach, bez konieczności przeprowadzania pełnego procesu. Ma miejsce głównie w przypadkach, w których - na podstawie zebranych dowodów - okoliczności i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości.