,
Obserwuj
Podkarpackie

Wyjechała do USA, zostawiła dziecko i 35 kotów. "Koszmar"

mar, IAR
4 min. czytania
23.01.2025 14:01
Szybkie posiedzenie sądu w sprawie 14-latki pozostawionej bez opieki przez matkę i wielka akcja pomocy 35 kotom porzuconym w mieszkaniu dziewczyny. Tarnobrzeg żyje sprawą kobiety, która wyjechała do Stanów Zjednoczonych, zostawiając córkę i mnóstwo zwierząt.
|
|
fot. FB Tarnobrzeskie Stowarzyszenie 'Chrońmy Zwierzęta' Schronisko u Machowiaków

Głośna sprawa w Tarnobrzegu. Porzucona 14-latka i 35 kotów

Do zamkniętego mieszkania w poprzedni poniedziałek weszli strażacy i pracownicy pogotowia gazowego. Pomoc wezwali sąsiedzi zaniepokojeni zapachem gazu wydostającym się ze środka. Tak zaczęło się ujawnianie sprawy 14-latki i porzuconych zwierząt. Okazuje się, że w czasie nieobecności matki córką miała się zajmować znajoma. Sąd dowiedział się o sprawie od Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i szkoły dziewczynki.

W piątek (17 stycznia) sąd zdecydował, że 14-latka zostanie umieszczona w domu dziecka. - Po uzyskaniu stosownych informacji od Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, Sąd Rejonowy w Tarnobrzegu - Wydział Rodzinny wydał postanowienie w trybie zabezpieczenia o umieszczeniu tej dziewczynki w domu dziecka. Doraźnie rozwiązano problem, ale sprawa będzie się oczywiście nadal toczyć - mówi TOKFM.pl Marek Nowak, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu.

35 kotów. Były wszędzie: na szafach, w szafach, za łóżkiem

Takiej sprawy Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Tarnobrzegu jeszcze nie miał. Urzędnicy weszli do mieszkania, w którym panował smród. Na niewielkiej powierzchni (niespełna 30 metrów kwadratowych) przebywało 35 kotów. Na pomoc wezwano Tarnobrzeskie Stowarzyszenie "Chrońmy Zwierzęta".

Co latami ukrywał ksiądz Piotr? 'Już nie jesteśmy zdani na łaskę Kościoła'

- Koty były wszędzie: na szafach, w szafach, za łóżkiem. Wyglądało to tragicznie. Chociaż mamy doświadczenie w różnych, dziwnych sytuacjach, to nas zaskoczyło - opowiada prezeska stowarzyszenia Izabela Płudowska. Przyznaje, że gdy weszła do środka, oniemiała. - Dwie kuwety na 35 kotów. Zero wody, tylko resztka suchej karmy. Koty wychodzące z szafy, zza łóżka. Część z nich przerażona, część przeraźliwie głodna - dodaje działaczka. Przedstawicielki stowarzyszenia przywiozły na miejsce pojemniki na karmę i jedzenie. Wodę przynosiły od sąsiadów, bo w mieszkaniu jej nie było. Próbowały wyłapać przestraszone zwierzęta, które ukrywały się w zakamarkach mebli.

Co się dzieje wokół WOŚP? Prokurator przyznaje, że czegoś takiego nigdy nie widział

Koty szukają nowych domów

Koty były w różnym wieku - od kilku tygodni do 10 lat. Ich rozmnażania prawdopodobnie nikt nie kontrolował. Teraz stowarzyszenie zajmuje się ich sterylizacją, kwarantanną i szukaniem nowych domów. To dla wolontariuszy duże wyzwanie. Stowarzyszenie przyjmuje rocznie około 80 kotów, a tu - w jednym dniu - miałaby trafić do nich połowa tej liczby. Na pomoc przyszły zaprzyjaźnione organizacje. Animals Mielec wzięło od razu siedem najmłodszych kilkutygodniowych, wychudzonych kociaków. - One w tym stadzie nie mogły nawet odnaleźć swojej matki. Były ewidentnie niedokarmione. Po tygodniu karmienia butelką są już puchate i takie jak powinny być małe kotki - opowiada prezeska Izabela Płudowska.

Starsze koty trafiają do domów tymczasowych. Praktycznie codziennie zgłasza się ktoś, kto chce pomóc. Jedną z pierwszych była Magda Tkaczyk z Tychów. Zobaczyła zdjęcia kotów na profilu Tarnobrzeskiego Stowarzyszenia "Chrońmy Zwierzęta" Schronisko u Machowiaków na Facebooku. Zadzwoniła do placówki i usłyszała, że może zabrać kota do domu. - Najpierw pojechałam do sklepu i kupiłam karmę, kuwetę, legowisko i kilka kocich zabawek. A potem już do Tarnobrzega. Zrobiłam tego dnia 600 kilometrów, ale było warto! Hirek [kot tak dostał na imię - red.] jest u mnie już kilka dni. Ma się świetnie. Jest kontaktowy, przytula się. To nie jest mój pierwszy kot. Przez 18 lat mieszkał ze mną dachowiec. Odszedł trzy lata temu - opowiada Magda Tkaczyk.

Hirek, kot uratowany z interwencji w Tarnobrzegu
Hirek, kot uratowany z interwencji w Tarnobrzegu
Magda Tkaczyk

Tarnobrzeg podzielony w głośnej sprawie

O sprawie 14-latki i kotów porzuconych w jednym z bloków w Tarnobrzegu jest ciągle głośno. Na miejskich forach wrze. Część mieszkańców bierze w obronę kobietę, podkreślając, że ratowała potrzebujące zwierzęta.

Prezeska Tarnobrzeskiego Stowarzyszenia "Chrońmy Zwierzęta" na temat kobiety, która wyjechała do USA i z którą schronisko nie ma żadnego kontaktu, nie chce się wypowiadać. - Tą sprawą zajmuje się już policja, a ostatecznie zdecyduje sąd - zaznacza. Jednocześnie podkreśla, że zwierząt nie powinno się porzucać. - Wielu z nas ma psy czy koty. Wyjeżdżamy na urlopy i organizujemy pomoc: hotele albo opiekę rodzinną - wskazuje. - Nie można zostawić tak zwierząt bez jedzenia, bez dostępu do wody, bez możliwości załatwienia podstawowych potrzeb na kilka tygodni. To niewiarygodne - dodaje, nie kryjąc zdenerwowania.

Płudowska zaznacza też, że tak wiele kotów na tak małej przestrzeni mogło po prostu cierpieć. - Chęć pomocy zwierzętom zmieniła się w koszmar dla nich - mówi. - Pamiętajmy, że koty nie są zwierzętami stadnymi. Żyjąc w tak dużej grupie, stresują się, nie mają spokoju i chorują. Zaczyna się od kociego kataru, a potem rozwijają się kolejne infekcje. My to znamy ze schroniska - podkreśla prezeska schroniska w Tarnobrzegu.

Nasza rozmówczyni zaznacza też, że w tej sprawie koty są dowodem dla policji i sądów. Podkreśla, że ma pełną dokumentację, gdzie trafiają. Schronisko apeluje o zgłaszanie się po kotki. - Są wyjątkowo piękne i dzielne, bo jakoś sobie musiały radzić, by przetrwać w tym mieszkaniu - mówi Płudowska.

Schronisko - do odwołania - wstrzymało przyjmowanie nowych kotów, bo nie ma dla nich miejsc. Działacze zaznaczają, że każde zwierzę wydane do domu zwolni przestrzeń dla innych potrzebujących.