Sopocki sekret frekwencji budżetu obywatelskiego. "Musieliśmy dodrukować kart"
Frekwencja jest największym wyzwaniem budżetów obywatelskich w polskich miastach. Obecnie w głosowaniach udział bierze od kilku do kilkunastu procent mieszkańców. Jak zachęcić ludzi do udziału w dzieleniu pieniędzy? Sprawdzamy w Sopocie, który jako pierwszy wprowadził tę formę partycypacji i do dziś ma jedną z najwyższych frekwencji w kraju.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ilu mieszkańców bierze udział w budżecie obywatelskim w Sopocie?
- W jaki sposób Sopot próbuje zwiększać frekwencję w BO?
- Czy dzieci mogą w Sopocie głosować na projekty składane w ramach BO?
Pierwszy w Polsce budżet obywatelski został zorganizowany 15 lat temu (2011 rok) w Sopocie. Od tamtej pory ta forma partycypacji zyskała na popularności w całym kraju (w miastach na prawach powiatu jest nawet obowiązkowa), ale nie wszędzie się rozwija. Formuła nie tyle się wyczerpała, ile potrzebuje odświeżenia - twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, którzy pracują nad reformą tego samorządowego mechanizmu. Może warto więc wrócić do źródeł.
Zainteresowanie to wyzwanie
Największą bolączką budżetów obywatelskich nie są ani kwoty, ani jakość projektów. W kontrze do idei zaangażowania społecznego idzie małe zainteresowanie. Niektóre samorządy frekwencji nie podają w procentach, a w liczbie głosujących, co "na papierze" wygląda dużo lepiej. Gminy, które przekroczą 10 procent, mówią o rekordach i sukcesie. W Sopocie, który jest miastem niewielkim, w ostatnim budżecie obywatelskim projekty wybierało ponad 17 procent mieszkańców. Władze kurortu mają uczucie mieszane, bo to i dużo, i mało.
- Na tle Polski wypadamy przyzwoicie, ale mamy co poprawiać - przyznaje wiceprezydent Sopotu Michał Banacki. - Jest to cel, nad którym pracujemy już od kilku lat, między innymi dlatego zdecydowaliśmy się na nowości w sopockim budżecie obywatelskim już w poprzedniej edycji - wskazuje.
Jak zachęcić mieszkańców do głosowania w budżecie obywatelskim?
- Po pierwsze - zmieniliśmy podział miasta na osiem okręgów. Uważamy, że nic tak nie zwiększy nam frekwencji, jak to, że mieszkańcy widzą sprawczość budżetu obywatelskiego w swoim najbliższym otoczeniu. Jeżeli ktoś widzi nowe schody albo nowy plac zabaw bezpośrednio w miejscu, w którym mieszka, to poczuje, że jego głos ma znaczenie i następnym razem również będzie głosować - tłumaczy samorządowiec. Drugie rozwiązanie wprowadzone w Sopocie to premia frekwencyjna, czyli 100 tysięcy złotych dla okręgu z najwyższym zaangażowaniem.
Pomogło? - Porównując wcześniejszą frekwencję do tej z zeszłego roku, widać, że narzędzia działają. Frekwencja wzrosła - przekonuje Banacki.
Blisko ludzi
Entuzjazm do budżetów obywatelskich paradoksalnie mogła przygasić łatwość głosowania i anonimowość projektów. Pierwsze edycje były mocno nagłaśniane, samorządy testowały metody oddawania i weryfikacji głosów - właściwie wszędzie docierając do punktu, w którym głosować można z poziomu smartfona, nawet bez dokładnego zapoznania się z tym, na co głosujemy. To studzi entuzjazm. Sposobem na to, by obudzić go na nowo, może być wyjście do ludzi.
- W Sopocie można zagłosować online bez wychodzenia z domu, ale też organizujemy pikniki i spotkania z mieszkańcami, na których projekty mogą być prezentowane i gdzie można głosować - wskazuje wiceprezydent Banacki. - Okazało się, że głosy papierowe i elektroniczne właściwie w Sopocie rozkładają się po połowie, a większość tych papierowych zdobywamy właśnie na piknikach, przy okazji integrując ludzi - opowiada nasz rozmówca.
- Formuła takich weekendowych spotkań, gdzie jest sporo atrakcji, pokazała, że przychodzą całe rodziny - potwierdza Anetta Konopacka z biura promocji miasta. - W Sopocie, w budżecie obywatelskim, głosować mogą też dzieci. I moment, kiedy rodzice wręczają pociechom papierowe karty, stał się taką małą lekcją obywatelską. Dzieci są uczone tego, jak włączyć się w proces partycypacji - zaznacza urzędniczka, dodając, że w ostatnim roku zainteresowanie budżetowymi festynami przerosło oczekiwania. - Musieliśmy tych kart dodrukować - uśmiecha się Konopacka.
Nie utrudniać zgłaszania pomysłów
Niezwykle ważną cechą budującą frekwencję jest też poczucie, że budżet jest obywatelski, a nie urzędniczy. Przez lata wiele samorządów oczekiwało od mieszkańców bardzo precyzyjnie skrojonych projektów, napisanych profesjonalnym językiem. Skuteczniejsze wydaje się być zbieranie pomysłów i nielekceważenie żadnego z nich.
- Ludzie chcą uczestniczyć w tym procesie, a największą satysfakcją jest moment, kiedy podchodzi jakieś dziecko i na wniosku do składania pomysłów rysuje plac zabaw w kształcie autobusu, ponieważ taki chciałby mieć zrealizowany u siebie - wspomina Konopacka i zapewnia: "Oczywiście ten wniosek tak samo przyjmujemy".
Przykład dają młodzi
Takie podejście ma wymierny skutek. Organizowany w sopockich szkołach Młodzieżowy Budżet Obywatelski może zawstydzić ten "dorosły" pod kątem frekwencji. Nad pomysłami, jak zmienić najbliższą uczniom przestrzeń, głosowało ponad 70 procent młodych Sopocian. Oczywiście szkolna przestrzeń to zupełnie inne warunki niż całe miasto, ale wnioski przychodzą same.
- Frekwencja w Młodzieżowym Budżecie Obywatelskim to jest trochę dla nas nadzieja i zapowiedź tej wyższej frekwencji w przyszłości - nie ukrywa Michał Banacki. - Bo jeżeli dzieciaki będą wiedziały, że oddanie głosu w szkolnym budżecie daje poczucie sprawczości, to nie trzeba będzie ich namawiać, żeby zagłosowały w dorosłym budżecie obywatelskim - zapewnia, przypominając przysłowie z nasiąkającą za młodu skorupką. - Jestem przekonany, że tak będzie - przekonuje.
O tym, w którą stronę mogą pójść budżety obywatelskie w całym kraju, dowiemy się już niedługo. Sejmowa Komisja Administracji rozmawiać będzie o zmianach w Budżecie Obywatelskim 11 lutego.
Źródło: TOK FM