Nocna prohibicja (na razie) nie dla Gdyni. „Jesteśmy zakładnikami”
Gdynia nie wprowadzi na razie nocnego zakazu sprzedaży alkoholu. Powodem nie jest brak woli, a formalności - od kilku miesięcy nie udało się zebrać wymaganych przepisami opinii. Autorzy projektu uchwały w tej sprawie zapewniają jednak, że nie odpuszczą.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego w trzech dzielnicach nie udało się wydać opinii?
- Czym grozi podjęcie bez nich uchwały prohibicyjnej?
- Od kiedy miało obowiązywać ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu?
O wprowadzeniu ograniczenia sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych mówi się w Gdyni od miesięcy. I od miesięcy projekt uchwały w tej sprawie nie może trafić na sesję Rady Miasta. Mówiąc wprost, radni mają związane ręce.
- Nie nazywam tego jeszcze fiaskiem - kręci głową Łukasz Piesiewicz, radny z ramienia Koalicji Obywatelskiej, Ruchów Miejskich i Lewicy. - Ustawodawca w ustawie o wychowaniu w trzeźwości wprost wskazał, że wymogiem jest uzyskanie opinii rad dzielnic w sprawie wprowadzenia nocnego zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach. Te opinie mogą być negatywne lub pozytywne, ale muszą być wydane przez wszystkie działające rady dzielnic - tłumaczy.
Przegrany remis
Radni dzielnic wymagane opinie próbowali wydać, udało się to w siedemnastu. W dziesięciu radni stwierdzili, że są za prohibicją, w siedmiu byli przeciwko. W trzech decyzji nie ma.
- Trzy rady dzielnic takiej opinii nie wyraziły, ponieważ głosowania zakończyły się remisem - rozkłada ręce Piesiewicz. - W tej chwili jesteśmy ich zakładnikami. Namawiam, apeluję do nich, aby jednak to zrobiły. Wydatki na alkohol w Gdyni to 400 mln zł rocznie, alkohol rzeczywiście jest problemem. Mamy też badania na próbie ponad tysiąca osób które wskazują, że blisko 60 procent Gdynian opowiada się za wprowadzeniem ograniczeń. Więc to nie jest pomysł mniejszości, to jest pomysł, który popiera większość - nadmienia nasz rozmówca.
Ryzyko odszkodowań
W uchwale prohibicyjnej wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, tak aby nie można było jej podważyć. - Niestety trafiliśmy na taką sytuację prawną, która naraża nas w przypadku podjęcia uchwały o ograniczeniu sprzedaży alkoholu na działania odszkodowawcze ze strony firm, które musiałyby ją wprowadzić, a później by liczyły na jej uchylenie przez wojewodę, czy też po prostu w sądzie administracyjnym - tłumaczy Łukasz Piesiewicz. - Mam tu na myśli duże koncerny prowadzące stacje benzynowe, czy też właścicieli sklepów, którzy oczywiście w jakiś sposób mogą stracić na tym ograniczeniu, szczególnie po godzinie 22.00, kiedy część sklepów jeszcze funkcjonuje, a alkohol jest najważniejszym elementem ich obrotu - dodaje.
Co dalej, nie wiadomo...
Rada Miasta nie będzie więc ryzykowała przyjęcia uchwały bez wszystkich opinii. A jeśli stanowiska rad dzielnic się nie zmienią, to projekt będzie zablokowany.
- Wtedy będziemy myśleć nad innym rozwiązaniem. Może wrócimy do pomysłu terytorialnego ograniczenia sprzedaży alkoholu, ale tutaj niestety ucierpią mieszkańcy tych dzielnic, czego nikt na pewno nie chce - rozkłada ręce Piesiewicz i zachęca. - Bardzo liczę, że rady ponowią to głosowanie, bo zakładam, że remis w trzech radach mógł wynikać z jakiegoś ograniczenia przepływu informacji. Podejmiemy tutaj działania bezpośrednio z radnymi i mam nadzieję, że one doprowadzą do tego, żeby wydali opinię. Niezależnie, czy będzie negatywna, czy pozytywna, ważne, żeby się pojawiła - dodaje.
Według wcześniejszych planów, ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu w Gdyni miało obowiązywać od początku roku. Na razie jednak w sklepach nic się nie zmieni, a terminu kiedy ostatecznie projekt trafi na sesję, po kilku falstartach nikt już nie podaje.
źródło: TOK FM