Sala operacyjna w piwnicy i brak wody. "Nie sądziłem, że przyjdą takie czasy"
Szpitale w Polsce uczą się funkcjonować w warunkach wojennych. W Lublinie powstaje podziemne centrum symulacji medycznych, które pozwoli szkolić lekarzy do pracy w sytuacjach kryzysowych. Program "Szpitale przyjazne wojsku" ma wzmocnić system bezpieczeństwa zdrowotnego kraju.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co to jest sieć „Szpitale przyjazne wojsku” i jakie ma znaczenie dla bezpieczeństwa państwa?
- W jaki sposób Szpital Wojskowy w Lublinie szkoli personel na wypadek wojny?
- Jak do zagrożenia przygotowuje się Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie?
- Co z przygotowaniem małych powiatowych szpitali?
Szpital Wojskowy w Lublinie to jedna z placówek, które weszły do sieci "Szpitali przyjaznych wojsku". Jej celem jest wzmacniane systemu bezpieczeństwa zdrowotnego naszego kraju. Priorytety programu to m.in. wsparcie zadań operacji Tarcza Wschód, wzmocnienie odporności medycznej na wypadek kryzysu, ale też zacieśnienie współpracy na linii samorząd - szpital - wojsko (w tym Wojska Obrony Terytorialnej).
Lubelski Szpital Wojskowy właśnie rozpoczął przygotowania do stworzenia centrum symulacji - do szkoleń dla personelu medycznego, w tym lekarzy. Ma się ono znaleźć w pomieszczeniach piwnicznych, w których do tej pory był magazyn. Teraz to właśnie tam ma się odbywać tzw. triaż, czyli segregacja pacjentów (kto ma uzyskać pomoc w jakiej kolejności). Będą też pomieszczenia spełniające rolę sal operacyjnych. Wszystko w piwnicach - bez okien, w fatalnym świetle, w salach zakurzonych i z podrapanymi ścianami. Dlaczego właśnie tak?
- Obserwując to, co dzieje się w czasie wojny w Ukrainie, wiemy, że szpitale nie są do końca bezpieczne. Są jednym z celów dla wojsk przeciwnika. Dlatego musimy się przygotować na to, że nie będziemy pracować w warunkach komfortowych. Musimy się liczyć z brakami energii elektrycznej, ciepła czy wody - mówi w TOK FM pułkownik Bogusław Piątek, zastępca Komendanta w Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. - Do tego dochodzą ograniczone możliwości diagnostyczne. Nie będzie dostępu np. do rentgena, tomografu czy rezonansu. Trzeba będzie bazować na wiedzy, doświadczeniu, umiejętności personelu medycznego. Lekarze na podstawie m.in. oceny wzrokowej czy oceny palpacyjnej będą w stanie ocenić, jakie procedury medyczne należy wdrożyć - dodaje pułkownik Piątek.
Nasz rozmówca tłumaczy, że jego lekarze od lat mają do czynienia z obrażeniami wielonarządowymi po urazach czy wypadkach, z zaopatrywaniem różnych ran (np. amputacyjnych). - I tu chcemy stworzyć warunki realistyczne, żeby się można było tak psychicznie przygotować do tego, że trzeba będzie wykonywać procedury medyczne w bardzo trudnych warunkach - precyzuje gość TOK FM.
W podziemiach ma być miejsce dla trzech trzyosobowych zespołów zabiegowo-operacyjnych. Mają się tu szkolić lekarze i pielęgniarki ze szpitala wojskowego, ale też z innych placówek medycznych w regionie. W małych pomieszczeniach piwnicznych nie będą mieli dużo miejsca, ale to też ma być elementem szkolenia. - Że jest ciasno, jeden drugiemu przeszkadza i trzeba się umieć w takiej sytuacji odnaleźć - wskazuje pułkownik.
Szpital na czas wojny. "Nigdy nie sądziłem, że przyjdą takie czasy"
Zastępca komendanta Szpitala Wojskowego w Lublinie przyznaje w TOK FM, że nigdy nie sądził, iż przyjdą takie czasy, w których będzie nadzorował przygotowanie pomieszczeń szpitalnych na wypadek działań zbrojnych. - Ale pragnę podkreślić, że nie chcemy nakręcać spirali, że to, co robimy, to znak, że wojna ma być i to jest przesądzone. Nie. My się liczymy, że wojna jest możliwa, że musimy być przygotowani, jednak mam nadzieję, że ta wojna nigdy nas nie dotknie - dodaje pułkownik Piątek.
O tytuł "Szpital przyjazny wojsku" ubiega się też Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 4 w Lublinie. To jeden z największych szpitali w regionie. Jest jednym z nielicznych, który ma system rozbudowanych pomieszczeń podziemnych, z których w części regularnie korzysta. - Tak rzeczywiście jest, chociaż o szczegółach nie możemy mówić, z wiadomych powodów. Nie chcemy, by w nieodpowiednie ręce wpadły informacje w tym zakresie. Ale plany dotyczą tego, że działamy na infrastrukturze, która jest obecnie dostępna i oczywiście wykorzystujemy też naszą podziemną infrastrukturę, która wymaga nakładów i inwestycji. Założenie jest takie, że w razie godziny "W" - w trybie większego zagęszczenia świadczymy pomoc medyczną dla dedykowanych pacjentów. Na dziś nasze sale operacyjne są na powierzchni, ale mamy już gotowe projekty, jak to zmienić - mówi dyrektor placówki Michał Szabelski. Jak dodaje, w planach jest m.in. zupełnie nowy budynek, z podziemną infrastrukturą.
- Tu głównym celem ma być utrzymanie ciągłości dla większości zabiegów z zakresu kardiologii, kardiochirurgii, chirurgii naczyniowej. Zakładamy też dużą efektywność naszego centrum urazowego, ale też Klinicznego Oddziału Ratunkowego. Mamy w planach również inną inwestycję na kondygnacji podziemnej - stworzenie centrali, która zapewni komunikację między pracownikami szpitala - na wypadek zagrożenia. Bo porozumiewanie się jest wtedy szczególnie ważne - dodaje dyrektor w rozmowie z TOK FM.
Szkolenia z wojskiem
Szpital stawia też mocno na szkolenia. - Postawiliśmy na umocnienie naszej współpracy m.in. z Wojskami Obrony Terytorialnej (WOT), zarówno w wymiarze logistycznym, klinicznym, jak i ratowniczym. Zrealizowaliśmy m.in. pilotażowe szkolenie "Szpital 25". Chodziło o sprawdzenie procedur i skuteczności reagowania w warunkach zagrożenia hybrydowego i konfliktu zbrojnego - mówi dyrektor Szabelski.
W szkoleniu udział wziął szpital, Uniwersytet Medyczny, WOT oraz Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody. Ćwiczenia przebiegły według scenariusza, w którym grupy dywersyjne nieprzyjaciela szykowały się do działań wymierzonych w szpital. Zadaniem jego pracowników było zabezpieczenie rannych i ewakuacja pacjentów. Co przećwiczono? M.in. ewakuację i transport chorych i sprzętu medycznego do szpitala w zapasowej lokalizacji, reakcję na awarię zasilania - uruchomienie zapasowego źródła energii czy współdziałanie ze strażakami przy ewakuacji osób z miejsc trudno dostępnych.
Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski zapewnia, że jego urząd podejmuje szereg działań, by wesprzeć szpitale. - Podpisaliśmy umowy na wsparcie naszych 16 placówek - mamy tu m.in. szpitale podległe marszałkowi województwa lubelskiego. Chodzi o przekazanie im pieniędzy na zakup takiej aparatury medycznej jak chociażby: defibrylatory, respiratory, mobilne aparaty EKG, ale też na zakup systemów łączności. Z kolei "Szpitale przyjazne wojsku", podległe bezpośrednio MON, przygotowują się na odgrywanie swojej roli w zakresie m.in. wsparcia pozostałych placówek medycznych z Lubelszczyzny, jak też organizacji szkoleń medycznych z zakresu medycyny w sytuacjach kryzysowych - wyjaśnia w TOK FM wojewoda.
Małe szpitale nie są gotowe na zagrożenie?
Trzeba jednak podkreślić, że na dziś wiele szpitali - w tym te mniejsze, powiatowe - nie jest przygotowanych na wypadek działań zbrojnych. Obecnie starają się dostosować i przygotowują procedury w tym zakresie. Dyrektor szpitala w podlubelskim Świdniku - Sylwia Domagała - mówiła w TOK FM, że sytuacja z soboty, gdy w mieście po raz pierwszy zawyły syreny alarmowe, a mieszkańcy dostali SMSy o możliwym "zagrożeniu atakiem z powietrza" pokazała, że jako społeczeństwo wiele jeszcze musimy się nauczyć. Chodzi o odczytywanie syren alarmowych, ale też o to, by wiedzieć, jak na nie reagować. - U nas w szpitalu działa specjalista do spraw obronności, który opracowuje na bieżąco wszystkie procedury, jest w kontakcie ze starostwem. Wyciągamy wnioski, przeprowadzane są różne ćwiczenia, ale też widzimy, że jest jeszcze trochę do zrobienia - mówiła nasza rozmówczyni.
Dopytywana, czy są np. w szpitalu miejsca w podziemiach, gdzie można byłoby przenieść chorych, odpowiedziała, że nie ma. - Gromadzilibyśmy chorych na poziomie zero, tam mamy do tego warunki - mówiła w TOK FM pani dyrektor. Jak dodała, wiele procedur kryzysowych zostało przećwiczonych w czasie COVID-19, ale dzisiejsza sytuacja jest jednak zupełnie inna.
Źródło: TOK FM