"Kościół wszedł na minę i nie potrafi jej rozbroić". O. Gużyński: Ręce opadają do samej ziemi
- Widziałem w telewizji relację z tego zdarzenia i krótko mówiąc: ręce opadają do samej ziemi - mówił w rozmowie z tokfm.pl o. Paweł Gużyński. Dominikanin uważa, że "nie da się" sprawy brutalnej eksmisji na Osiedlu Maltańskim w Poznaniu "wytłumaczyć i przekazać w taki sposób, żeby obronić wizerunek Kościoła".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego mieszkańcy Osiedla Maltańskiego muszą opuścić swoje domy?
- Jak zdaniem o. Pawła Gużyńskiego sprawa wpływa na obraz Kościoła katolickiego?
Na Osiedlu Maltańskim w asyście policji w środę eksmitowano panią Sandrę, matkę 15-letniego dziecka. Teren ten należał do niedawna do parafii św. Jana Jerozolimskiego za Murami, przejęła go poznańska archidiecezja, która w styczniu tego roku sprzedała go spółce JHM Development za 421 mln złotych. Razem z mieszkańcami, których musi teraz wysiedlić, aby dopełnić umowy.
Przypomnijmy, że ks. Paweł Deskur, proboszcz wspomnianej parafii zapewniał: "Gwarantuję głową, że nie ma mowy o eksmisjach w takim znaczeniu, że przyjeżdża komornik, wystawia rzeczy i mówi: radźcie sobie". Tymczasem to już druga taka eksmisja. Pierwsza odbyła się dwa tygodnie temu.
Eksmisję pani Sandry próbowało zablokować kilkadziesiąt osób, które uważały ją za skandaliczną i niemoralną. Doszło do dantejskich scen i usunięcia protestujących siłą. Na miejscu nie pojawił się żaden przedstawiciel Kościoła.
- Nie da się tego wytłumaczyć i przekazać w taki sposób, żeby obronić wizerunek Kościoła i powiedzieć, że tutaj jest tak, jak być powinno. Widziałem w telewizji relację z tego zdarzenia i krótko mówiąc: ręce opadają do samej ziemi - mówił w rozmowie z tokfm.pl dominikanin o. Paweł Gużyński.
Jak dodał, "niewątpliwie można było szukać przestrzeni do negocjacji i porozumienia, bo tego najbardziej brakuje w tej całej historii".
- Jeżeli Kościół przyjmuje postawę nadmiernie stanowczą, tzn. stricte jurydyczną, to nawet kiedy ma rację na gruncie czysto prawnym - jego własność, może więc tą własnością zarządzać, jak chce w granicach prawa, to będzie to negatywnie wpływało na jego wizerunek. Trudno wtedy uniknąć zarzutu o bezduszny, feudalny sposób postępowania - "nie obchodzi nas los ludzi, obchodzi nas tylko nasz własny interes" - wskazał. - A myślę, że przy innym stylu negocjacji można by uniknąć tego typu napięć i rozwiązać problem w dużo bardziej polubowny sposób - podkreślił mój rozmówca.
W ocenie o. Gużyńskiego "co do zasady Kościół wprost nie powinien się zajmować tego typu sprawami". - Bo w takich sytuacjach jak ta, gdy prowadzi działalność biznesową, która jest związana z konkretnym losem ludzi, stawia się sam w bardzo niezręcznej sytuacji, ponieważ z instytucji, która jest wspólnotą religijną, przekształca się we właściciela, zarządcę majątku i działa jako podmiot gospodarczy na rynku. I tutaj siłą rzeczy naraża się na wszystkie trudności, które mogą z tego tytułu wystąpić - wskazał.
Według dominikanina sytuacja jest bardzo trudna i złożona. - To też nie jest tak, że prawnicy działający w imieniu Kościoła są skrajnie nieskłonni do negocjacji. Napięcie jest po obu stronach tego konfliktu. Ale tutaj musimy wyjść poza bardzo wąsko rozumiany porządek prawny, żeby się porozumieć z ludźmi. Kościół wszedł tutaj na minę i nie potrafi jej rozbroić - podsumował.
Źródło: TOK FM