Mieszkańcy górą, kopalni nie będzie. Jest finał głośnej sprawy w Mysłowicach
- Kopalnia w Mysłowicach nie otrzymała koncesji;
- Pomysł od początku budził jednak zdecydowany sprzeciw mieszkańców. 'Największym problemem były szkody górnicze' - słyszymy;
- Władze miasta też miały sceptyczne podejście. Obawiano się, że przez kopalnie miasto straci środki unijne;
- Według prawnika sprawa jest przesądzona, bo proces, który musiałby się rozpocząć, żeby od nowa taką koncesję wydać, trwałby po prostu zbyt długo.
Zakład w Mysłowicach miał zatrudniać niemal 1000 osób, a z milionowych podatków miało cieszyć się miasto. Nic z tego nie wyszło. Prywatna spółka, która otrzymała koncesję w listopadzie 2020 roku, zrzekła się pozwolenia. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wygasiło więc koncesję.
Inwestycja była tematem wielu debat publicznych i sporów politycznych w regionie. Zwolennicy mówili o wpływach do kasy miasta na poziomie 30 mln złotych, o rozwoju gospodarczym i o nowych miejscach pracy.
Dlaczego mieszkańcy protestowali przeciwko kopalni?
Pomysł na uruchomienie kopalni od początku budził jednak zdecydowany sprzeciw mieszkańców. - Ponad 90 procent wypowiedziało się na nie - mówi TOK FM Marcin Stroński, lider protestującej grupy z Mysłowic. - Największym problemem były szkody górnicze, które wielu ludziom zrujnowały już domostwa. Także nasza spółdzielnia mieszkaniowa wskazywała, że ta kopalnia może spowodować szkody w blokach na osiedlu - dodaje.
Potęzne zakłady w tarapatach. 'Ludzie mają kredyty, boją się o pracę'
Stowarzyszenie przeciwników kopalni przedstawiało opinie naukowców. Pojawiły się tam argumenty z zakresu ochrony środowiska, ochrony wód dołowych i geologii. Obawiano się kilkumetrowych obniżeń terenu podczas prowadzonych prac wydobywczych, które mogły grozić uszkodzeniem budynków.
Władze miasta też były na "nie"
Władze samorządowe Mysłowic - zwłaszcza na późniejszym etapie - też miały obawy dotyczące eksploatacji górniczej. Podbiła je informacja, że cały region mógłby stracić miliardy euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, ponieważ Bruksela nie przyznaje unijnych środków tam, gdzie wybudowane będą nowe kopalnie.
Zdaniem Miłosza Jakubowskiego - radcy prawnego fundacji Frank Bold, reprezentującego mieszkańców - determinacja protestujących była ogromna. - Ludzie nie bali się wchodzić w postępowania administracyjne czy nawet sądowe przeciwko organom - mówi. I podkreśla, że obecnie droga do budowy tej kopalni w Mysłowicach jest zamknięta. - Proces, który musiałby się rozpocząć, żeby od nowa taką koncesję wydać, trwałby po prostu zbyt długo - mówi.
Największa prywatna kopalnia w Polsce na skraju upadku. Związkowcy idą do prokuratury
Podobna sytuacja miała miejsce jakiś czas temu w Rybniku. Kopalnia spółki Bapro miała sięgnąć tam po złoże "Paruszowiec", które znajduje się m.in. pod rybnickimi dzielnicami. Inwestor chciał wydobyć ok. 100 mln ton węgla i zatrudnić około 2,5 tys. osób. Budowę kopalni zablokowali jednak radni, którzy zmienili miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego.
Spółka nie zamierzała się poddać i zaskarżyła uchwałę, wojewoda ją unieważnił, w końcu sprawę rozstrzygnął najpierw Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, a następnie - pod koniec 2022 r. -Naczelny Sąd Administracyjny (na korzyść miasta). - Tam była dosyć duża jednomyślność po stronie radnych. Przedstawiciele chyba wszystkich opcji politycznych byli za tym, żeby te kopalnie zablokować. - wspomina Jakubowski.
Planom powstania kopalni zdecydowanie sprzeciwiają się też mieszkańcy i władze Imielina, które nie chcą zgodzić się na eksploatację węgla przez Polską Grupę Górniczą. Argumenty są podobne do tych z innych miejsc: obniżenie terenu o kilka metrów, a więc zniszczenie budynków, dróg, lokalnej infrastruktury oraz zaburzenie stosunków wodnych. W przypadku tej koncesji nie ma jeszcze ostatecznej decyzji resortu klimatu.