"Mikrostrefa" Czystego Transportu w Katowicach. "Wydmuszka, kadłubek, fasada"
Strefa Czystego Transportu w Katowicach ma od 29 czerwca br. obejmować ścisłe śródmieście. Rada miasta przyjęła uchwałę w tej sprawie. Rozwiązanie skrytykował już m.in. Polski Alarm Smogowy, którego członkowie nazywają je wydmuszką.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki obszar będzie zajmować katowicka SCT?
- Dlaczego została ona ustanowiona?
Katowicka strefa rzeczywiście wydaje się nie być ambitnym projektem - obejmuje jedynie kilka ulic w centrum miasta. Z zakazów zwolnieni są nie tylko mieszkańcy Katowic, ale też całej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, w której mieszka ponad 2 mln osób. Korzystanie ze strefy nie będzie wiązało się z potrzebą uzyskiwania zezwoleń czy umieszczania na pojazdach specjalnych naklejek. Nie będzie też opłat, natomiast wjazd do SCT pojazdem niespełniającym wymogów może skutkować mandatem.
Rada Miasta przyjęła projekt przy czterech głosach sprzeciwu. Radny Patryk Białas (KO) przekonuje, że strefa nie rozwiąże wszystkich problemów mieszkańców, ale daje fundament pod dalsze działania.
- Oczywiście obszar jest ograniczony, przepisy na start łagodne, ale to dobrze, bo to daje ludziom czas na dostosowanie się. I chcę powiedzieć jasno - to nie jest strefa przeciwko mieszkańcom, to strefa dla mieszkańców - wyjaśnia Białas.
Filip Jarmakowski z Polskiego Alarmu Smogowego krytykuje takie rozwiązanie, nazywając niewielki obszar (około 0,5 km²) mikrostrefą. - Tak naprawdę to wydmuszka, kadłubek, fasada i trochę taki listek figowy. Wiemy, że Katowice mają problem z jakością powietrza, jeżeli chodzi o zanieczyszczenia transportowe. Robiliśmy we współpracy z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią badania w 122 punktach miasta i dobrze wiemy, że w większości z nich nie są spełnione te normy, które wejdą w 2030 r. - informuje Jarmakowski.
Miłosz Jakubowski, specjalista w prawie ochrony powietrza, radca prawny w Fundacji Frank Bold mówi z kolei, że przyjęta w Katowicach SCT to rozwiązanie całkowicie pozorne, obliczone tylko na odbębnienie ustawowego obowiązku. - W takim kształcie strefa nie przyniesie żadnej realnej poprawy jakości powietrza. I w tym sensie jest niezgodna z prawem - dodaje.
Chodzi o 2 mld euro
Władze miasta od początku nie były entuzjastycznie nastawione do pomysłu, natomiast obowiązek wprowadzenia strefy został narzucony Katowicom przez Komisję Europejską i resort klimatu, ponieważ w mieście odnotowano przekroczenie norm tlenków azotu. Urzędnicy wyjaśniali, że stacja pomiarów znajdowała się przy autostradzie A4, gdzie dziennie porusza się ponad 100 tys. pojazdów. - Ktoś może powiedzieć, że to nie jest rozwiązanie ambitne. Może tak? (…) Musimy jednak to zrobić i szukamy zdroworozsądkowych rozwiązań - tłumaczył wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula podczas prezentacji. - Brak takiej strefy, brak decyzji formalnej Rady Miasta w tym zakresie sprawi, iż środki z KPO na poziomie 2 mld euro zostaną zablokowane. Nie mogliśmy do tego dopuścić - dodał Sobula.
Katowicka SCT obejmuje ścisłe śródmieście i jest ograniczona odcinkami ulic: Skargi, Moniuszki, Pańki, Dudy-Gracza, Warszawskiej, Francuskiej, Mariackiej Tylnej, Dworcowej oraz Słowackiego. Warto zaznaczyć, że zgodnie z projektem ulice, które wyznaczają granice strefy, nie są do niej włączone. Tworzy to obszar, gdzie znajduje się rynek, deptaki, a na wielu ulicach i tak obowiązuje zakaz poruszania się samochodami.
źródło: TOK FM