Potężne zakłady w tarapatach. "Ludzie mają kredyty, boją się o pracę"
Przemysł chemiczny w Europie stoi w obliczu ogromnych wyzwań, które wynikają z unijnych regulacji klimatycznych i energetycznych - takich jak System Handlu Uprawnieniami do Emisji (ETS), pakiet Fit for 55 oraz Zielony Ład. Rosnące koszty emisji CO2 oraz zaostrzone wymogi dotyczące neutralności klimatycznej sprawiają, że prowadzenie produkcji w Europie staje się coraz mniej opłacalne.
Kryzys w sektorze chemicznym - masowe cięcia i zamykanie zakładów
Jednym z największych problemów są wysokie ceny energii, które bezpośrednio wpływają na konkurencyjność europejskich firm chemicznych. Producenci spoza Unii, jak tureckie i amerykańskie firmy, nie podlegają bowiem tym samym rygorystycznym przepisom, co daje im przewagę na rynku. W Polsce aż 30 proc. rynku sody jest już w rękach tureckich dostawców, którzy oferują tańszy surowiec.
Obecna sytuacja doprowadziła do największego kryzysu w europejskim sektorze chemicznym od dekad. Najwięksi gracze, tacy jak BASF czy Solvay, ogłosili wstrzymanie inwestycji i zamknięcie zakładów w Niemczech, Belgii i Włoszech. Problem dotyka także branży nawozowej czy tworzyw sztucznych.
Odsłaniają wstydliwe kulisy swojej pracy. Tak szkoły niszczą nauczycieli
Dodatkowo - spowolnienie w budownictwie jeszcze bardziej pogłębia kryzys. - Widzimy recesję na rynku niemieckim. A nasza soda kalcynowana, produkowana na Kujawach, trafia do sektora szklarskiego, skąd po przerobieniu - do budownictwa - tłumaczy Tomasz Molenda, prezes zarządu Qemetika Soda Polska.
"Mamy kredyty, boimy się o pracę"
Nastroje w Qemetika Soda Polska są kiepskie. 700-osobowa załoga boi się zwolnień. - Każdy z nas ma jakieś zobowiązania, kredyty, boimy się o pracę, bo rysuje się nieciekawa perspektywa - przyznaje jeden z pracowników zakładów Krzysztof Ratajczak.
Zakłady chemiczne działają w Janikowie od 70 lat i są jednym z największych pracodawców. Gdy powstawały, mieszkało tu zaledwie kilkadziesiąt rodzin. Dziś miasto i gmina liczą około 10 tysięcy. Ograniczenie produkcji czy zamknięcie części fabryki byłoby dla samorządu dużym problemem.
- Pracują tam całe rodziny, czyli mężowie, żony i dzieci. Jeśli doszłoby do wstrzymania produkcji, byłaby to ogromna tragedia dla miasta i gminy - alarmuje burmistrz Bartłomiej Jaszcz. - Pracę w Janikowie może stracić nawet pół tysiąca osób plus kilkaset z prywatnych firm współpracujących z zakładem. Z pełną odpowiedzialnością powiem, że może to dotyczyć nawet półtora tysiąca osób - wylicza nasz rozmówca.
Największa prywatna kopalnia w Polsce na skraju upadku. Związkowcy idą do prokuratury
Prezes Molenda deklaruje, że na razie nikt nie straci pracy, a wynagrodzenia pozostaną na dotychczasowym poziomie. Nie wiadomo jednak, co zakład czeka w przyszłości. Zarząd opracowuje różne scenariusze.
- Oczywiście musimy też przewidywać to, co najgorsze. Może dojść jeszcze do krótkich postojów, ale niewykluczona jest czasowa hibernacja zakładu, która potrwałaby już dłużej niż dwa tygodnie - wyjaśnia. Zapewnia jednak, że przedsiębiorstwo będzie 'walczyć o każdego pracownika'. Zakład produkuje jeszcze sól i ta część działalności na razie nie jest zagrożona. Tu pracuje około 200 osób.
Problemy z oczyszczalnią ścieków i elektrociepłownią
Dla samej gminy upadek zakładu oznaczałby również ogromny kłopot logistyczny z odbiorem ścieków i ogrzaniem domów, bo teraz robią to właśnie zakłady chemiczne. Gmina nie ma swojej oczyszczalni ścieków ani elektrociepłowni. Burmistrz podjął już pierwsze działania zmierzające do uniezależnienia się od Qemetiki.
- Jeśli chodzi o ścieki, są dwa scenariusze: oddawanie ich do sąsiedniej gminy lub wybudowanie własnej oczyszczalni - wyjaśnia Jaszcz. - Wstępny koszt oczyszczalni to 25 milionów złotych, a podłączenia się do Inowrocławia - 20 milionów złotych. My takich środków nie mamy - rozkłada bezradnie ręce. A do tego dochodzą jeszcze koszty uniezależnienia się od elektrociepłowni.
Wsparcie w pozyskaniu zewnętrznych pieniędzy na inwestycje zadeklarował wojewoda kujawsko-pomorski, a także marszałek województwa.
Potrzebna interwencja rządu i Komisji Europejskiej
Przemysł chemiczny w Europie stoi przed kluczowym momentem. Bez zmian w polityce klimatycznej UE kolejne zakłady mogą stanąć przed ryzykiem ograniczeń lub nawet zamknięcia. - Prosimy, żeby nałożone zostały cła czy embargo na turecką sodę, która jest wydobywana dużo taniej - apeluje Daniel Sendor, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NZZZ Solidarność. - Zamknięcie zakładów to dla gminy i powiatu inowrocławskiego byłby horror - dodaje.
Zarząd firmy spotyka się przedstawicielami ministerstw, europosłami, a także z urzędnikami w Brukseli. Tomasz Molenda liczy na konkretne wsparcie polskiego rządu. - Podstawowym elementem jest zmiana regulacyjna na poziomie unijnym, która by uniemożliwiała nieuczciwą konkurencję produktów, które wchodzą spoza rynku unijnego na teren Unii Europejskiej. Natomiast są też takie krótkookresowe działania, które mogą być realizowane poprzez działania sankcyjne na poziomie rządu polskiego - wyjaśnia nasz rozmówca.
3 marca w Janikowie odbędzie się Posiedzenie Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego, w którym mają wziąć udział samorządowcy, europosłowie oraz przedstawiciele rządu.
Qemetika Soda Polska S.A. - czyli dawniej CIECH S.A. produkuje m.in. sodę oczyszczoną i środki ochrony roślin. Jest także największym w Polsce producentem soli warzonej. Obecnie należy do miliardera Sebastiana Kulczyka.