"To nie ofiara powinna ustępować". Ekspert o głośnej sprawie chłopca z Grodkowa
Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty mówił w TOK FM, że w sytuacji chłopca, który został skrzywdzony przez starszych uczniów, władze szkoły w Grodkowie powinny działać szybciej. - Doprowadzić do sytuacji, żeby to dziecko nie spotykało się z chłopcami, którzy go krzywdzili - powiedział.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co się wydarzyło w szkole podstawowej w Grodkowie?
- Dlaczego złożono skargi na dyrektora tamtejszej szkoły?
- Jak należało postąpić w tej sytuacji?
"Gazeta Wyborcza" z Opola opisała historię 11-latka, który w czerwcu ubiegłego roku, podczas szkolnego obozu sportowego, został skrzywdzony przez trójkę starszych uczniów. Potem zdiagnozowano u niego zespół stresu pourazowego. Jak informowała gazeta, jego rodzice bezskutecznie prosili o przeniesienie chłopców, aby chronić syna. Przez kolejne miesiące musiał spotykać ich w szkole.
Dlaczego nie reagowano?
Sprawą zajęli się w środę radni miasta Grodkowa. Głosowali nad stanowiskiem tamtejszej Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, która uznała dwie skargi na dyrektora szkoły za zasadne. I poparli to stanowisko.
- Ta historia jest bulwersująca. Jej okoliczności potwierdził zresztą sąd dla nieletnich. Sprawcy, na koniec roku, dostali naganę, ale nie zostali przeniesieni do innej placówki. W efekcie to skrzywdzony chłopiec musiał zmienić szkołę, bo bardzo źle znosił obecność oprawców na szkolnym korytarzu - relacjonował reporter TOK FM Grzegorz Kozieł, który przysłuchiwał się sesji radnych.
- Mamy nadzieję, że konsekwencje zostaną wyciągnięte wobec pani dyrektor - mówił TOK FM Norbert Bohdziul z rady rodziców szkoły.
Rodzice, jak dodawał w swojej relacji na antenie TOK FM nasz reporter, nie widzą innego rozwiązania jak wydalenie pani dyrektor ze stanowiska oraz przeniesienie uczniów do innych placówek. - Rodzice wskazują też, że w szkole pracuje nauczycielka, która jest matką jednego ze sprawców, a uczeń ten jest też wnukiem osoby, która była dyrektorem organu prowadzącego placówkę - podawał z Grodkowa Kozieł.
Sprawa z Grodkowa. "Można było działać szybciej"
O działaniach szkoły mówił w "TOK360" Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty. W jego ocenie można było "działać szybciej i w sposób znacznie lepszy - przede wszystkim dla poszkodowanego chłopca". - To nie poszkodowany powinien ustępować albo być zmuszony do ustąpienia tylko sprawcy tego wydarzenia. Tu nie ma wątpliwości - powiedział.
Wskazał, że "szkoła nie powinna czekać na rozwiązania prawne". - Tylko organizacyjne doprowadzić do sytuacji, żeby to dziecko nie spotykało się z chłopcami, którzy go krzywdzili i w tym czasie podejmować właściwe działania - dodał rozmówca Adama Ozgi.
- Niestety, młyny sądowe mielą powoli i jeżeli sąd nie doceni wagi sytuacji, to będzie działał powoli. Możemy uznać, że wręcz opieszale. Co więcej, rodzice oskarżonych uczniów mogą się odwołać i sprawa zaczyna się wlec - wyjaśniał dalej.
Dlatego, jak wskazał Pleśniar, warto korzystać z innej ścieżki. - Kurator oświaty (...) na podstawie prawa oświatowego może, w nadzwyczajnej sytuacji, przenieść uczniów. [Może] uznać, że są winni poważnego postępku, należy ich otoczyć pracą wychowawczą i spowodować, że zmienią postępowanie w przyszłości - powiedział.
Szkoła w klinczu?
W sprawie z Grodkowa - jak wskazał gość TOK FM - "system nie zadziałał szybko, nie podjęto szybkich kroków". - Zapewne szkoła poczuła się w klinczu z powodu tego, że zwrócono się już do sądu - zauważył.
Jak podkreślił, w "takiej sytuacji trzeba jednak postępować zdecydowanie". - To jest sprawa dobra dziecka i nie możemy bać się działania - mówił.
Zwrócił uwagę, że jeżeli ze szkołą jest trudno współpracować, to rodzice mogą udać się bezpośrednio do kuratorium. - To jest nasze dziecko i musimy go bronić (...). Mamy prawo działać, w związku z tym (...) nie ma co się obawiać, że skarżymy się na kogoś, to jest zbyt poważna sprawa - podsumował.
Źródło: TOK FM, wyborcza.pl, fot.Wojciech Olkusnik/East News