Mąż bije żonę? Lekarze: nie chcemy być donosicielami
Dr Teresa Dobrzańska-Pilichowska jest lekarzem rodzinnym w małej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów od Lublina i prezesem związku lekarzy. Wie, że powinna wypełniać zaświadczenia dla policji czy prokuratury, zna przepisy, była na szkoleniu. Ale tego nie robi, choć spotyka się z ofiarami przemocy. Przyznaje, że trafiła do niej m.in. pacjentka, która powiedziała, że spadła ze schodów, a miała ślady pobicia.
Pani doktor tłumaczy nam, że lekarz rodzinny jest swego rodzaju spowiednikiem w danym środowisku. - Jeżeli pacjent przychodzi i mówi mi o wszystkim, to trudno być donosicielem - mówi Dobrzańska-Pilichowska. - Nierzadko jest tak, że rodzina dziś się kłóci, a jutro się godzi, a lekarz rodzinny nie jest w stanie ponieść tej odpowiedzialności, jeżeli doniesie na żonę czy na męża - dodaje. Jej zdaniem lekarz po takim 'donosie' może się stać 'wrogiem publicznym numer jeden' w danej miejscowości.
- Wystawienie zaświadczenia to nie jest donos - odpiera zarzut dr Tomasz Bałys, lekarz rodzinny z Wólki Lubelskiej, który prowadzi swoją praktykę od kilkunastu lat. Reaguje, wystawia zaświadczenia, jak trzeba, zawiadamia odpowiednie służby. Miał takie przypadki. - To jest wyciągnięcie ręki do pacjenta czy pacjentki. Nie wyobrażam sobie, aby nie zareagować - dodaje Bałys.
Co mówi prawo?
Lekarz, gdy podejrzewa przemoc, powinien wypełnić zaświadczenie dla policji czy prokuratury. Taki "społeczny obowiązek" wprowadziła Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. "Osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięły podejrzenie o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie, niezwłocznie zawiadamiają o tym policję lub prokuratora" - czytamy w art. 12 tej ustawy. W załączniku do rozporządzenia ministra zdrowia z 22 października 2010 r. jest nawet wzór specjalnego zaświadczenia, które lekarz powinien wypełnić.
Ale jak wynika z naszych rozmów z prokuratorami z różnych miast w Polsce, zaświadczeń praktycznie nie ma. Takie informacje mamy m.in. z prokuratur w Kielcach, Jarosławiu, Lubaczowie (Podkarpacie) czy z Prokuratury Rejonowej Lublin Południe. - Nie przypominam sobie takich zaświadczeń - przyznaje zastępca szefa w tej jednostce, prokurator Jerzy Gałka.
Wystawiła zaświadczenie, ale...
Przepisy obowiązują od grubo ponad roku, ale życie pokazało, że lekarze niekoniecznie się do nich stosują. Szefowa Prokuratury Rejonowej w Lublinie Dorota Kawa zorganizowała dla lekarzy szkolenie, by zachęcić ich do wypełniania druków. Chciała pokazać, że to ważne, że może być impulsem dla ofiar, żeby chciały opowiedzieć o swoim domowym piekle. Nie pomogło. Przez ponad rok wpłynęło tylko jedno zaświadczenie od lekarki, która na ciele kobiety zauważyła siniaki. - Wydaje się, że nie wynika to z faktu, iż nie ma tego rodzaju przestępstw. Bo przecież statystyki pokazują, że przestępstwo znęcania jest jednym z najczęstszych - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Dotarliśmy do pani doktor, która wypełniła druk i wysłała go do prokuratury. To lekarka z małej miejscowości pod Lublinem. Prosi o niepodawanie nazwy miejscowości ani jej danych osobowych. Choć wie, że zrobiła dobrze i dziś postąpiłaby tak samo, to jednak woli pozostać anonimowa.
- Zaświadczenie wypełniłam, bo jest to obecnie w moich obowiązkach, a staram się z nich wywiązywać - mówi nam pani doktor. Jak dodaje, w tej konkretnej sytuacji było to coś jeszcze. Od dawna wiedziała, że pacjentka jest ofiarą przemocy, ale kobieta nie chciała wsparcia. - Teraz zaświadczenie było dodatkowym narzędziem. Z jednej strony uniezależniało moje decyzje i działania od zgody pacjentki lub jej braku, a z drugiej było formą przekonania ofiary, że to, co ją dotyka w sferze fizycznej, materialnej, a zwłaszcza psychicznej, jest łamaniem prawa i podlega działaniom z urzędu - wyjaśnia lekarka.
"Nie chcemy donosić"
Dlaczego lekarze tak się bronią przed wypełnianiem zaświadczeń dla policji i prokuratury? Argumentów jest kilka. Po pierwsze, donoszenie, o którym już wspomnieliśmy. Część lekarzy tak właśnie odbiera nałożony przez ustawę obowiązek. Jak mówią, starają się działać dla dobra pacjenta i pomagać, ale niekoniecznie przez "donosy". - Wcześniej też była przemoc, tak samo działaliśmy, a nie wypisywaliśmy zaświadczeń - mówi dr Dobrzańska-Pilichowska.
Niektórzy lekarze uważają, że wystarczy rozmowa z pacjentką czy jej mężem, współpraca z najbliższymi, by rodzinie pomóc. - Nie wystarczy - odpowiadają specjaliści. Zdaniem Agnieszki Zielińskiej, szefowej Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie, ofiary przemocy same nie są w stanie zrobić pierwszego kroku, często zaprzeczają, że są bite czy maltretowane psychicznie. Stąd zachowanie lekarza jest tak ważne. - To, że lekarz mówi: 'Widzę, że pani nie spadła ze schodów, tylko została pobita', może stanowić impuls do tego, że ta kobieta przyzna: 'Tak, to prawda'. I wtedy może sięgnąć po pomoc, może wyjść, o wszystkim opowiedzieć - mówi Zielińska. - Takie zaświadczenie lekarza daje poczucie, że został jakiś ślad, że sprawca przestaje być anonimowy - dodaje.
Lekarze mówią o czymś jeszcze: że zostają w tym środowisku, że tu pracują, żyją. I nie chcą, by przez jedno zaświadczenie pacjenci się od nich odsunęli czy wytykali ich palcami. - Cały czas pracujemy w danym miejscu, chcemy dalej pracować, w związku z czym bardzo trudno jest nam takie zaświadczenia wystawiać - mówi jedna z lekarek (też prosi o anonimowość).
Medycy zwracają też uwagę na bardziej przyziemny problem - że po wystawieniu zaświadczenia są przesłuchania, wizyty w sądach, a to oznacza, że trzeba szukać zastępstwa na dyżur w przychodni.
To co dzieje się u innych to ich problem?
Specjaliści od przemocy, ale też prokuratorzy nie mają wątpliwości, że przyczyną oporów ze strony przedstawicieli służby zdrowia może być coś zupełnie innego. To stereotypy. - Wydaje mi się, że pokutuje takie przekonanie nie tylko wśród lekarzy, ale generalnie w społeczeństwie, że to sprawy rodzinne toczące się za ścianą, w które nie chcemy ingerować - mówi Syk-Jankowska. - Panuje przekonanie, że lepiej się nie wtrącać - potwierdza Zielińska.
Zbyt często uznajemy, że małżonkowie się pogodzą, że dojdą do porozumienia. - Dopiero jak dochodzi do eskalacji konfliktu, do jakiejś tragedii w tej rodzinie, pojawiają się pytania, gdzie były instytucje, gdzie byli sąsiedzi - dodaje Syk-Jankowska.
Zdaniem terapeutów nazywanie reakcji na przemoc "donoszeniem" to kompletne nieporozumienie. - Wydanie zaświadczenia przez lekarza, pokierowanie taką ofiarą przemocy to przecież minimum tego, co można zrobić - słyszymy w Centrum Interwencji Kryzysowej.
Ale zaświadczenia to nie wszystko
Zaświadczenie wystawione przez lekarza, w zgodnej opinii specjalistów od przemocy, może być impulsem, pierwszym krokiem, zachęceniem ofiary do działania. Ale to za mało.
Lekarka, która zaświadczenie wystawiła, przyznaje, że brakuje szkoleń dla lekarzy z zakresu przemocy. - Zbyt mało wiemy jako lekarze na temat przemocy w rodzinie, o jej mechanizmach, irracjonalnych zachowaniach ofiar, m.in. o ich błędnym przekonaniu, że kiedyś się zmieni, będzie lepiej - mówi pani doktor. Jak dodaje, dla niej problemem jest też to, że lekarka nie wie, do kogo dalej jej pacjentka trafi: czy do prokuratora, który podejdzie do problemu z wyczuciem i będzie próbował kobietę zrozumieć, czy do służbisty, który zapłakanej ofierze przemocy na przesłuchaniu powie: 'Proszę wyjść i wrócić, jak się pani uspokoi'. A tak też, niestety, bywa.
- Powinna być lepsza informacja, w ramach szkoleń dla lekarzy. Bo za mała jest świadomość w zakresie tego, jak działać przy przemocy w rodzinie, z kim współpracować - mówi dr Bałys. On wie, jak działać, bo dostał taką informację z gminy o tym, że powstał zespół interdyscyplinarny, do którego trafiają sygnały m.in. o przemocy w rodzinie.
- Jeżeli przymkniemy oko na przemoc, patologię, to tak, jakbyśmy w tym aktywnie uczestniczyli. A tak nie można, tutaj nie ma kompromisów - dodaje dr Bałys.