Polska nie musi iść w ślady Francji i Niemiec ws. migrantów. Ekspert ostrzega. "Ogarnijmy się"
Od kilku dni we Francji trwają gwałtowne protesty po tym, jak w podparyskim Nanterre policjant zastrzelił 17-latka pochodzącego z imigranckiej rodziny. Zdaniem profesora Macieja Duszczyka z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, zamieszki to efekt głębokich problemów francuskiej polityki migracyjnej. - Kiedy Francja podejmowała w latach 60. decyzję o ściągnięciu obywateli Algierii po przegranej wojnie i w latach 70., kiedy miały miejsce migracje ekonomiczne, głównie z Afryki Północnej, to nikt nie pomyślał o tym, że konsekwencje tego będą w drugim czy trzecim pokoleniu. I trochę teraz to widzimy - ocenił w "Połączeniu" w TOK FM.
W kontekście tego, co dzieje się we Francji, przyjmowaniem imigrantów znów straszą polscy politycy. Tymczasem w ocenie prof. Duszczyka, "Polska prowadzi najbardziej liberalną politykę migracyjną". Ekspert przywoływał dane Eurostatu, według których spośród państw Unii Europejskiej wydaliśmy najwięcej zezwoleń na pracę cudzoziemcom. - W 2021 roku było to ponad 600 tysięcy. Drugi kraj podobnej większości jak my, czyli Hiszpania wydała ich 300 tysięcy. Więc jesteśmy państwem migracyjnym - wskazał.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Polska powtórzy błędy Francji czy Niemiec? "Możemy odrobić tę lekcję"
Rozmówca Jakuba Janiszewskiego podkreślił, że dyskusje o migracji powinny być dalekowzroczne, aby nie powtórzyć błędów krajów zachodnich, m.in. właśnie Francji czy Niemiec, które wyobrażały sobie, że migranci przyjadą, popracują i wrócą do siebie. Przywołał w tym kontekście słowa szwajcarskiego pisarza Maxa Frischa: "Zawołano siłę roboczą, a przyjechali ludzie". - Niemcy praktycznie do 2002 r. uznawały, że nie są państwem imigracyjnym. Kiedy spojrzały tak na siebie, to było trochę za późno, żeby np. zintegrować drugie pokolenie Turków, które przyjechało w latach 70. - podkreślił prof. Duszczyk.
Według eksperta Ośrodka Badań nad Migracjami UW "my trochę możemy tę lekcję odrobić, nie w takim duchu, że migranci są dla nas zagrożeniem, ale, żeby rozbroić potencjalne wyzwania w przyszłości". - Po pierwsze wstrzymajmy teraz kolejny napływ imigrantów. Ogarnijmy się. Ponieważ Polska przekształciła się w państwo migracyjne najszybciej w historii migracji na świecie - zaznaczył.
Podkreślił przy tym, że w 2015 roku, kiedy Niemcy przyjęły, jego zdaniem błędną politykę "otwartych drzwi", Polska była w zupełnie innej sytuacji niż dziś, gdy jest kryzys na granicy z Białorusią, mamy migrantów ekonomicznych i uchodźców wojennych z Ukrainy. - Musimy zacząć myśleć o sobie jako o państwie migracyjnym. Jeżeli w naszym modelu myślenia w służbie zdrowia, w rynku pracy, w kształtowaniu miast, w edukacji, w komunikacji tego nie uwzględnimy, to za 20 lat obudzimy się znów w takiej sytuacji, w jakiej budziły się Niemcy czy Francja. A możemy tego uniknąć - przekonywał prof. Duszczyk.
"Trzeba wcisnąć hamulec"
Jak deklarował, co do zasady nie jest przeciwnikiem przyjmowania uchodźców. - Wtedy, jak się ogarniemy i okaże się, że dajemy radę to tak, ściągajmy następnych. Ale dzisiaj moje doświadczenie badań konsekwencji nieuregulowanej migracji - bez polityki migracyjnej, integracyjnej - mówi o tym: Trzeba wcisnąć hamulec. Bo za chwilę będzie sytuacja, w której trudno nam będzie się ogarnąć - mówił.
I podkreślał, że każde państwo ma swoją wyporność. - Kiedy byłem pytany w marcu, w kwietniu, ilu uchodźców z Ukrainy Polska jest w stanie przyjąć, to mówiłem, jeżeli chodzi tylko o jedzenie, picie, jakiś dach nad głową, to pewnie kilka milionów. Natomiast jeśli mówimy o dzieciach, które pójdą do szkoły, służbie zdrowia, pracy i mieszkaniach, to może 800 tys. Mamy milion, funkcjonujemy generalnie w porządku. Ale ok. 150 tys. ukraińskich dzieci jest poza systemem polskich szkół, bo nie ma w nich miejsca - alarmował. I dodał, że w przyszłości może to tworzyć liczne problemy, bo będą niejako poza społeczeństwem, nie mając wykształcenia i nie mogąc znaleźć pracy.
- Ta wyporność moim zdaniem się u nas skończyła. Dlatego wcisnąłbym ten hamulec i powiedziałbym, że za jakiś czas może wróćmy do tematu polityki migracyjnej, skupmy się dzisiaj na polityce imigracyjnej i na ogarnięciu państwa z tymi, którzy już u nas są - podsumował ekspert.