Niebezpieczny pomysł Ordo Iuris. "To projekt okrutny"
"Stop okaleczaniu dzieci" - tak nazywa się petycja skierowana przez Ordo Iuris do Sejmu, która postuluje zakaz tranzycji dla nieletnich i niektórych dorosłych. Sejmowa komisja do spraw petycji jednogłośnie zdecydowała, by skierować projekt do dalszych prac w dwóch komisjach: Zdrowia oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka.
- Jest coś niesamowicie mrocznego i cynicznego w tym, że pierwszym projektem dotyczącym zdrowia i bezpieczeństwa osób transpłciowych w nowym Sejmie będzie właśnie ten, który zakłada maksymalne i radykalne ograniczenie dostępu do różnych terapii afirmujących płeć - skomentował w TOK FM Anton Ambroziak, dziennikarz OKO.press.
Dla porównania, jak wskazał, w ostatnich miesiącach doszło tylko do jednego spotkania ministry równości z organizacjami społecznymi w sprawie "dobrego i kompleksowego projektu ustawy o uzgodnieniu płci".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"To nie jest wielka filozofia"
W ocenie gościa TOK FM celem petycji jest maksymalne ograniczenie tranzycji dla wszystkich, niezależnie od wieku. Jak mówił, zakaz obejmowałaby również osoby dorosłe i samoświadome, które powinny móc podejmować decyzje o sobie bez żadnych kuratorów i rzeczników.
- Ordo Iuris proponuje, by ten zakaz obejmował wszystkich, u których stwierdzono zaburzenia neurorozwojowe, choroby lub zaburzenia psychiczne. Mówimy więc o tym, że zostałyby wyeliminowane wszystkie osoby z ADHD, ze spektrum autyzmu, stwierdzoną depresją czy np. stanami lękowymi. A przecież to nie jest wielka filozofia powiedzieć, że większość osób, które zaczynają swoją tranzycję albo są jeszcze przed nią, cierpi na depresję albo uogólnione lęk i dopiero terapie hormonalne, zabiegi afirmujące płeć i operacje w połączeniu z psychoterapią pozwalają im wyjść z tych stanów - tłumaczył w rozmowie z Anną Piekutowską.
Zaapelował przy tym, by nie wykrzywiać rzeczywistości i nie mówić, że tylko osoby, które są zdrowe i nie mają żadnych zaburzeń, są w stanie decydować np. o operacjach korekty płci.
- To projekt okrutny, który ma mieć efekt mrożący dla osób transpłciowych i lekarzy, którzy starają się wypełniać międzynarodowe standardy opieki dla osób transpłciowych - podkreślił Ambroziak, zastrzegając, że takie prawo byłoby ciosem.
"Syndrom oblężonej twierdzy"
W ocenie gościa TOK FM petycja Ordo Iuris jest niebezpieczna jeszcze z kilku powodów, w tym m.in. manipulowania faktami.
- Fundamentaliści z Ordo Iuris używają wielu danych, które mają oparcie w rzeczywistości, ale są wyrwane z kontekstu. Przykład: podają, że bardzo wysoki odsetek osób transpłciowych żałuje swoich decyzji i podejmuje detranzycję, czyli przechodzi tę drogę w drugą stronę. Tylko gdy przyjrzymy się tym badaniom, okaże się, że dotyczyły zadowolenia z płci wśród nastolatków, które nie są transpłciowe. Czyli zadawano im np. pytania, czy często myślą o tym, że chciałyby być innej płci. Nic dziwnego, że ponad 98 proc. osób, które deklarowały, że mają takie myśli, np. raz w życiu, nie podjęły decyzji o tranzycji, bo nigdy się tak nie identyfikowały i nigdy o tym nie myślały - tłumaczył.
Ordo Iuris powołuje się też w dokumentach na inne kraje, które miały wprowadzić "regulacje ograniczające" i wymienia w tym kontekście m.in. Szwecję, Wielką Brytanię, Norwegię i Francję. Anton Ambroziak zastrzegł, że warto popatrzeć na metaanalizę największych systemowych prac naukowych dotyczących np. wskaźnika poczucia żalu w związku z podjęciem interwencji medycznych afirmujących płeć. - Okaże się wtedy, że taki żal wyraża do około 4 proc. osób. W świecie medycyny jest to wyniki bezprecedensowo niski. Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika np., że odsetek osób, które żałowały operacji plastycznych, wynosi 65 proc. proc. - wskazał konkretny przykład.
Jakie są inne zagrożenia wynikające z petycji "Stop okaleczaniu dzieci"? To fakt, że w odpowiedzi na to, co robi teraz Ordo Iuris, znowu wszyscy będą mówić, że osoby trans to jednostki, które cierpią, są wzgardzone, a ich życie jest pełne mroku. W myśl zasady: to najbardziej cierpiąca i depresyjna grupa społeczna w Polsce.
- To zawracanie kijem Wisły. Osoby trans były, są i będą, a ich tożsamość płciowa jest tylko jedną z cech, która ich określa. To nie jest grupa homogeniczna, choć potrzebuje dostępu do pewnych zabiegów medycznych, w tym szybkiej ścieżki korekty danych - mówił, wskazując, że teraz znów cierpią na syndrom oblężonej twierdzy.
- Jak tylko pojawiają się prześwity, że udaje nam się na chwilę wyjść z szufladki, gdzie mówi się o nas głównie w kontekście śmierci, to zaraz ktoś te drzwi przymyka - podsumował w TOK FM.