advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Fundacja Otwarty Dialog pod lupą służb. "Dajcie mi Kramka, znajdziemy paragraf"

Kamil Śmiałkowski
3 min. czytania
06.12.2024 20:39
Po sześciu latach szefowa Fundacji Otwarty Dialog Ludmiła Kozłowska mogła wrócić do Polski. - Złożyliśmy zawiadomienie do Prokuratury jeżeli chodzi o nadużycie władzy, prawdopodobnie na zlecenie Wąsika, Kamińskiego i szefa ABW w tamtym czasie - mówił w TOK FM Bartosz Kramek.
|
|
fot. Stefan Maszewski/REPORTER/ East NEws

Szefowa Fundacji Otwarty Dialog, działającej na rzecz praw człowieka i demokracji w krajach wschodniej Europy, Ludmiła Kozłowska, przez sześć lat nie mogła wjechać do Polski i większości krajów Unii Europejskiej. W sierpniu 2018 r. na podstawie tajnej opinii ówczesnego szefa ABW płk. Piotra Pogonowskiego wpisano ją do Systemu Informacyjnego Schengen. Została w nim oznaczona najwyższym alertem. Nigdy jednak nie dowiedziała się, na jakiej podstawie ABW podjęła decyzję w jej sprawie. Dokumenty były utajnione. - Domagamy się przeprosin i zadośćuczynienia. Wystąpiliśmy z takim wezwaniem do Skarbu Państwa, a konkretnie do szefa ABW i szefa Urzędu ds. Cudzoziemców - mówił w "Poranku Radia TOK FM Bartosz Kramek, mąż Ludmiły, który razem z nią prowadzi fundację Otwarty Dialog.

- Złożyliśmy również zawiadomienie do Prokuratury jeżeli chodzi o nadużycie władzy, prawdopodobnie na zlecenie Wąsika, Kamińskiego i szefa ABW w tamtym czasie, czyli kaprala-pułkownika pana Pogonowskiego, który ostatnio zasłynął swoim występem sejmowym na komisji w sprawie Pegasusa. To były te osoby, które moją żonę wyrzuciły z Polski - tłumaczył gość Jacka Żakowskiego.

Nie stanowi zagrożenia

- Wielokrotnie zapowiadaliśmy, że będziemy konsekwentni, więc jesteśmy - stwierdził, nazywając to, co się wydarzyło "sześcioletnią banicją" - Idziemy za ciosem, piłka jest po stronie prokuratury. Czekamy aż to śledztwo zostanie wszczęte - oświadczył. Dodał, że jeszcze nie ma odpowiedzi na złożony ponad miesiąc temu wniosek.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Pytany przez prowadzącego o to, jak dokładnie wyglądała zmiana statusu Kozłowskiej, Kramek odpowiedział, że nowy szef Urzędu ds Cudzoziemców pan Cytrynowicz po prostu postąpił "zgodnie z procedurami". - Wydał tzw. zaświadczenie o treści żądanej, że Ludmiła już nie figuruje w wykazie osób niebezpiecznych - tłumaczył. Jak dodał, było to oczywiście wcześniej skonsultowane z nowym szefem ABW. - I tutaj zdarzył się cud, bo nagle, po sześciu latach, ten odpowiada, że nie posiada informacji wskazujących na to, że obywatelka Ukrainy Ludmiła Kozłowska stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju lub porządku publicznego. A wcześniej uparcie wielokrotnie takie stanowisko ABW i szef urzędu utrzymywali, mimo negatywnej weryfikacji sądowej w Sądzie Administracyjnym - mówił gość TOK FM. Powtórzył też opinię sądu, według której nie było do tego podstaw, a enigmatyczne i lakoniczne dowody do niczego się nie nadają.

Wielokrotnie przedłużane

Nagonka na Fundację Otwarty Dialog nie ograniczała się tylko do wydalenia z Polski Ludmiły Kozłowskiej. Były też inne formy represji, które toczą się do dziś. W tym kontrole skarbowe. - Nie tylko prokuratura, ale też służby specjalne, KNF w przypadku przedsiębiorców, no i takie struktury bardziej prozaiczne jak administracja skarbowa - mówił gość TOK FM, który zaznaczył, że kontrole były wielokrotnie przedłużane. - Podobnie jak moje śledztwo w Lublinie. Zmiana władzy zmieniła tylko i wyłącznie sytuację Ludmiły - stwierdził.

Wspomniane śledztwo w sprawie Kramka trwa już siedem lat, a trzy lata minęły od postawienia zarzutów. - Jest nowa prokurator, która twierdzi, że ona jeszcze nie wie, czy postawi mnie w stan oskarżenia, czy też pójdzie w kierunku umorzenia - mówił. - Zarzuty otrzymałem za pranie pieniędzy i poświadczenie nieprawdy. Natomiast teraz pojawił się taki nowy wątek, który może wskazywać, że działałem na szkodę spółki poprzez wspieranie fundacji - tłumaczył. Chodziło o to, że spółka przekazywała fundacji darowizny, a ta przez lata pomagała Ukraińcom. Tak właśnie wygląda wielowątkowość śledztwa, które było prowadzone pod hasłem "Dajcie mi Kramka, znajdziemy paragraf".

Krzysztof Stanowski zamiesza w kampanii? 'Tu Łatwo się poślizgnąć'

Gość TOK FM opowiadał także o swojej obecnej aktywności. - Całą noc tutaj spędziłem deliberując nad różnymi dokumentami, które otrzymaliśmy ostatnio z prokuratury. Kierujemy wnioski o informacje publiczne, prokuratura nam odpowiada dosyć selektywnie - mówił, wspominając także m.in. o drugim już apelu dotyczącym śledztw politycznych. - Zabiegaliśmy o to, żeby powstał zespół do spraw audytu w prokuraturze i to wszystko się dzieje. Powstał ogromnym wysiłkiem obywateli, którzy wyrabiają właśnie te nocne etaty - przekonywał, bo w jego opinii w samej prokuraturze z jednej strony panuje już "samozadowolenie", choć sprawy polityczne dalej prowadzą ci sami co dawniej referenci ziobryści.