,
Obserwuj
Polska

Zdjęcia dzieci w konkursie. Ekspert ostrzega: Dostaje je pan na tacy. "To nie skończy się dobrze"

5 min. czytania
06.12.2024 21:24
Polska Press zachęca do wysyłania zdjęć swoich dzieci w konkursie "Świąteczne Gwiazdeczki". Z nazwiskiem, wiekiem, miejscowością. Wszystkie dane dostępne za darmo dla każdego. - To namawianie rodziców do sharentingu - alarmuje ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.
|
|
fot. Piotr Kamionka/REPORTER / PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Wysyłasz zdjęcie swojego dziecka. Podpisane imieniem i nazwiskiem. Musisz podać też nazwę miejscowości, w której dziecko mieszka. Dobrze, żeby fotografia była zabawna czy w inny sposób przykuwająca uwagę - będą na nie głosować inni ludzie (koszt jednego SMS-a - 3,69 zł). Są dwie kategorie: 'maluszki do 2 lat' i 'dzieci od 2 lat'. Nagroda główna w finale to 40 tys. zł. Tak w skrócie wygląda konkurs 'Świąteczne Gwiazdeczki' organizowany od lat przez wydawcę regionalnych gazet i portali Polska Press.

"Z roku na rok zainteresowanie naszą świąteczną akcją wzrasta. Nic w tym dziwnego, bo w końcu taka publikacja w gazecie może być wspaniałą, rodzinną pamiątką" - przekonuje cytowana na stronach Polska Press Daria Kaczmarek, koordynatorka akcji.

"Milion plików nie bierze się z kosmosu"

Zupełnie inne zdanie ma jednak Bolesław Michalski, specjalista ds. cyberbezpieczeństwa, autor programu edukacyjnego OPSEC4Kids, w ramach którego od ponad ośmiu lat prowadzi szkolenia dla szkół, dzieci i ich rodziców na temat bezpiecznego korzystania z internetu.

- Enola Gay - mówi Michalski na początku rozmowy z Tokfm.pl. Ale nie chodzi mu o boeinga, który w sierpniu 1945 roku zrzucił bombę atomową na Hiroszimę. Myśli o niedawno przeprowadzonej przez polską policję zmasowanej akcji przeciwko pedofilom. W jej wyniku zatrzymano 75 osób i zabezpieczono ponad 1,1 miliona zdjęć i filmów z dziecięcą pornografią. Wśród nich także zdjęcia pobrane z platform społecznościowych. Zdjęcia dzieci, których niczego nieświadomi rodzice, wrzucali na swoje ogólnodostępne profile.

- Ten milion plików nie bierze się z kosmosu. Bierze się z otwartych kont rodziców, otwartych kont szkół oraz takich miejsc, które tego typu konkursy zasilają - tłumaczy Michalski. - Na stronach konkursu wchodzi sobie pan, wybiera po województwie, wieku, płci i mieście dzieci, które chce oglądać. Dostaje je pan na tacy z imienia i nazwiska. Co więcej w regulaminie Polska Press zastrzega sobie prawo nie tylko do wykorzystywania wizerunku dzieci, ale też jego modyfikacji - podkreśla.

Zdjęcia uczestników konkursu można sobie po prostu pobrać. - Jeżeli ktoś bardzo chce, to może je po prostu "zescrappować", ściągnąć z sieci nawet nie przeglądając tych stron. Generalnie to namawianie rodziców do sharentingu - alarmuje nasz rozmówca.

Sharenting (z ang. "share" - udostępniać, dzielić się i "parenting" - rodzicielstwo) to zjawisko nadmiernego dzielenia się szczegółami z życia dziecka, w tym jego fotografiami. W Polsce, jak wynika z badania agencji Clue PR, w 2019 roku aż 40 proc. polskich rodziców publikowało w mediach społecznościowych materiały dokumentujące dorastanie swoich dzieci. 42 proc. rodziców udostępniało zdjęcia swoich dzieci znajomym (do 200 odbiorców), a 20 proc. - także nieznajomym (ponad 200 odbiorców). Jedynie 25 proc. rodziców pytało dziecko o zgodę przed publikacją ich zdjęć w sieci.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Nic dobrego dla psychiki

- Media społecznościowe nie mają jeszcze konkluzywnych wyników badań na temat tego, jak wpływają na dzieci, ale poszlaki wskazują, że cały zestaw nadpublikowania informacji o dzieciach, które się jeszcze nie urodziły, ale posiadają już swoje zdjęcia USG i profile, to nic dobrego. Nic, co robi dobrze na psychikę dzieci - zaznacza Michalski.

Na poparcie tej tezy ekspert wspomina, że jedno ze zdjęć konkursowych przedstawia dziecko w kąpieli obłożone pomarańczami. - Proszę sobie wyobrazić co będzie, jak to dziecko będzie w liceum i ktoś wpisze jego imię i nazwisko do internetu i znajdzie to zdjęcie. Użyje go do hejtu, naśmiewania się - uważa nasz rozmówca.

- W dobie, w której tyle czasu poświęca się na edukację w zakresie wstrzemięźliwości, ochrony wizerunku dzieci, nienadużywania roli rodzica czy możliwości dysponowania tym wizerunkiem, Polska Press promuje konkurs, w którym nie ma słowa o tym, żeby zadbać o dziecko. Żeby na przykład nie miało znaków identyfikacyjnych, żeby nie można go było w pełni rozpoznać. To promowanie nawyku wrzucania do internetu zdjęć dzieci podpisanych z imienia i nazwiska oraz nazwy miejscowości. To naprawdę otwiera puszkę Pandory i nie skończy się dobrze - ocenia Michalski.

Ekspert przypomina sprawę niedawnego ukarania w Wielkiej Brytanii mężczyzny za to, że pobierał zdjęcia dzieci i zarabiał na sprzedawaniu stworzonej na ich podstawie, przy wykorzystaniu AI, pornografii. Hugh Nelson pod koniec października został skazany na 18 lat więzienia.

- Ten konkurs ma takie konsekwencje, że później kiedy drukowane gazety trafiają do więzień, pracownicy muszą wyrywać strony ze zdjęciami dzieci - twierdzi Michalski.

Polska Press: Wszystko zgodnie z prawem

Poprosiliśmy biuro prasowe Polska Press o odniesienie się do tych zarzutów. Spytaliśmy, czy wydawca nie obawia się, że zdjęcia publikowane w ramach konkursu mogą posłużyć przestępcom oraz przyczynić się do hejtu, a w konsekwencji problemów psychicznych dzieci.

W odpowiedzi, rzecznik Polska Press Konrad Zalas przesłał nam maila o treści identycznej z tą, jaką otrzymały Wirtualne Media. Podkreślił, że wszystkie działania związane z organizacją konkursu są zgodne z prawem, "z zachowaniem najwyższych standardów bezpieczeństwa i ochrony danych osobowych, a także w poszanowaniu norm obyczajowych i etyki". Dodał, że fotografie dzieci mogą przesyłać wyłącznie ich rodzice lub prawni opiekunowie, którzy wyrażają wszystkie wymagane zgody na udział dziecka, w tym na publikację zdjęć. Mogą też w dowolnym momencie wycofać zgłoszenie.

"Nasza inicjatywa jest wydarzeniem wyczekiwanym przez rodziców i cieszy się co roku dużym uznaniem i pozytywnym odbiorem ze strony zainteresowanych, którzy cyklicznie dają temu wyraz w bogatej korespondencji redakcyjnej" - przekonuje Zalas.

"Od początku historii organizacji tego formatu (tj. od 2013 roku) nie odnotowaliśmy żadnych skarg dotyczących niewłaściwego wykorzystania zdjęć dzieci. Bez względu na to zapewniamy jednak, że każdą uwagę i opinię dotyczącą naszej działalności traktujemy z należytą powagą" - zapewnia rzecznik Polska Press.

Działać systemowo

Czy 'Świąteczne Gwiazdeczki' są wyjątkiem, czy tego typu konkursów w polskiej sieci jest więcej? - Takich sytuacji i miejsc jest mnóstwo. Nie jestem w stanie ich wszystkich zidentyfikować - mówi Michalski.

Winne są jego zdaniem także placówki edukacyjne, które publikują zdjęcia dzieci w sieci. - Poświęciłem osiem lat na edukację szkół, rodziców i nauczycieli. Będę robił to dalej, ale przedszkoli i innych placówek, które upubliczniają zdjęcia dzieci, mają nawet włączone kamery na otwartym IP, jest masa. Trzeba działać systemowo - podkreśla nasz rozmówca.

- Polska Press dociera bardzo głęboko, lokalnie. To bardzo pokaźna struktura i przez to niebezpieczna - mówi Michalski. Grupa Polska Press w listopadzie miała nieco ponad 15,5 mln użytkowników (dane Mediapanel), co daje jej 12. miejsce w polskim internecie.

- Te treści są niebezpieczne pod kątem oznaczenia miejscowości, imienia i nazwiska. Nie jest to jedyny przypadek i będzie się to powtarzało. Boję się, że ten konkurs będzie miał więcej uczestników, dlatego że będziemy o tym mówić. Ale jeśli nie zaczniemy o tym mówić, to nigdy się to nie skończy - dodaje.