,
Obserwuj
Polska

Ukraińcy żyją z polskiego socialu? "W dużym stopniu ratują nas swoją obecnością"

3 min. czytania
14.03.2025 19:24
- W najbardziej negatywnym scenariuszu obecność imigrantów i wpływ na PKB jest neutralny. Natomiast te badania, które są dostępne, pokazują, że on jest jednak pozytywny - mówił w TOK FM Bogdan Zawadewicz.
|
|
fot. Piotr Kamionka/REPORTER / PIOTR KAMIONKA/REPORTER

 

  • Najnowszy raport BGK nie pozostawia złudzeń co do tego, jaki wpływ na polską gospodarkę mają Ukraińcy;
  • Polska gospodarka cierpi na brak rąk do pracy, a jak mówił w TOK FM Bogdan Zawadewicz, dyrektor Biura Analiz Ryzyka Geopolitycznego BGK, Ukraińcy w dużym stopniu ratują nas swoją obecnością;
  • Raport BGK jasno pokazuje, jaki jest wpływ do naszego budżetu z płaconych przez nich podatków i składek ubezpieczeniowych;
  • Mitem jest, że przez napływ uchodźców z Ukrainy w Polsce wzrosły ceny najmu i sprzedaży nieruchomości.

 

Bank Gospodarstwa Krajowego opublikował kilka dni temu raport, pokazujący wpływ imigrantów z Ukrainy na polską gospodarkę. Wynika z niego, że obywatele Ukrainy stanowią ok. 5 proc. wszystkich pracujących w Polsce, a ich obecność "istotnie wspiera rynek pracy, zwłaszcza w sektorze przemysłowym, budowlanym, usługach oraz transporcie". Jak podkreślono, migracja z Ukrainy mogła przyczynić się do wzrostu polskiego Produktu Krajowego Brutto od 0,5 proc. do nawet 2,4 proc. rocznie.

- W najbardziej negatywnym scenariuszu obecność imigrantów i wpływ na PKB jest neutralny. Natomiast te badania, które są dostępne, pokazują, że on jest jednak pozytywny - mówił w "Połączeniu" Bogdan Zawadewicz, dyrektor Biura Analiz Ryzyka Geopolitycznego BGK.

- To jest pierwsze tego typu opracowanie, które stanowi syntezę stanu wiedzy o Ukraińcach w Polsce - zaznaczał gość TOK FM.

 

"Ukraińcy nas ratują"

 

Polska gospodarka cierpi na brak rąk do pracy, jak zauważał prowadzący Jakub Janiszewski. A to przez "fatalne dane demograficzne" - Zaczynamy odczuwać zaniedbania polskiej polityki społecznej. Ukraińcy nas w dużym stopniu ratują swoją obecnością - dodał.

W dyskursie nie tylko politycznym pojawiają się zarzuty, że Ukraińcy kosztują polską gospodarkę więcej, niż do niej wnoszą i że należałoby pozbawić przynajmniej część z nich prawa do pobierania świadczenia 800 plus (o czym mówił choćby Rafał Trzaskowski). Tymczasem według szacunków z raportu BGK, świadczenia wypłacane Ukraińcom z programu "Rodzina 800 plus" to ok. 2,8 mld zł, natomiast wpływy z płaconych przez nich podatków i składek ubezpieczeniowych sięgają ok. 15,1 mld zł.

- Z naszych wyliczeń i wyliczeń ekspertów innych instytucji badawczych finansowych wynika, że za każdą złotówkę, która jest pobierana przez obywateli Ukrainy, zwracają oni poprzez podatki pośrednie i bezpośrednie do budżetu państwa prawie 5,5 zł. Dla porównania w przypadku obywateli Polski jest to około 6 zł - mówił Zawadewicz.

- To wskazuje na to, że z całą narracją o tych roszczeniowych Ukraińcach, którzy pobierają jedynie tutaj socjal i nic nie dają w zamian, jest to mit - zwracał uwagę ekspert.

 

Praca bez wynagrodzenia

 

Jak dodawał, wśród wojennych uchodźców zdecydowaną przewagę stanowią kobiety. - Bardzo często były sytuacje, że mimo tego, iż były w wieku aktywnym zawodowo, nie mogły podejmować pracy, ponieważ musiały się zajmować dziećmi i osobami starszymi - zaznaczał.

- To jest najczęściej bezpłatna praca, tak że jednocześnie nie mogą iść do pracy na etat, czyli nie mają dochodów, a jednocześnie wykonują pracę właściwie całodobową. Opieka nad osobą starszą, szczególnie chorą, wymaga tego typu poświęcenia. Nie przyjmują za to żadnego wynagrodzenia - mówił ekspert z BGK.

Mitem jest też to, że napływ uchodźców wpłynął istotnie na wzrost cen nieruchomości w Polsce, a szczególnie cen ich najmu. - Ten wpływ był bardzo krótkotrwały i bardzo ograniczony. On był widoczny w pierwszym okresie napływu uchodźców z Ukrainy, w pierwszych dwóch-trzech miesiącach, kiedy faktycznie ceny najmu wzrosły dość istotnie - mówił Zawadewicz.

- Natomiast to wynikało z faktu, iż ci uchodźcy wynajmowali mieszkania małe i tanie. Czyli to, co zostało wówczas na rynku nieruchomości, rynku najmu, były to mieszkania większe i droższe. Dlatego te średnie ceny najmu wzrosły. Natomiast patrząc długofalowo, ten wpływ był bardzo ograniczony. Byśmy nawet rzekli, że nieistotny statystycznie - podkreślił gość "Połączenia".