Jedno wesele i jeden pogrzeb. Ale za to papieski. "Czy my musimy mieć takiego pecha?"
- Pogrzeb papieża odbędzie się w sobotę 26 kwietnia, prezydent ogłosił tą datę dniem żałoby narodowej;
- To trzeci przypadek w historii naszego kraju, że żałobę ustanowiono po śmierci obcokrajowca;
- W tym samym terminie Bogdan i jego narzeczona mają zaplanowany ślub i wesele. Niczego nie odwołują.
Lany Poniedziałek 2025. Tuż przed godziną 10 rano kardynał Kevin Farrell, kamerling Świętego Kościoła Rzymskiego, poinformował, że o 7.35 "biskup Rzymu Franciszek powrócił do Domu Ojca". Później pojawiła się informacja, że pogrzeb papieża odbędzie się w sobotę 26 kwietnia. Jeszcze później, że dzień ten będzie dniem żałoby narodowej w Polsce. I narzeczona Bogdana zaczęła płakać.
Ale nie dlatego, że była mocno związana z Franciszkiem. Na 26 kwietnia miała zaplanowany ślub i wesele. - Na początku był stres, strach. A potem z ust mojej narzeczonej padło zdanie: czy my musimy mieć, ku...a, takiego pecha? Rozłożyła ręce i zapytała, co robimy. Po chwili zastanowienia odpowiedzieliśmy sobie: działamy. Wszystko dojdzie do skutku, niczego nie odwołujemy - opowiada w rozmowie z Tokfm.pl Bogdan (imię zmienione na prośbę bohatera), mieszkaniec dużego polskiego miasta. - Potem zaczął się festiwal telefonów - dodaje.
Żałoba narodowa a wesele. Festiwal telefonów
Dzwoniła rodzina: jedna, druga. W sumie kilkadziesiąt połączeń. - Czy na pewno działamy, czy wszystko jest zgodnie z planem. To nie było pytanie w sensie, czy odwołujemy wesele. Tylko czy aby wszystko jest tak, jak było ustalone, aktualne. Odpowiadaliśmy, że oczywiście - relacjonuje mężczyzna.
W międzyczasie narzeczeństwo zadzwoniło do didżeja i organizatora, żeby potwierdzić, że nic się nie zmienia. A nawet do Urzędu Stanu Cywilnego. - Wszyscy potwierdzili, że działamy dalej, wszystko w mocy. Niespecjalnie ktokolwiek się przejął, że jest żałoba narodowa - dodaje Bogdan.
Żałoba narodowa. Co to oznacza w praktyce?
Żałoba narodowa oznacza, że flagi państwowe przed urzędami będą opuszczone do połowy masztu (tradycyjnie przepasuje się je też kirem). Rozporządzenie zobowiązuje media do uwzględnienia pamięci zmarłego. Ale szef KPRM Jan Grabiec mówił w TVN24, że konkretnych zakazów co do imprez masowych brak. "To jest kwestia wrażliwości, wyczucia poszczególnych organizatorów" - zaznaczył. I dodał, że za spektakl, koncert czy mecz w dniu żałoby nie przewidziano żadnych sankcji.
Jak dotąd żaden z zaproszonych przez Bogdana i jego narzeczoną gości nie zadeklarował, że w sobotę się nie pojawi. - Obawialiśmy się najbardziej, że jak ktoś się wahał, nie pasował mu termin, to żałoba będzie wytrychem, wymówką. Ale nikt taki się nie pojawił. To tylko ślub cywilny i może dlatego sprawa się nie "rypła" - śmieje się Bogdan. - Kiedy przepracowaliśmy już pierwszy strach, stres, łzy i emocje, odebraliśmy kilka połączeń, czy na pewno wszystko jest jak ustaliliśmy. Zaczęliśmy z tego żartować, że wyprawiamy stypę - dodaje.
Nie będzie jednak minuty ciszy. - Nie planujemy żadnych akcentów związanych z żałobą, niczego czarnego nie będzie. Boimy się, że jeden rozrywkowy wujek wpadnie na pomysł, żeby pić zdrowie papieża. W orbicie naszych heheszków pojawiła się też idea, że o 21.37 zaśpiewamy "Barkę" - opowiada Bogdan.
Mniej do śmiechu byłoby parze, gdyby musiała odwołać wydarzenie. Co prawda za zarezerwowaną jeszcze w listopadzie salę weselną jeszcze mają zapłacić, ale wstępne koszty - didżej, fotograf, stroje - wyniosły ich już ok. 20 tys. zł.
Wilson, Stalin i Franciszek
Pogrzeb Franciszka to trzeci taki przypadek w naszej historii, że żałobę ustanowiono po śmierci obcokrajowca. Wcześniej honor ten spotkał amerykańskiego prezydenta Thomasa Woodrowa Wilsona (w 1924 roku) i Józefa Wissarionowicza Stalina (w 1953 roku).
- Gdyby chodziło o papieża Polaka albo gdybyśmy byli bliżej Kościoła, to pewnie miałoby jakiekolwiek znaczenie. Ale to papież, którego śmierć nie jest specjalnym zaskoczeniem. Dożył sędziwych lat, pochodził z innego kontynentu. Był długi pobyt w szpitalu, stan krytyczny, co pół godziny w mediach informacje, czy papież żyje, czy nie… Byliśmy tym przesyceni. I brutalnie mówiąc: nie zrobiło to na nas tak dużego wrażenia - przyznaje Bogdan.
Pytam go też o to, czy sens żałoby nie rozmywa się przez ich liczbę. W dwudziestoleciu międzywojennym żałobę narodową ogłoszono w sumie cztery razy, przez 45 lat PRL-u - tylko pięć. Od 1989 roku mieliśmy już aż 19 okresów żałoby narodowej. Średnio wychodzi nieco ponad pół żałoby na rok.
- Nadpodaż. Wypaczamy sens żałoby, bo żałoba narodowa powinna być ogólnopolskim sygnałem na to, co dzieje się w duchu narodu. Naród coś przeżywa, jeśli jego obywatele czymś żyją, o czymś dyskutują. Gdy pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym najważniejsze w państwie, czuć było, że w narodzie była potrzeba zadumy, wyciszenia, zatrzymania się. W przypadku Franciszka tego nie dostrzegamy - mówi Bogdan.
Jego zdaniem, przydałaby się tu forma pośrednia. - Gdyby prezydent ogłosił, że prosi o refleksję nad losem papieża, Kościoła i opuszczenie flag do połowu masztu, miałoby to lepszy wydźwięk, a nie, że ktoś nam narzuca żałobę narodową. Przekaz dla społeczeństwa byłby lepszy, gdyby ktoś nas zachęcił do refleksji, a nie do niej zmuszał - uważa mój rozmówca.
Dostrzega natomiast plusy tej feralnej koincydencji. - Śmiejemy się, że wszyscy na pewno będą pamiętali datę naszego ślubu. Ktoś zapyta: kiedy braliście ślub? Wtedy, kiedy chowano Franciszka - podsumowuje.