advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

"Strefa wolna od dzieci" to nie wszystko. Uwaga na inny popularny zakaz. "To forma dyskryminacji"

4 min. czytania
26.07.2025 09:31
- Nienawiść wobec dzieci nie różni się od innych form dyskryminacji. To są wszystko te same mechanizmy, tyle że dotyczą grupy, o której do tej pory mało kto myślał - mówił w TOK FM Michał R. Wiśniewski, pisarz, publicysta i autor książki "Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci".
|
|
fot. Bartlomiej Magierowski / Bartlomiej Magierowski/East News
  • Przybywa miejsc, w których pojawią się nalepki "Strefa wolna od dzieci";
  • Jak mówił w TOK FM Michał R. Wiśniewski, to "bardzo dziwne", bo nierzadko "jednocześnie są to miejsca, które są przyjazne pieskom i osobom LGBT";
  • 'Zakaz gry w piłkę' powieszony na ścianie budynku to wcale nie jest zakaz mówiący o tym, że tutaj nie można uprawiać różnych sportów. To jest zakaz mówiący: 'Dzieci mają sobie stąd pójść'. 'Tu nie wolno być dzieckiem'" - wskazał inny przykład dyskryminacji dzieci.

W internecie można znaleźć coraz więcej przykładów miejsc, w których pojawiają się "strefy wolne od dzieci". To już nie tylko restauracje, ale także np. baseny (w określonych godzinach).

- Nawet teraz sieć żyje naklejką na jednym z lokali, na której jest przekreślony bobas, mimo że jednocześnie jest to miejsce przyjazne pieskom i osobom LGBT. Dla mnie jako osoby o poglądach lewicowych to bardzo dziwne. Jeżeli jestem tolerancyjny wobec różnych grup społecznych, to tą grupą muszą też być dzieci - skomentował w TOK FM Michał R. Wiśniewski, pisarz, publicysta i autor książki "Zakaz gry w piłkę. Jak Polacy nienawidzą dzieci".

"Nienawiść wobec dzieci nie różni się od innych form dyskryminacji"

W ocenie gościa TOK FM nienawiść do dzieci i różne sposoby ich dyskryminacji nie różnią się od tego, co widzimy w przypadku rasizmu, homofobii czy np. seksizmu. - To są wszystko te same mechanizmy, tyle że dotyczą grupy, o której do tej pory mało kto myślał - poza oczywiście fachowcami i specjalistkami - dopowiedział.

Jak dodał, w tym kontekście najbardziej rzucają się w oczy różne zakazy. - I tak np. "Zakaz gry w piłkę" powieszony na ścianie budynku to wcale nie jest zakaz mówiący o tym, że tutaj nie można uprawiać różnych sportów. To jest zakaz mówiący: "Dzieci mają sobie stąd pójść". "Tu nie wolno być dzieckiem". Przecież wieszamy go nie dlatego, że chcemy powiedzieć: "Proszę tu nie przechodzić z piłkami, bo tutaj jest szyba, która może zostać stłuczona". Nie, to jest przekaz: "Proszę mi tu nie hałasować pod blokiem", "Proszę sobie stąd pójść". Inny słowy mówimy: "Ta przestrzeń nie jest dla was" - podkreślił rozmówca Piotra Jaśkowiaka.

Inny przykład? Jak wskazał to np. aplikacja, która miała zbierać miejsca przyjazne osobom, które "nie chcą patrzeć na dzieci". - Ale co się okazało? Była tak bardzo niepopularna, że zawinęła się po kilku tygodniach - wskazał też.

Niezależnie jednak od tego, jak mówił gość "Poranka Radia TOK FM", i tak za każdym razem ośmiela to odbiorców, by wyrażać niechęć wobec dzieci, bo oto nagle każdy mówi: "Tak, zgadzam się z tym - dzieci to przecież hałasują, przeszkadzają, biegają" albo np. "Jestem matką i też czasem chciałabym mieć miejsce, gdzie tych dzieci nie ma". - Nagle robi się atmosfera, że można publicznie źle mówić o dzieciach. A najlepiej zamknąć je w ogóle w fantazji dziecka, które jest krnąbrne, przeszkadzające i niewychowane. Bo jeżeli hałasuje w miejscu publicznym, to wiadomo, że winni są rodzice. Co więcej, każdy ma przy tym swój stek anegdot - podkreślił.

"Dziecko nawet nie wie o tym, że jest wykluczane"

Michał R. Wiśniewski zastrzegł przy tym, że w obronie dzieci, inaczej niż w przypadku innych grup, takie i podobne postawy nierzadko spotykają się ze zrozumieniem co najmniej z kilku powodów. - Dzieci nie mają swojego głosu - nie mają audycji radiowej czy np. swoich mediów. Dziecko nawet nie wie o tym, że jest wykluczane, bo nie ma języka, by mówić o swoim nieszczęściu. Tym bardziej, że całe życie jest uczone, żeby było posłuszne i słuchało dorosłych - tłumaczył.

Dodatkowo, jak wskazał, to też kwestia tego, że nie wiemy, kim są dzieci i samych schematów myślenia, że jest "magiczna granica, za którą dziecko zyska wszystkie potrzebne mu kompetencje". - Nie, dziecko musi się uczyć i musi być socjalizowane do życia. Ono nie uczy się w ten sposób: "A to dziś będziemy się bawić w przedszkolu w restaurację i będę już wiedział, jak się w niej zachowywać". Nie, dzieci się uczą, kiedy przebywają w przestrzeni publicznej, poznają miejsca różne, widzą, że w różnych miejscach obowiązują różne zasady i się do tych zasad dostosowują. Będą popełniać błędy, będą czasem głośne, będą kogoś irytować, ale to jest element życia w społeczeństwie - podsumował w TOK FM.

Niebezpieczne 'zdrapki'. Dzieci ukrywają je przed rodzicami nawet kilka lat