Uważaj, bo twoje dziecko trafi do porno, czyli zagrożenia sharentingu. "Tkwimy w internecie sprzed 20 lat"
- Jeśli nie chcesz nigdy się zastanawiać, czy twoje dziecko wystąpiło w filmie pornograficznym, po prostu nie wrzucaj jego zdjęcia do internetu - tak w jednym zdaniu problem sharentingu chciałaby zamknąć Magdalena Bigaj.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co to jest sharenting?
- Jakie są jego zagrożenia?
- Jak jemu zapobiegać?
Jak co roku w wakacje następuje wysyp zdjęć z podróży, urlopów, wczasów - na komunikatorach i na platformach algorytmicznych (dawniej zwanych mediami społecznościowymi). Na wielu tych zdjęciach pojawiają się dzieci. I pojawia się zjawisko sharentingu - nadmiernego udostępniania w internecie informacji na ich temat.
Magdalena Bigaj, prezeska fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, w audycji "Czas rodziców" mówiła jednak, że zdjęcia udostępniają nie tylko rodzice, ale także inni krewni, znajomi, a nawet szkoły czy przedszkola. Sharenting może również być sprofesjonalizowany - uprawiają go influencerzy, którzy na pokazywaniu dzieci zarabiają.
- Jak rodzic wrzuca zdjęcie dziecka nad basenem albo z urodzin, nie myśli o tym, że to zdjęcie może być za ileś lat podstawą do ćwiczenia algorytmów sztucznej inteligencji albo jego dziecko może wystąpić w niedalekiej przyszłości w filmie pornograficznym - alarmowała prof. Magdalena Szafranek z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodnicząca działającej przy ministrze sprawiedliwości Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Rodzinnego.
Ekspertka powołała się na australijskie badania, wedle których połowa materiałów wykorzystywanych w tego typu przestępczym procederze pochodzi z legalnych źródeł. - Dla osoby, która ma niezbyt chlubne zamiary, przełamanie tego, że ustawimy sobie ograniczenia na Facebooku, iż ujawniamy informacje tylko znajomym, to żaden problem. To jest skarbnica wiedzy, idealna kopalnia - dodała Szafranek.
Bigaj zwracała uwagę, że zagrożeń jest mnóstwo. - A my tkwimy w internecie sprzed 20 lat, po który się chodziło z wiaderkiem do kafejki internetowej - żartowała.
Teoria radykalnej szczerości
- Pisząc drugie wydanie "Wychowania przy ekranie" miałam ochotę, żeby cały rozdział o sharentingu zamknąć w jednym zdaniu: jeśli nie chcesz nigdy się zastanawiać, czy twoje dziecko wystąpiło w filmie pornograficznym, po prostu nie wrzucaj jego zdjęcia do internetu. Dla mnie to jest argument, który po prostu jest niekwestionowalny. Po co mam się nad tym zastanawiać - mówiła Bigaj.
Gościni Uli Malko i Krzysztofa Horwata mówiła, że zajmując się tematem ograniczenia scrollowania, wypracowała sobie teorię. - Nazywam ją radykalną szczerością i zachęcam do niej. Żeby sobie odpowiedzieć - tylko sobie, nikt tego nie usłyszy: Po co ja to dziecko tam wrzucam? Jaka jest moja intencja? Czy to jest dobre dla mojego dziecka? - radziła ekspertka.
- Jesteśmy w codziennym życiu w stanie z tego zrezygnować, tylko potrzebujemy szczerości wobec siebie: Po co ja to robię. Bardzo często, wrzucając zdjęcia dzieci do internetu, okradamy je z tego czasu. Robimy to często przy nich, potem odpowiadamy na reakcje, które się pojawiają, komentarze, lajki, zapytania na priv. To jest czas, który moglibyśmy poświęcić naszym dzieciom - przekonywała prezeska ICO.
Źródło: TOK FM