advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Wielkopolskie

Kultowe molo miało się nie spalić, a poszło z dymem... Teraz mają problem

Maciej Szefer
3 min. czytania
07.11.2024 11:35
Sprawcy podpalenia kultowego molo nad Jeziorem Strzeszyńskim w Poznaniu przyznali się do winy - choć na razie są to jeszcze nieoficjalne informacje. Straty oszacowano na milion złotych, ale mogą być one wyższe, bo oczyszczanie wody i dna jeziora z resztek wypalonego kompozytu może zająć dużo czasu.
|
|
fot. Screen z wideo zamieszczonego na: Przystań Strzeszynek RafaMarina Wypożyczalnia Sprzętu Wodnego na Facebooku

Jeden z dwóch pomostów nad popularnym Strzeszynkiem spłonął doszczętnie w sobotę 26 października. Pożar rozprzestrzenił się błyskawicznie i pomimo szybkiej akcji straży pożarnej nie udało się go zdławić. Po historycznej konstrukcji zostały betonowe i stalowe elementy, a specjaliści mają sprawdzić, czy da się na nich osadzić nową konstrukcję.

Wyzwaniem okazało się zabezpieczenie miejsca pożaru i jego oczyszczenie. Kompozytowe elementy pomostu, po których spacerowali odwiedzający po pożarze, spadły do wody. Jak wskazuje rzecznik Poznańskich Ośrodków Sportu i Rekreacji - niemal od razu starano się teren zabezpieczyć, aby resztki tworzyw nie rozniosły się po całym akwenie. - Sprzątanie ruszyło bezpośrednio po zakończeniu akcji - zapewnia w rozmowie z TOK FM Filip Borowiak.

- Po całym zdarzeniu pobrane zostały też próbki wody do badań. Zarówno Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, jak i Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji takie badania zleciły. Bezpośrednio po ugaszeniu ognia zwróciliśmy się do Ochotniczej Straży Pożarnej Mistral. Strażacy odgrodzili to pogorzelisko specjalną grodzią, żeby te substancje nie rozprzestrzeniały się do akwenu - zaznacza Borowiak.

Drugi etap sprzątania rozpoczął się dopiero w środę 6 listopada, czyli przeszło dwa tygodnie po pożarze. - Specjalistyczna firma musi najpierw zdemontować tę stalową konstrukcję, bo ona utrudnia dostęp do pozostałości po pożarze, które znajdują się w rejonie spalonego pomostu - dodaje nasz rozmówca.

Poznań najdroższy w Polsce? 'Połączenie dwóch podwyżek'

Ognioodporny materiał spłonął. Dlaczego?

Pytamy rzecznika, jak mogło dojść do pożaru obiektu, który z założenia wykonany został z materiałów niepalnych.

- Poszycie samego pomostu jest standardowo wykorzystywane na podobnych konstrukcjach nad morzem czy nad jeziorami w całej Polsce. To nie jest materiał całkowicie niepalny, bo to nie jest beton, a kompozyt, powierzchniowo odporny na ogień - wskazuje Borowiak.

Dopytywany o odporność materiału, rzecznik POSiR-u wyjaśnia, że materiał wytrzymał takie sytuacje jak wysypanie rozrżarzonego węgla z grilla (pomimo zakazu grillowania na molo) czy dogaszanie papierosów, ale nie wytrzymał starcia ze skrajnie wysoką temperaturą.

- Pamiętajmy, że ognioodporność to nie jest jedyny czynnik, który był brany pod uwagę przy zamawianiu tego typu materiałów i wyposażenia, bo to jest jednak pomost nad wodą. On musi być odporny również na warunki atmosferyczne, na wilgoć i wydaje się, że ten materiał dobrze spełniał swoją funkcję, ponieważ był tam siedem lat - przyznaje Borowiak.

Afera w Poznaniu. Oburzeni decyzją parafii. 'Gdzie mam umrzeć?'

Kto podpalił pomost?

Policjanci zatrzymali już potencjalnych sprawców podpalenia pomostu. Po ujawnieniu wizerunków dwóch nastolatków z kamer miejskiego autobusu i z pomocą internautów szybko udało się namierzyć prawdopodobnych sprawców. Policja ma dowody na ich winę i - jak udało nam się nieoficjalnie ustalić - przyznali się oni do podpalenia.

- Przekazujemy dokumenty do Sądu Rodzinnego w Poznaniu z wnioskiem o wszczęcie postępowania. Mamy dowody - mówi młodszy inspektor Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji.

Co z historycznym molo?

Rzecznik POSiR-u zapewnia, że molo zostanie odbudowane, ale nie wiadomo jeszcze, kiedy i ile będzie to kosztowało. Wiadomo, że pomost był ubezpieczony.

Spacerowicze, którzy odwiedzają tereny nad jeziorem, z niepokojem patrzą na to, co zostało z historycznego obiektu. Tym bardziej, że nie brakuje osób, które pamiętają, dlaczego obiekt miał specyficzny kształt. Półokrągłe zakończenie pomostu było przed laty miejscem cumowania pływającej kawiarni i to jednej z dwóch w Polsce.

W słynnym 'statku kosmicznym' organizowano nawet niewielkie koncerty. W czasach późnego PRL-u obiekt popadał w ruinę, aż w końcu został odholowany na inne jezioro i uległ wypadkowi.

Druga pływająca kawiarnia o nazwie 'Arizona' zbudowana w roku 1957 trafiła na Śląsk i jeszcze w ubiegłym roku figurowała w rejestrze dąbrowskiego Biura Rzeczy Znalezionych, a to oznacza, że jej przyszłość jest niepewna .