Pierwszy komentarz po rozmowie ws. Grenlandii. "Wyraźnie istnieje różnica zdań"
Nie udało nam się zmienić stanowiska USA w sprawie Grenlandii, ale zgodziliśmy się, że rozmowy na wysokim szczeblu mają sens, by zobaczyć, czy możemy uspokoić obawy prezydenta Trumpa - oświadczył w środę szef MSZ Danii Lars Lokke Rasmussen po spotkaniu z wiceprezydentem i sekretarzem stanu USA. Rozmowa odbyła sięw Białym Domu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Kto brał udział w środowych rozmowach ws. Grenlandii
- Jak zakończyły się rozmowy w Białym Domu
- Nie odnieśliśmy takiego sukcesu, że nasz amerykański kolega powiedział: "Przepraszam, to było całkowite nieporozumienie, zrezygnowaliśmy z naszych ambicji". Wyraźnie istnieje różnica zdań - powiedział szef duńskiej dyplomacji Lars Lokke Rasmussen podczas spotkania z dziennikarzami w duńskiej ambasadzie w Waszyngtonie. W rozmowie z Marco Rubio i wiceprezydentem Vancem brała też udział szefowa dyplomacji Grenlandii Vivian Motzfeld.
- Zgodziliśmy się jednak, że warto spróbować usiąść na wysokim szczeblu i zbadać, czy istnieją możliwości uwzględnienia obaw prezydenta, jednocześnie szanując czerwone linie Królestwa Danii. Czy to będzie możliwe, tego nie wiem - dodał Rasmussen. Zapowiedział też, że powołane zostaną w tym celu grupy robocze.
Rasmussen i Motzfeld podkreślili, że rozmowy nie zmieniły fundamentalnej różnicy zdań w kwestii Grenlandii, były prowadzone z szacunkiem. Minister spraw zagranicznych Danii przyznał też, że częściowo zgadza się z niektórymi uwagami prezydenta USA na temat bezpieczeństwa w Arktyce i że powinno się do niego podchodzić poważniej, niż wcześniej. Zaznaczył jednak, że obecna umowa z USA pozwala Amerykanom na zwiększenie obecności wojskowej i przypomniał, że w czasach zimnej wojny na Grenlandii znajdowało się 17 instalacji wojskowych i niemal 10 tys. żołnierzy USA, podczas gdy obecnie jest to tylko jedna baza i 200 osób.
- To nie była nasza decyzja. To było stanowisko USA - zauważył.
USA chcą Grenlandii
Rasmussen powiedział też, że obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla wyspy ze strony Rosji lub Chin. Zaznaczył też, że Dania i Grenlandia unikały inwestycji z Chin, a grenlandzkie władze wprowadziły mechanizm prześwietlania inwestycji pod kątem bezpieczeństwa.
Motzfeld powiedziała z kolei, że Grenlandia chce zwiększenia współpracy z USA, lecz nie kosztem bycia własnością Ameryki. - Chciałabym powiedzieć, jak ważne z naszej strony jest wzmocnić naszą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, ale to nie znaczy, że chcemy być własnością Stanów Zjednoczonych - mówiła.
Rasmussen przypomniał natomiast, że grenlandzki rząd ma poparcie 75 proc. mieszkańców wyspy i jasno wyraził chęć pozostania częścią Królestwa Danii w przewidywalnej przyszłości.
Źródło: PAP