Grenlandia w centrum rozmów USA i Danii. Czy groźba interwencji militarnej jest realna?
- Europejczycy próbują rozpaczliwie znaleźć jakąś szansę negocjacji z administracją amerykańską. W ten sposób, żeby uniknąć interwencji militarnej, rozpadu NATO - mówił w TOK FM, pytany o sprawę Grenlandii, Filip Markiewicz.
- W środę szefowie MSZ Danii i Grenlandii spotkają się w Waszyngtonie z wiceprezydentem i sekretarzem stanu USA;
- Tematem rozmów ma być Grenlandia, którą Donald Trump chciałby inkorporować do USA;
- Według Filipa Markiewicza, strona duńsko-grenlandzka chce wybadać, jakie są intencje Amerykanów;
- Europejczycy obawiają się, że Trump może zbrojnie zaatakować wyspę.
W środę Grenlandia będzie w Waszyngtonie tematem rozmów amerykańskiego wiceprezydenta J.D. Vance'a i sekretarza stanu Marco Rubio z ministrami spraw zagranicznych Danii i Grenlandii - Larsem Lokke Rasmussenem i Vivian Motzfeldt. Duńskie władze twierdzą, że wyspa nie jest na sprzedaż, czego chciałby Donald Trump. Po co te rozmowy?
- Europejczycy próbują znaleźć rozwiązanie tego problemu i dosyć rozpaczliwie znaleźć jakąś szansę negocjacji z administracją amerykańską. W ten sposób, żeby uniknąć interwencji militarnej, rozpadu NATO - mówił w "Pierwszym Programie" dr Filip Markiewicz z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Opolskiego, ekspert Team Europe Direct.
Jak dodał, nie wiadomo, jakie opcje chcą przedstawić w środę Amerykanie - nabycie wyspy, przekupienie mieszkańców, żeby w referendum zagłosowali za niepodległością Grenlandii, a później związaniem się z USA czy wręcz interwencję militarną. - Oni (szefowie MSZ Danii i Grenlandii - red.) jadą tam, żeby zobaczyć, jakie są prawdziwe intencje Amerykanów - ocenił gość Wojciecha Muzala.
- Jeżeli celem Amerykanów jest przejęcie kontroli i włączenie Grenlandii jako kolejnego stanu do Stanów Zjednoczonych, to tak naprawdę nie wiadomo, co zrobić. Wydaje się, że ich celem jest po prostu poznanie rzeczywistych celów Stany Zjednoczonych - dodał.
Markiewicz mówił też, że wedle służb wywiadowczych nie ma śladów zwiększonej obecności Rosjan czy Chińczyków w obszarze, co sugerował prezydent USA. - Amerykanie nie przedstawili żadnych dowodów na tezę Trumpa. To zabieg retoryczny, dyplomatyczny, żeby przekonać opinię publiczną, że Amerykanie mają prawo podejmować pewne działania - przekonywał.
W przypadku zbrojnej interwencji Europa nie ma potencjału militarnego, żeby odbić Grenlandię. - Pojawiła się propozycja ze strony Francji, żeby wysłać oddziały europejskie na terytorium Grenlandii, żeby koszt polityczny ewentualnej amerykańskiej interwencji wojskowej był dużo wyższy. Bo musieliby uwięzić żołnierzy europejskich. To trudno byłoby sprzedać na arenie wewnętrznej Stanów Zjednoczonych, jak i międzynarodowej - ocenił gość TOK FM.
Źródło: TOK FM