Co dalej aktywistami z flotylli Sumud? Deportacje "bez nadmiernych zabiegów"
Izrael rozpoczął deportacje aktywistów Flotylli Sumud, która płynęła do Strefy Gazy. Jak mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc, tym razem obyło się bez ofiar. Ekspertka wyjaśniła, dlaczego Izrael teraz nie zdecydował się na brutalną eskalację.
Co uchroniło załogi flotylli Sumud przed brutalnością Izraela? Scenariusz eskalacji
W nocy z środy na czwartek Izrael zatrzymał ponad 470 aktywistów i 41 łodzie z Globalnej Flotylli Sumud, która płynęła z pomocą humanitarną do Strefy Gazy. W piątek władze tego kraju zaczęły deportować uczestników misji. Jednak tamtejszy minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir oświadczył, że zatrzymani uczestnicy flotylli nie powinni być deportowani, ale uwięzieni w Izraelu na kilka miesięcy.
Tym razem władze Izraela ograniczyły się do takich brutalnych słów, choć - jak przypomniała w TOK FM dr Agnieszka Bryc - nie zawsze tak było. - 15 lat temu turecka Flotylla Wolności podobnie miała przełamać blokadę Gazy. Wtedy była operacja bardzo brutalnego przejęcia tej flotylli. Zginęło kilku aktywistów - mówiła ekspertka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Jak dodała, tym razem obywało się bez drastycznych aktów przemocy prawdopodobnie dlatego, że Flotylla Sumud skupiła na sobie uwagę światowej opinii publicznej. - Można powiedzieć, że to teraz uchroniło aktywistów przed bardzo brutalnym przejęciem czy porwaniem. Widać, że izraelska armia bardzo pilnowała, by nie było ofiar i by nie doszło do jeszcze większej eskalacji, a także wzburzenia opinii publicznej przeciwko Izraelowi, która jest wobec niego i tak szalenie krytyczna - podkreśliła rozmówczyni Adama Ozgi.
Dzięki temu - kontynuowała gościni TOK FM - wszyscy aktywiści, w tym kilkoro polskich, wrócą do domów "bez nadmiernych zabiegów dyplomatycznych" ze strony rządów swoich krajów.
Źródło: TOK FM