Dżuma w Rosji. Trump się martwi, Kreml reaguje. Ekspert mówi wprost. "To nic nowego"
Po śmierci rosyjskiej pracownicy laboratorium na Syberii nastąpił chaos informacyjny. Najprawdopodobniej doszło do zakażenia dżumą. Prawie 200 osób jest na kwarantannie. - Dżumę da się kontrolować za pomocą antybiotyków - podkreślił w TOK FM wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czy dżuma nadal występuje na świecie?
- Gdzie - i od jakich zwierząt - można się zarazić bakterią dżumy?
- Czy w Polsce są pałeczki dżumy w laboratoriach?
W Rosji zmarła pracownica instytutu badawczego w Szelechowie w obwodzie irkuckim na Syberii. Najprawdopodobniej kobieta zbiła fiolkę z bakteriami dżumy. - Niestety, przy posługiwaniu się patogenami potencjalnie niebezpiecznymi, w tym śmiertelnymi, zawsze jest ryzyko - ocenił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Według gościa Wojciecha Muzala zaistniał tu tzw. błąd ludzki. - Pracownica nie poświęciła wystarczającej uwagi i zapłaciła za to największą cenę - stwierdził ekspert.
Zakażenia dżumą, jak wyjaśnił dr hab. Dzieciątkowski, w regionach endemicznych występują co roku. - Co roku stwierdza się co najmniej kilkanaście, kilkadziesiąt przypadków zachorowań, z których część kończy się zgonem - tłumaczył wirusolog. Dlaczego więc ten przypadek budzi tak wielkie zainteresowanie? - Jest to patogen, który może być potencjalnie niebezpieczny. Do tej pory w historii spowodował trzy ogromne pandemie na terenie całego świata - przypomniał gość TOK FM, zaznaczając jednak, że działo się to jeszcze w epoce przedantybiotykowej.
Dżuma na świecie. Najwięcej zakażeń w Rosji i USA
Specjalista z WUM wskazał, że rosyjskie laboratorium bada pałeczki dżumy w związku z nadzorem epidemiologicznym. - Jeden z regionów endemicznych, gdzie dżuma występuje, to północna Mongolia i południowa Syberia - mówił dr hab. Dzieciątkowski. Z kolei drugim co do wielkości regionem endemicznego występowania pałeczek dżumy i zakażeń dżumą jest południe Stanów Zjednoczonych. Tam - wyjaśnił wirusolog - rezerwuarem nie są świstaki czy susły, jak w Mongolii czy na Syberii, tylko pieski preriowe.
Tymczasem prezydent USA Donald Trump zadeklarował, że Stany Zjednoczone mogą pomóc Rosji w związku ze śmiercią pracownicy instytutu badawczego. - To działanie typowo pod publiczkę. Prezydent stara się mówić, że kontroluje wszystko na całym świecie - ocenił ekspert. - Amerykanie co roku mają kilkanaście przypadków dżumy u siebie i nikt nie robi z tego tytułu wielkiego rabanu - dodał gość Wojciecha Muzala.
Poza Rosją i USA pałeczki dżumy znajdują się również na terenie Konga, Madagaskaru oraz w niewielkim stopniu w Indiach. Jak mówił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, w Polsce nie mamy bakterii dżumy nawet w instytutach badawczych, bo do tego potrzeba laboratorium tzw. trzeciej klasy bezpieczeństwa biologicznego.
Bakterie dżumy bronią biologiczną
- Potencjalnie pałeczka dżumy jest bakterią, która może służyć jako czynnik broni biologicznej - powiedział wirusolog. I przypomniał, że nad taką bronią pracowali Japończycy w latach 30. i 40. XX-wieku. - Chcieli rozprzestrzeniać pchły zakażone pałeczkami dżumy na terenie Chin i południa Związku Radzieckiego - mówił dr hab. Dzieciątkowski. Obecnie prace nad bronią biologiczną podlegają zakazowi.
Portal Axios podał, że w Rosji po śmierci kobiety wprowadzono kwarantannę w kilku placówkach medycznych, a obserwacją medyczną objęto około 200 osób. Dr hab. Tomasz Dzieciątkowski w TOK FM apelował o spokój. - Dżuma nie jest niczym nowym. Jest patogenem, który doskonale daje się kontrolować za pomocą antybiotyków - podkreślił wirusolog.
Źródło: TOK FM