,
Obserwuj
Świat

Dżuma w Rosji. Trump się martwi, Kreml reaguje. Ekspert mówi wprost. "To nic nowego"

3 min. czytania
06.10.2026 16:07

Po śmierci rosyjskiej pracownicy laboratorium na Syberii nastąpił chaos informacyjny. Najprawdopodobniej doszło do zakażenia dżumą. Prawie 200 osób jest na kwarantannie. - Dżumę da się kontrolować za pomocą antybiotyków - podkreślił w TOK FM wirusolog dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

Laboratorium medyczne, zdjęcie ilustracyjne
Laboratorium medyczne, zdjęcie ilustracyjne
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czy dżuma nadal występuje na świecie?
  • Gdzie - i od jakich zwierząt - można się zarazić bakterią dżumy?
  • Czy w Polsce są pałeczki dżumy w laboratoriach?

W Rosji zmarła pracownica instytutu badawczego w Szelechowie w obwodzie irkuckim na Syberii. Najprawdopodobniej kobieta zbiła fiolkę z bakteriami dżumy. - Niestety, przy posługiwaniu się patogenami potencjalnie niebezpiecznymi, w tym śmiertelnymi, zawsze jest ryzyko - ocenił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Według gościa Wojciecha Muzala zaistniał tu tzw. błąd ludzki. - Pracownica nie poświęciła wystarczającej uwagi i zapłaciła za to największą cenę - stwierdził ekspert.

Zakażenia dżumą, jak wyjaśnił dr hab. Dzieciątkowski, w regionach endemicznych występują co roku. - Co roku stwierdza się co najmniej kilkanaście, kilkadziesiąt przypadków zachorowań, z których część kończy się zgonem - tłumaczył wirusolog. Dlaczego więc ten przypadek budzi tak wielkie zainteresowanie? - Jest to patogen, który może być potencjalnie niebezpieczny. Do tej pory w historii spowodował trzy ogromne pandemie na terenie całego świata - przypomniał gość TOK FM, zaznaczając jednak, że działo się to jeszcze w epoce przedantybiotykowej.

Dżuma na świecie. Najwięcej zakażeń w Rosji i USA

Specjalista z WUM wskazał, że rosyjskie laboratorium bada pałeczki dżumy w związku z nadzorem epidemiologicznym. - Jeden z regionów endemicznych, gdzie dżuma występuje, to północna Mongolia i południowa Syberia - mówił dr hab. Dzieciątkowski. Z kolei drugim co do wielkości regionem endemicznego występowania pałeczek dżumy i zakażeń dżumą jest południe Stanów Zjednoczonych. Tam - wyjaśnił wirusolog - rezerwuarem nie są świstaki czy susły, jak w Mongolii czy na Syberii, tylko pieski preriowe.

Tymczasem prezydent USA Donald Trump zadeklarował, że Stany Zjednoczone mogą pomóc Rosji w związku ze śmiercią pracownicy instytutu badawczego. - To działanie typowo pod publiczkę. Prezydent stara się mówić, że kontroluje wszystko na całym świecie - ocenił ekspert. - Amerykanie co roku mają kilkanaście przypadków dżumy u siebie i nikt nie robi z tego tytułu wielkiego rabanu - dodał gość Wojciecha Muzala.

Poza Rosją i USA pałeczki dżumy znajdują się również na terenie Konga, Madagaskaru oraz w niewielkim stopniu w Indiach. Jak mówił dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, w Polsce nie mamy bakterii dżumy nawet w instytutach badawczych, bo do tego potrzeba laboratorium tzw. trzeciej klasy bezpieczeństwa biologicznego.

Bakterie dżumy bronią biologiczną

- Potencjalnie pałeczka dżumy jest bakterią, która może służyć jako czynnik broni biologicznej - powiedział wirusolog. I przypomniał, że nad taką bronią pracowali Japończycy w latach 30. i 40. XX-wieku. - Chcieli rozprzestrzeniać pchły zakażone pałeczkami dżumy na terenie Chin i południa Związku Radzieckiego - mówił dr hab. Dzieciątkowski. Obecnie prace nad bronią biologiczną podlegają zakazowi.

Portal Axios podał, że w Rosji po śmierci kobiety wprowadzono kwarantannę w kilku placówkach medycznych, a obserwacją medyczną objęto około 200 osób. Dr hab. Tomasz Dzieciątkowski w TOK FM apelował o spokój. - Dżuma nie jest niczym nowym. Jest patogenem, który doskonale daje się kontrolować za pomocą antybiotyków - podkreślił wirusolog.

Źródło: TOK FM