,
Obserwuj
Świat

Macron podjął decyzję. Francja ma nowego premiera. "Będzie w dramatycznej sytuacji"

Aleksandra Gruszczyńska
3 min. czytania
09.09.2025 19:30

Prezydent Emmanuel Macron wybrał nowego premiera. Jak ogłosił Pałac Elizejski będzie nim obecny minister obrony Sebastien Lecornu. - To jest sytuacja patowa, bo nowy premier znajdzie się dokładnie w tak samo dramatycznej sytuacji jak jego poprzednik - stwierdził w TOK FM były ambasador Polski we Francji dr Andrzej Byrt. 

fot. East News
  • W poniedziałek rząd Francji nie dostał wotum zaufania od Zgromadzenia Narodowego;
  • We wtorek premier Francois Bayrou złożył dymisję na ręce prezydenta Emmanuela Macrona;
  • Pałac Elizejski ogłosił we wtorek wieczorem, że nowym premierem będzie obecny minister obrony Sebastien Lecornu;
  • Zdaniem byłego ambasadora Polski we Francji dr. Andrzeja Byrta, Macron jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza się uginać i zarządzać nowych wyborów;
  • Jak stwierdził Byrt w TOK FM sytuacja jest patowa. 

Francuski rząd znalazł się po raz kolejny na ostrym zakręcie. W poniedziałek Zgromadzenie Narodowe nie udzieliło mu wotum zaufania. Na stronie internetowej rządu Francji opublikowano komunikat informujący, że premier Francois Bayrou złożył we wtorek dymisję na ręce prezydenta Emmanuela Macrona. Prezydent Francji podjął błyskawiczną decyzję. We wtorek wieczorem Pałac Elizejski ogłosił nazwisko nowego premiera. Będzie nim obecny minister obrony Sebastien Lecornu. 

- To jest następstwo poprzednich decyzji Macrona. Wybory wygrała lewica, ale prezydent powierzył stworzenie rządu przedstawicielom środowiska, z którym był politycznie związanym i po kolei jego kolejne rządy upadały - powiedział w TOK FM dr Andrzej Byrt, dyplomata, były ambasador Polski we Francji i w Niemczech. Jak dodał, upadku rządu można było się spodziewać, bo nie było szans, by udało się przegłosować budżet, a bez tego nie ma możliwości dalszego sprawowania władzy. Ekspert zwrócił także uwagę, że Unia Europejska przygląda się zadłużeniu Francji, podobnie jak Polski. 

Zapytany, o dalszy scenariusz, odparł, że jest kilka możliwości, choć sam Macron nakreślił już wyraźnie, w którą stronę pójdzie, bo ogłosił, że nazwisko nowego premiera przedstawi w ciągu najbliższych dni. 

- Lewica uważa, że kolejny kandydat powinien być wybrany przez prezydenta Macrona z jej grona, ponieważ oni uzyskali największą liczbę głosów w poprzednich wyborach. Tyle tylko, że Macron już wcześniej nie chciał wybrać z tego grona kandydata na premiera, więc raczej można się spodziewać, że i tym razem postawi na kogoś ugrupowania, z którego sam się wywodzi. Z drugiej zaś strony mamy do czynienia z głosami z prawego skrzydła, które mówi, że w tej chwili kraj jest w dramatycznej sytuacji, że ciągu roku prezydent będzie wybierał trzeciego premiera, dlatego powinien albo sam podać się do dymisji, albo rozwiązać parlament i ogłosić kolejne wybory - wyjaśnił gość "Wywiadu Politycznego".  

Jak zauważył dyplomata, szkopuł w tym, że sam Macron wyraźnie powiedział, że nie zamierza ustępować. Nic nie wskazuje też na to, że Francuzi w najbliższym czasie ponownie pójdą do urn wyborczych. Chociażby dlatego, że sondaże są bezlitosne i jasno pokazują, że wynik wyborczy mógłby być niekorzystny dla Macrona. Najprawdopodobniej ponownie rząd byłby koalicyjny i rozdrobniony. Dlatego, jak podkreślił Byrt, trzeba poczekać, kogo Macron wskaże na kolejnego premiera.

- To jest sytuacja patowa, bo ten człowiek stanie przed takim samym wielkim dylematem jak jego poprzednik, czyli jak ustabilizować sytuację finansową w kraju - powiedział rozmówca Karoliny Lewickiej. Jak dodał, oczywiście społeczeństwo nie ma ochoty "płacić za zadłużenie kraju", więc istnieje ryzyko protestów, być może nawet silniejszych niż za czasów żółtych kamizelek, jeśli rząd jeszcze bardziej zacznie zaciskać pasa, bo skutki tego zawsze odczują obywatele. 

Prowadząca audycję zapytała, jak długo zadaniem eksperta, Francja może jechać na takich finansowych oparach przy tej niezgodzie społeczeństwa na zaciskanie pasa, zanim zderzy się ze ścianą? Gość TOK FM stwierdził, że będzie to możliwe jeśli do władzy dojdzie skrajna prawica. - Wówczas reformy przeprowadzą pod swoimi własnymi skrzydłami. To nie zadzieje się jutro, ale będzie wisiało jako groźba przed kolejnymi wyborami prezydenckimi, które odbędą się z grubsza za dwa lata - podsumował były ambasador Polski we Francji. 

Źródło: TOK FM