,
Obserwuj
Świat

Gdzie dwóch się bije, tam Europa traci. Niemcy najbardziej

Anna Augustyn, Wojciech Kowalik
4 min. czytania
09.11.2025 13:47

Europa ujawni Chinom swoje największe technologiczne sekrety. W zamian dostanie się w technologiczną niewolę, a wszystko po to, żeby pozyskać cenne minerały niezbędne w każdej nowoczesnej produkcji: od kalkulatorów przez samochody po silniki turbin wiatrowych.

Na sporze Chin z USA najbardziej cierpi Europa
Na sporze Chin z USA najbardziej cierpi Europa
fot. ANDREW CABALLERO-REYNOLDS/AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Chiny stały się liderem w produkcji rzadkich surowców?
  • Czego od producentów domaga się tamtejszy rząd?
  • Dlaczego Niemcy cierpią najbardziej?

Na początek pytanie. Czy oddałbyś na ochotnika, za nic, swoją największą tajemnicę? Taką, dzięki której zarabiasz dzisiaj i jest szansa, byś zarabiał na niej jutro jeszcze więcej? Kto odpowiedział twierdząco, nie będzie się dziwić czytając ten tekst. Pozostałych ta historia zaskoczy. Bo będzie o tym, jak Europa oddaje konkurencji technologiczne sekrety, skazując się dobrowolnie na surowcową niewolę. Jak to możliwe?

Zachód... wiadomo gdzie

Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku to Ameryka była światowym potentatem w produkcji rzadkich surowców. Jednak wydobycie w swojej największej kopalni Mountain Pass zaczęła systematycznie ograniczać, bo na rynku pojawiła się konkurencja. W Chinach nie obowiązywały wówczas niemal żadne przepisy środowiskowe, praca była ultra tania, a produkcja masowa, co dodatkowo obniżało jej koszty. Efekt? Galopujący spadek cen - zjawisko radosne dla kupujących, gorzej z producentami. Zwłaszcza z tymi, którzy dopasować się do rynku nie mogą, lub nie chcą - jak Amerykanom, gdy w latach 90. przestało się opłacać kopać i przetwarzać minerały ziem rzadkich. Chińczycy wskoczyli w miejsce USA i zajmują je do dzisiaj. A kopalnia Mountain Pass ostatecznie została zamknięta na głucho w 2002 roku. W ten oto sposób Zachód znalazł się... wiadomo, gdzie się znalazł.

Po co komu pierwiastki z końca tablicy Mendelejewa, o których nie uczą w szkole? Dzisiaj bez nich technologia nie potrafi się obejść. Ich brak oznacza przesiadkę z samochodów na rowery, liczydła zamiast kalkulatorów, lampy naftowe po zmroku, tradycyjne listy pisane zwykłym piórem. Muzyki ludzkość będzie słuchać wyłącznie na żywo, a papierowe archiwa znów będzie trzymać w szafach. Bez neodymu, o który w tej historii chodzi najbardziej, nie ma silników elektrycznych - od tych największych w turbinach wiatrowych, przez standardowe samochodowe, aż po miniaturowe w wentylatorach komputerów. Nie ma też głośników i słuchawek, twardych dysków w informatyce, elementów smartfonów i tabletów. Oraz laserów, używanych w medycynie czy przemyśle.

Najgorzej mają Niemcy

Ta historia w zasadzie jest o tym, jak światowy monopolista postanowił użyć bicza, który Zachód sam na siebie ukręcił. I już wiosną zaszachował Zachodni przemysł, a jesienią postanowił dać mu mata. Europa nie ma alternatywy - inaczej niż w przypadku odcięcia od rosyjskiego gazu i ropy, minerałów ziem rzadkich nie sprowadzi od innych dostawców. Nie będzie też samowystarczalna. Rzecz nie tylko w wydobyciu, bo złoża Europa ma. Diabeł tkwi w przetwarzaniu. Budowa wielkich zakładów wytwórczych zajmie lata, jeśli nie dekady. Tak jak przez lata do pozycji rozdającego karty dochodziły Chiny. I dlatego grafit do akumulatorów można kupić wyłącznie u nich. Lub - w przeciwnym razie - zrezygnować z produkcji. Europejski przemysł znalazł się więc w sytuacji nie do pozazdroszczenia. A w najgorszej - Niemcy.

Niemcy są największym unijnym importerem pierwiastków ziem rzadkich z Chin. Do swojego przemysłu sprowadzają stamtąd 95 procent potrzebnego towaru. Bez niego niemiecki przemysł motoryzacyjny zostanie - nomen omen - unieruchomiony. I dlatego wprowadzone przez Pekin w kwietniu nowe licencje na import minerałów, to jak wyrok śmierci, tyle, że odłożony w czasie. Dlaczego? Bo Chiny domagają się od zachodnich kontrahentów detalicznych informacji o tym do czego, gdzie, kiedy i jak surowce te zostaną wykorzystane. A także ile jest ich w zapasie. Oraz zdjęć gotowych produktów, schematów technicznych, danych z ostatnich lat produkcji i prognoz na najbliższe lata. Po skompletowaniu wszystkich danych ocenią wielkość faktycznych potrzeb. Każdy kto zamówi więcej niż teoretycznie potrzebuje, będzie przez Pekin z góry podejrzewany o prowadzenie produkcji wojskowej lub transfer towaru do Ameryki. Nie wiadomo co gorsze. Bo Chiny prowadzą z Ameryką regularną wojnę handlową, w której ostatnie spotkanie prezydentów przyniosło jedynie roczne zawieszenie broni.

W zamian za wypełnienie szczegółowego wniosku, Chińczycy wydają licencję na półroczne dostawy, którą za kolejne pół roku trzeba będzie odnowić, przekazując kolejne strategiczne dane. Niemiecki przemysł jest więc sparaliżowany - dosłownie i w przenośni. Nie dość, że na ochotnika pozbywa się poufnych informacji, to i tak karnie musi czekać w kolejce na rozpatrzenie swoich spraw. Chińczykom wcale się nie spieszy. Na koniec września niemieckie firmy dostały tylko 20 licencji na ponad 140 złożonych wniosków. Najszybciej - podobno - idzie w motoryzacji. Ale ceną przyspieszenia jest całkowita rezygnacja z zapasów kluczowych minerałów.

Sytuacja jest zatem więcej niż skomplikowana. Nasuwa się więc pytanie: co na to niemiecki rząd? Próbuje się zorientować w sytuacji i rozsyła przemysłowi ankiety z pytaniami o zbierane przez Pekin informacje. Przy okazji przypomina, że zagwarantowanie sobie dostaw to obowiązek prywatnego biznesu, a nie federalnego rządu. Podsumowując - pisz na Berdyczów.

Wychodzi na to, że Europa została złapana w dwa ognie. Bo zapowiadana surowcowa zapaść to efekt wielkiej wojny o światowe podium gospodarcze. Wojna jest międzykontynentalna, a toczą ją – ponad głowami Europejczyków, Amerykanie i Chińczycy. Amerykanie jak niepodległości bronią dostępu do najbardziej zaawansowanych mikroprocesorów ożywiających sztuczną inteligencję, produkowanych przez największą firmę w historii światowej gospodarki - amerykańską NVidię. W odwecie Chińczycy zamykają Amerykanom dostęp do surowców, bez których nie tylko nie będzie postępu ale też - cytując klasyka - nie będzie niczego. I to na własne życzenie.

Źródło: TOK FM