Hiszpania szykuje niespodziankę dla turystów. I to nie jest dobra wiadomość
Bilety wstępu do muzeów, kościołów, katedr czy znanych budowli to codzienność. Teraz ma to pójść dalej. Hiszpański rząd ma nowy plan, jak zarobić na turystach. Pod hasłem walki z nadmierną turystyką, planowane są opłaty za wstęp na... miejski plac, do ogrodu albo na plażę. Nie chodzi oczywiście o wszystkie place, parki i plaże, ale te szczególne, które przyciągają turystów jak magnes.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jaki pomysł ma Hiszpania na pobieranie dodatkowych opłat od turystów?
- Do których popularnych miejsc mogą pojawić się w tym roku bilety wstępu?
- Skąd przyszła inspiracja do tych mikroopłat?
Najnowsza inspiracja przyszła do Hiszpanii z Włoch, a dokładniej z ich serca, czyli z Rzymu, w którym od początku lutego trzeba płacić 2 euro, żeby zobaczyć jeden z symboli miasta - Fontannę di Trevi i wrzucić tam pieniążek. Opłata pobierana jest w ciągu dnia przy wejściu na plac, na którym fontanna stoi. Ruch rzeczywiście jest tam jak w ulu: w ubiegłym roku to barokowe arcydzieło z XVIII wieku zobaczyło 25 milionów ludzi, a w szczytowych okresach było to 70 tysięcy turystów dziennie. Władze próbowały różnych rozwiązań, w tym odgradzania dojścia do fontanny, aż w końcu zdecydowały się na wprowadzenie opłaty, która może przynieść naprawdę spore pieniądze, bo urzędnicy miejscy szacują, że nowy bilet - 2 euro od głowy - mógłby finalnie przynieść od 6,5 do 20 milionów euro rocznie. Pieniądze popłynęłyby do kasy miasta. Z kolei monety, które turyści wrzucają do fontanny - a rocznie z tych drobnych zbiera się 1,5 miliona euro - będą nadal przekazywane organizacji charytatywnej Caritas, która finansuje programy dla ubogich.
Co w Hiszpanii?
Tu opłaty mogłyby się pojawić przy wstępie do największych atrakcji turystycznych. Na liście są na początek trzy.
Pierwsza to plac hiszpański w Sewilli: miejsce ikoniczne dla tego andaluzyjskiego miasta, zatłoczone szczególnie od kiedy George Lucas kręcił tam "Gwiezdne wojny - Atak klonów". Miejsce zyskuje na popularności z roku na rok, co ciekawe - zwłaszcza zimą, kiedy codziennie odwiedza je prawie 19 tysięcy osób, podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu było to o połowę mniej. W okresach szczytowego natężenia ruchu turystycznego jest tam ponad 80 osób na 100 metrów kwadratowych, podczas gdy UNESCO zaleca 30 osób na 100 metrów kwadratowych w przypadku obiektów dziedzictwa kulturowego. Gdyby opłaty się pojawiły, Plac Hiszpański byłby pierwszym publicznym placem w Hiszpanii, na który wstęp jest płatny.
Na krótkiej liście miejsc do wprowadzenia opłaty za wstęp jest też Plaża Katedr w Galicji. Imponujące miejsce, w którym formacje skalne przypominają gotyckie katedry, we wszystkich przewodnikach wymieniane jako najpiękniejsza plaża w Hiszpanii. Latem i w czasie świąt już wprowadzono tam ograniczenia w liczbie turystów ze względu na ochronę środowiska naturalnego. Teraz - niewykluczone - dojdzie do tego jeszcze opłata,
Trzecie miejsce to otoczenie Alhambry w Grenadzie. Chodzi o te części kompleksu, które są ogólnodostępne i można je zwiedzać bezpłatnie, w tym - część ogrodów. Tam też już wkrótce może być potrzebny bilet.
Sto milionów turystów
Ostateczne decyzje w sprawie opłat hiszpańskie władze mają podejmować w maju, przed rozpoczęciem szczytu sezonu. Hiszpania walczy o dodatkowe pieniądze od turystów, bo dotychczasowe sposoby ograniczenia ich liczby przynoszą marne rezultaty: liczba odwiedzających kraj rośnie z roku na rok i jeśli dalej będzie rosła w takim tempie, to w tym roku do Hiszpanii przyjedzie - pierwszy raz w historii - sto milionów turystów. Ten sektor to ponad jedna dziesiąta całej gospodarki kraju, który zajmuje trzecie miejsce - po Wielkiej Brytanii i Francji - państw, które na turystyce zarabiają najwięcej. W ubiegłym roku przyjezdni zostawili tam ponad 130 miliardów euro.
Na koniec o tym, kto był pierwszy. Pomysł przypłynął z włoskiej Wenecji, pobierającej 5 do 10 euro od jednodniowych turystów, którzy wpadają do miasta na chwilę i nie zostają w nim na noc. Przed nami trzeci sezon tego rozwiązania. Liczby odwiedzających nie ograniczyło to ani trochę, za to wpływy do kasy miasta zwiększyło - w 2024 roku, kiedy eksperyment ruszył - było to 2,5 miliona euro, w ubiegłym roku - dwukrotnie więcej. W tym roku opłata będzie pobierana łącznie przez 60 dni, w których spodziewany jest największy ruch turystyczny. Jeszcze dwa lata temu było to dwadzieścia kilka dni. A zatem - skoro turystów nie będzie mniej, to przynajmniej kasy od nich będzie więcej.
źródło: TOK FM