,
Obserwuj
Świat

Hiszpania szykuje niespodziankę dla turystów. I to nie jest dobra wiadomość

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
21.02.2026 08:31

Bilety wstępu do muzeów, kościołów, katedr czy znanych budowli to codzienność. Teraz ma to pójść dalej. Hiszpański rząd ma nowy plan, jak zarobić na turystach. Pod hasłem walki z nadmierną turystyką, planowane są opłaty za wstęp na... miejski plac, do ogrodu albo na plażę. Nie chodzi oczywiście o wszystkie place, parki i plaże, ale te szczególne, które przyciągają turystów jak magnes.

Sewilla jest jednym z miast w Hiszpanii, w którym mogą zostać wprowadzone opłaty
Sewilla jest jednym z miast w Hiszpanii, w którym mogą zostać wprowadzone opłaty
fot. Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki pomysł ma Hiszpania na pobieranie dodatkowych opłat od turystów?
  • Do których popularnych miejsc mogą pojawić się w tym roku bilety wstępu?
  • Skąd przyszła inspiracja do tych mikroopłat?

Najnowsza inspiracja przyszła do Hiszpanii z Włoch, a dokładniej z ich serca, czyli z Rzymu, w którym od początku lutego trzeba płacić 2 euro, żeby zobaczyć jeden z symboli miasta - Fontannę di Trevi i wrzucić tam pieniążek. Opłata pobierana jest w ciągu dnia przy wejściu na plac, na którym fontanna stoi. Ruch rzeczywiście jest tam jak w ulu: w ubiegłym roku to barokowe arcydzieło z XVIII wieku zobaczyło 25 milionów ludzi, a w szczytowych okresach było to 70 tysięcy turystów dziennie. Władze próbowały różnych rozwiązań, w tym odgradzania dojścia do fontanny, aż w końcu zdecydowały się na wprowadzenie opłaty, która może przynieść naprawdę spore pieniądze, bo urzędnicy miejscy szacują, że nowy bilet - 2 euro od głowy - mógłby finalnie przynieść od 6,5 do 20 milionów euro rocznie. Pieniądze popłynęłyby do kasy miasta. Z kolei monety, które turyści wrzucają do fontanny - a rocznie z tych drobnych zbiera się 1,5 miliona euro - będą nadal przekazywane organizacji charytatywnej Caritas, która finansuje programy dla ubogich.

Co w Hiszpanii?

Tu opłaty mogłyby się pojawić przy wstępie do największych atrakcji turystycznych. Na liście są na początek trzy.

Pierwsza to plac hiszpański w Sewilli: miejsce ikoniczne dla tego andaluzyjskiego miasta, zatłoczone szczególnie od kiedy George Lucas kręcił tam "Gwiezdne wojny - Atak klonów". Miejsce zyskuje na popularności z roku na rok, co ciekawe - zwłaszcza zimą, kiedy codziennie odwiedza je prawie 19 tysięcy osób, podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu było to o połowę mniej. W okresach szczytowego natężenia ruchu turystycznego jest tam ponad 80 osób na 100 metrów kwadratowych, podczas gdy UNESCO zaleca 30 osób na 100 metrów kwadratowych w przypadku obiektów dziedzictwa kulturowego. Gdyby opłaty się pojawiły, Plac Hiszpański byłby pierwszym publicznym placem w Hiszpanii, na który wstęp jest płatny.

Na krótkiej liście miejsc do wprowadzenia opłaty za wstęp jest też Plaża Katedr w Galicji. Imponujące miejsce, w którym formacje skalne przypominają gotyckie katedry, we wszystkich przewodnikach wymieniane jako najpiękniejsza plaża w Hiszpanii. Latem i w czasie świąt już wprowadzono tam ograniczenia w liczbie turystów ze względu na ochronę środowiska naturalnego. Teraz - niewykluczone - dojdzie do tego jeszcze opłata,

Trzecie miejsce to otoczenie Alhambry w Grenadzie. Chodzi o te części kompleksu, które są ogólnodostępne i można je zwiedzać bezpłatnie, w tym - część ogrodów. Tam też już wkrótce może być potrzebny bilet.

Sto milionów turystów

Ostateczne decyzje w sprawie opłat hiszpańskie władze mają podejmować w maju, przed rozpoczęciem szczytu sezonu. Hiszpania walczy o dodatkowe pieniądze od turystów, bo dotychczasowe sposoby ograniczenia ich liczby przynoszą marne rezultaty: liczba odwiedzających kraj rośnie z roku na rok i jeśli dalej będzie rosła w takim tempie, to w tym roku do Hiszpanii przyjedzie - pierwszy raz w historii - sto milionów turystów. Ten sektor to ponad jedna dziesiąta całej gospodarki kraju, który zajmuje trzecie miejsce - po Wielkiej Brytanii i Francji - państw, które na turystyce zarabiają najwięcej. W ubiegłym roku przyjezdni zostawili tam ponad 130 miliardów euro.

Na koniec o tym, kto był pierwszy. Pomysł przypłynął z włoskiej Wenecji, pobierającej 5 do 10 euro od jednodniowych turystów, którzy wpadają do miasta na chwilę i nie zostają w nim na noc. Przed nami trzeci sezon tego rozwiązania. Liczby odwiedzających nie ograniczyło to ani trochę, za to wpływy do kasy miasta zwiększyło - w 2024 roku, kiedy eksperyment ruszył - było to 2,5 miliona euro, w ubiegłym roku - dwukrotnie więcej. W tym roku opłata będzie pobierana łącznie przez 60 dni, w których spodziewany jest największy ruch turystyczny. Jeszcze dwa lata temu było to dwadzieścia kilka dni. A zatem - skoro turystów nie będzie mniej, to przynajmniej kasy od nich będzie więcej.

źródło: TOK FM