,
Obserwuj
Świat

"Polska też może oberwać". Co może zmienić szczyt w Waszyngtonie?

3 min. czytania
19.08.2025 19:44

- Zełenski w ogóle nie może się zgodzić na oddanie terytoriów Rosji. Potwierdzi tak tylko słuszność prowadzenia wojny przez Rosję i może stanowić zachętę - w dalszej perspektywie - do tego, żeby wrócić na Ukrainę albo zaatakować inne państwo. Chociaż celem Rosji nie są tutaj terytoria - mówił w TOK Mateusz Piotrowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Donald Trump i Wołodymyr Zełenski
Donald Trump i Wołodymyr Zełenski
fot. Julia Demaree Nikhinson/Associated Press/East News

Jak podała gencja Reutera, "wyłania się zarys oferty" Władimira Putina w związku z zakończeniem wojny w Ukrainie. Źródła zaznajomione ze stanowiskiem Kremla przekazały, że z propozycji Moskwy wynika, że "Rosja zrzekłaby się niewielkich skrawków okupowanej Ukrainy, a Kijów oddałby znaczne obszary we wschodniej części kraju, których Moskwie nie udało się zdobyć". Putin byłby gotowy zwrócić okupowane obszary w obwodzie sumskim i charkowskim. "Kijów miałby z kolei całkowicie wycofać się z obwodów donieckiego i ługańskiego, w zamian za rosyjską obietnicę zamrożenia linii frontu w regionach południowych - chersońskim i zaporoskim" - można też przeczytać.

Tymczasem Kijów już wcześniej odrzucił możliwość wycofania się z Donbasu. - Ukraina nie zgodzi się na odstępstwa od konstytucji i nie podaruje własnej ziemi rosyjskiemu okupantowi - oświadczył kilka dni temu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

Jak mówił w TOK FM Mateusz Piotrowski nadal "ewidentnie" jest o czym rozmawiać, choć Zełenski publicznie będzie deklarował, że nie może się zgodzić na oddanie terytoriów Rosji. - Zresztą on w ogóle nie może się na to zgodzić. Po pierwsze, potwierdzi tak słuszność prowadzenia wojny przez Rosję i może stanowić zachętę - w dalszej perspektywie - do tego, by wrócić na Ukrainę albo zaatakować inne państwo. Choć celem Rosji nie są tutaj terytoria, to nie jest wojna o ziemię ze strony Rosji. Po drugie: będzie to problem dla Zełenskiego, jeżeli okaże się, że zagrożenie nie osłabnie w perspektywie kilku lat - przekonywał ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Zastrzegł też przy tym, że swoje może zrobić jednak presja ze strony amerykańskiej administracji i europejskich liderów. - Ci udzielając mu teraz poparcia, rozmawiając o gwarancjach bezpieczeństwa, mogą też mówić: "To jest najlepsze, co możesz wynegocjować w tym momencie. I póki prezydent Stanów Zjednoczonych jest ci przychylny, póty chyba lepiej w to iść, niż kontynuować wojnę" - podkreślił w rozmowie z Karoliną Lewicką.

"Polska też może oberwać"

Tymczasem, jak podało w poniedziałek rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych, także cytowane przez agencję Reutera, Rosja sprzeciwia się rozmieszczeniu wojsk NATO w Ukrainie. Określiła także jako "prowokacyjne" wypowiedzi na ten temat płynące z Londynu, który zapowiedział gotowość do wysłania żołnierzy do Ukrainy w ramach gwarancji bezpieczeństwa.

- Stąd jakiekolwiek deklaracje, które pojawiają się w przeciekach medialnych, że Putin miał wyrazić zgodę na to, by europejscy przywódcy udzielili Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa, zakładające obecność żołnierzy w Ukrainie, wydają się cyniczne. To może być tylko deklaracja - skomentował Mateusz Piotrowski.

Inna rzecz, jak przekonywał w "Wywiadzie politycznym" ekspert PISM, że sygnałem realizacji, do pewnego stopnia, postulatu rosyjskiego będą zmiany w obecności amerykańskich wojsk w Europie. Jak dodał, "Pentagon je teraz rozpisuje i na jesieni najprawdopodobniej albo się nimi podzieli, albo nie. A my będziemy tylko obserwować efekty decyzji polegające na wycofywaniu poszczególnych jednostek z Europy, w tym z Polski i Niemiec".

- Wyobrażam sobie, że niestety Polska też może oberwać. Łatwo będzie wycofać rotujące wojska ze wschodniej flanki, bo kolejna rotacja po prostu nie przyjedzie - zastrzegł też Mateusz Piotrowski.