Sypie się sojusz Rosji. Prof. Kuźniar: Kolejny przykład upadku wizji Putina: odbudowy Związku Sowieckiego 2.0
Premier Armenii Nikol Paszynian odmówił podpisania projektu deklaracji kończącej szczyt Rady Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Rzecz wydarzyła się już przy stole, w obecności dziennikarzy.
Jak mówił w TOK FM prof. Roman Kuźniar, odmowy podpisania deklaracji nie zdarzają się w dyplomacji w świetle kamer.
- Ten dokument nigdy nie powinien był trafić na stół, jeśli nie został uzgodniony. A nie został uzgodniony. Wiemy, że był spór między Armenią a pozostałymi państwami członkowskimi, przynajmniej Rosją i Białorusią, odnoszący się do sposobu udzielania pomocy Armenii w jej konflikcie z Azerbejdżanem - mówił w 'Poranku Radia TOK FM' kierownik Katedry Studiów Strategicznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Przypomniał, że we wrześniu Azerbejdżan dopuścił się strzału na terytorium Armenii w związku ze sporem o Górski Karabach. - Premier Armenii był więc usprawiedliwiony, odmawiając podpisania dokumentu, który - jego zdaniem - był wybrakowany - dopowiedział w rozmowie z Karoliną Głowacką.
Jakim sposobem dokument w ogóle znalazł się na stole? Zdaniem gościa TOK FM, być może Białoruś i Rosja liczyły, że premier Armenii ugnie się pod wpływem okoliczności. Mimo to, jak dodał, niemal wszystkie pozostałe dokumenty - 15 z 17 - zostały przez podpisane.
"Kolejny przykład upadku wizji prezydenta Putina"
Zdaniem prof. Kuźniara, decyzja premiera Armenii pokazuje też, że sojusz Rosji się sypie. - To kolejny przykład upadku wizji, marzenia i projektu prezydenta Putina: odbudowy Związku Sowieckiego 2.0 minus trzy kraje bałtyckie. Przecież wojna przeciwko Ukrainie też była elementem planu odtwarzania Związku Sowieckiego - tłumaczył w TOK FM.
Zastrzegł też, że od początku było jednak wiadomo, że napaść Rosji na Ukrainę i niezdolność do odniesienia zwycięstwa w ciągu pierwszych kilku dni czy tygodni, będzie miała swoje konsekwencje w postaci załamania się jej pozycji na obszarze byłego Związku Sowieckiego. - Mamy tu na myśli zwłaszcza kraje Azji środkowej, ale także niektóre inne kraje, które także są przerażone z jednej strony agresją Rosji, a z drugiej jej niezdolnością do prowadzenia skutecznych działań wojennych - dodał.
W jego ocenie to jednak pozytywny sygnał, bo nie dość, że Rosja traci swoje wpływy, to na jej miejsce pojawiają się nowe kraje, w tym Chiny i przede wszystkim Turcja. Ta ostatnia, jak mówił, zastąpiła już Rosję w roli negocjatora w konflikcie ormiańsko-azerskim.
- Armenia nie otrzymuje wsparcia od Rosji, którego by oczekiwała. W związku z czym i ona będzie się musiała próbować układać się bezpośrednio z Turcją, która z kolei stara się powiększyć swoje wpływy w rejonie i występować w roli uczciwego mediatora - mówił kierownik Katedry Studiów Strategicznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Podkreślił też, że taka będzie zapewne polityka premiera Armenii w kolejnych latach. - Ormianie postawią, a taka jest także wola społeczeństwa ormiańskiego, na bliższe związki z Europie, z UE. To będzie alternatywą dla Armenii na najbliższe dziesięciolecia - skwitował w rozmowie z Karoliną Głowacką.