Protesty w Chinach. "Największe przesilenie od 1989 roku". Ekspert wskazuje na dwa scenariusze
Od soboty w Chinach trwają protesty przeciwko forsowanej przez władze polityce "zero covid", surowym restrykcjom i lockdownom rozszerzyły się na kolejne miasta Chin. Ludzie protestowali m.in. w Pekinie i Szanghaju, a także w Wuhanie, gdzie prawie trzy lata temu wykryto pierwsze przypadki COVID-19.
Jak mówił w TOK FM prof. Bogdan Góralczyk mamy do czynienia z niespotykaną falą demonstracji przeciwko polityce władz. - W Chinach dzieje coś bardzo istotnego i w dużej mierze jednak niespodziewanego, jeśli chodzi o skalę. Zwróćmy uwagę, że mówimy o państwie autorytarnym, a nawet chwilami wręcz totalitarnym, gdzie rządzi strach - mówił w 'Pierwszym Śniadaniu w TOK-u' politolog i sinolog, były dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspert przypomniał, że chińskie szczepionki nie radzą sobie z omikronem, więc praktycznie od wiosny w kraju wprowadzane są bardzo twarde lockdowny. Bez względu na protesty i niezadowolenie mieszkańców. Tak było m.in. w kwietniu w Szanghaju.
- Ludzie z coraz większym niepokojem śledzili, co się dzieje i coraz większa była frustracja społeczna. Ale zapalnikiem były wydarzenia sprzed trzech dni w mieście Urumczi, to stolica regionu autonomicznego Sincian. Zapłonął tam - z nieznanych powodów - budynek mieszkalny, w którym w lockdownie byli zamknięci mieszkańcy - mówił prof. Góralczyk w rozmowie z Wojciechem Muzalem. W pożarze zginęło co najmniej 10 osób, w tym dwoje małych dzieci.
- To trafiło do chińskiego internetu, sam to widziałem. Ludzie krzyczeli: "Otwórzcie drzwi". I natychmiast przerzuciło się na inne miasta, bo obywatele ChRL, a szczególnie mieszkańcy miast, zrozumieli, że to owszem zdarzyło się w Sincian, ale może się zdarzyć równie dobrze w każdym innymi miejscu - podkreślił.
Jak dodał, teraz we wszystkich większych miastach pojawiają się już nie tylko oznaki niezadowolenia, ale też hasła polityczne, w tym, by odwołać Xi Jinpinga i by komunistyczna partia odeszła od władzy. - To sytuacja niespotykana od wielu dekad. Największe przesilenie od 1989 roku (od czasów krwawo stłumionych protestów na placu w Tiananmen - red.) - ocenił ekspert.
Poluzowanie polityki czy uderzenie siłowe?
Jak przekazał Reuters, od soboty doszło do starć pomiędzy setkami demonstrantów a policją, która próbowała uniemożliwić zgromadzenie i zatrzymała wielu uczestników.
Co zrobią władze w obliczu tak licznych protestów? Zdaniem gościa TOK FM trzeba brać pod uwagę dwa rozwiązania.
- Jedno to poluzowanie polityki "zero covid", ale ono będzie trudne z dwóch podstawowych powodów. Chiny właśnie doświadczają największej fali zakażeń od początku wybuchu zarazy. Trudno wtedy luzować. Poza tym byłaby to utrata twarzy, a ona jest istotna w tamtejszej kulturze, przez Xi Jinpinga - wskazał profesor. I podkreślił, że byli już eksperci, lekarze, doradcy, którzy dawno doradzali poluzowanie restrykcji, ale ich sugestie zostały odrzucone.
- Drugie rozwiązanie, klasyczne dla władzy totalitarnej czy autorytarnej, to stłumienie, pacyfikacja, uderzenie siłowe. To jednak nie będzie łatwe, bo nie mamy do czynienia z jednym miastem. Zobaczymy, czy "przewodniczący od wszystkiego", jak złośliwie nazywają Xi Jinpinga, się na to zdecyduje - podsumował prof. Bogdan Góralczyk.
Chińska Narodowa Komisja Zdrowia poinformowała w niedzielę o kolejnej rekordowej liczbie zakażeń koronawirusem od początku pandemii. W sobotę zarejestrowano 39 791 nowych przypadków.