,
Obserwuj
Świat

"Piekielny czwartek" we Francji. Kraj stanął przez protesty. "Macron postawił się jak nastolatek"

3 min. czytania
19.01.2023 18:52
We Francji trwają demonstracje przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego. Zdaniem doktora Jarosława Kuisza, można znaleźć co najmniej kilka powodów, dla których prezydent Francji chce forsować takie zmiany. - Patrząc na to, że chciał przywrócić Francji silniejszą pozycję, może się okazać, że był tylko strażakiem od gaszenia pożarów. Dlatego teraz postanowił zrealizować to, z czym w ogóle przyszedł do polityki - mówił w TOK FM ekspert Kultury Liberalnej i paryskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych.
|
|
fot. Lewis Joly / AP Photo

Ograniczenia dostaw prądu, utrudnienia w komunikacji i tłumy na ulicach - tak we Francji przebiega tzw. piekielny czwartek. To pierwszy dzień protestów przeciwko reformie emerytalnej, która zakłada m.in. podniesienia wieku emerytalnego z 62 do 64 lat. Manifestacje odbywają się w ponad 200 miastach. Jak podają związki zawodowe, liczba protestujących może przekroczyć milion. W Paryżu policja użyła w czwartek gazu łzawiącego przeciw agresywnym, zamaskowanym demonstrantom, którzy biorą udział w proteście przeciw reformie emerytalnej. Prezydent Francji Emmanuel Macron oświadczył, że rząd będzie wdrażał tę reformę w duchu dialogu, ale z determinacją.

Doktor Jarosław Kuisz zwrócił uwagę w TOK FM, że choć 'reforma jest opiłowana', to i tak Francuzi żadnej zmiany nie chcą. Jak wyliczył, są męczeni głównie COVID-19 i inflacją, która sięga tam ok. 10 proc. - Patrzą, jak im topnieją oszczędności, a do tego jeszcze dochodzi reforma emerytalna. Dla nich wojna jest daleko, więc myślą sobie: Zaraz jeszcze to mi zabiorą (wcześniejszy koniec pracy - red.) - mówił ekspert Kultury Liberalnej i paryskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych w 'Połączeniu'.

Gość Jakuba Janiszewskiego zastrzegł przy tym, że strajki to też fenomen, którego do końca nie da się zmierzyć parametrami czysto ekonomicznymi. Głównie dlatego, że swoją szansę w protestach widzą także związki zawodowe. A to tym bardziej, jak tłumaczył, że zostały one w ostatnim czasie osłabione przez np. odpływ młodych ludzi. - Teraz związki zawodowe pierwszy raz od dawana powiedziały jednym głosem, że nie chcą żadnej reformy emerytalnej - podkreślił.

"Strażak od gaszenia pożarów"

Rząd Francji obawia się zamieszek. Prezydent Emmanuel Macron zaapelował o "uniknięcie blokady kraju". Ponad 10 tys. policjantów i żandarmów, w tym 3,5 tys. funkcjonariuszy, pilnuje porządku w samym tylko Paryżu. Dlaczego Marcon zdecydował się na reformę teraz, choć nastroje społeczne mocno temu nie sprzyjały?

Dr Jarosław Kuisz wskazał na trzy powody. - Jedno to wytłumaczenie, które zaproponował jeden z francuskich komików. Powiedział mniej więcej tak, że wszyscy odradzają Macronowi ten pomysł, bo to zły moment. Natomiast prezydent Francji ma w sobie coś młodzieńczego, że jak taki nastolatek się postawi i powie: "A ja nie mogę?! Nie teraz?!" - przytaczał ekspert.

Inny powód, jak wskazał, to fakt, że reforma emerytalna jest jednak sztandarowym projektem Macrona. - Prezydent Francji patrzy na to, co się dzieje w kraju i być może doszedł do wniosku, że w ogóle nie będzie na to dobrego momentu. To już kolejny rok, kiedy sprawuje rządy, a teraz dodatkowo jesteśmy - z jego punktu widzenia - świeżo po reelekcji i na dobra sprawę można powiedzieć: cóż, Francja nie miała żadnego wpływu na to, co się wydarzyło w lutym 2022 r., a konsekwencje dotykają jej społeczeństwo tak samo, jak wszędzie - dodał. Za tym, jak podkreślił, może przemawiać także rozkład głosów w parlamencie - centroprawica jest gotowa poprzeć macronistów.

Zdaniem eksperta, decyzja Marcona może być też próbą pokazania, kto rządzi we Francji. - Dziwna sytuacja - Macron został wybrany na dwie kadencje, co nie udało się ani jego poprzednikowi Françoisa Hollande'owi, ani Nicolasowi Sarkozy'emu. Teoretycznie triumf, w praktyce triumf, po którym przyszły wybory do Zgromadzenia Narodowego i emocje opadły, bo nic się nie zmieniło w tamtejszym systemie politycznym - wskazał.

Okazało się też, jak dodał dr Jarosław Kuisz, że Macron w zasadzie niewiele osiągnął. - Patrząc na to, że chciał przywrócić Francji silniejszą pozycję, może się okazać, że był tylko strażakiem od gaszenia pożarów. Dlatego, być może, teraz postanowił zrealizować to, z czym w ogóle przyszedł do polityki - skwitował w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.