Zbuntowani wagnerowcy wysłani do Łukaszenki. "Putin stara się założyć Białorusi szelki"
Samolot, którym najprawdopodobniej lata właściciel zbrojnej najemniczej Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn, wylądował we wtorek na lotnisku wojskowym Maczuliszczy pod Mińskiem - podał niezależny projekt monitoringowy Biełaruski Hajun.
Wysłanie Prigożyna na Białoruś po nieudanym puczu jest wynikiem negocjacji, w których miał brać udział białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka, w porozumieniu z Władimirem Putinem. Rosyjski przywódca postanowił, że ci z wagnerowców, którzy nie chcą wstąpić do armii rosyjskiej mogą uzyskać schronienie na Białorusi.
Jak ocenił w "A teraz na poważnie" w TOK FM prof. Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, Łukaszenka nie jest wystarczająco silnym i niezależnym przywódcą. Zdaniem posła Koalicji Obywatelskiej z wyjazdu wagnerowców na Białoruś, Putin ma dwie podstawowe korzyści. - Pojawia się tam trochę dobrze wyszkolonego wojska, które w razie czego może uderzyć na Ukrainę od północy oraz pilnowany jest Łukaszenka - podkreślił.
Rozmówca Mikołaja Lizuta zauważył w tym kontekście także fakt, że w ubiegłym tygodniu podano cztery nowe miejsca rozlokowania rosyjskich głowic nuklearnych na Białorusi. - Ja to czytam tak: światło powinno być rzucone na Białoruś. Jest ona kluczowa z punktu widzenia bezpieczeństwa europejskiego a tym bardziej bezpieczeństwa Polski - mówił prof. Kowal.
Posłuchaj rozmowy:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Według polityka widać wyraźnie, że Putin boi się jakichś wydarzeń na Białorusi. - Nie wiem czy to jest realne czy urojone, ale pewnym jest, że się czegoś obawia i stara się założyć Białorusi takie szelki. Te szelki polegają na tym, że nagle się znajduje tam broń jądrowa, więc zawsze może powiedzieć w razie jakiejś rewolucji, chociażby Amerykanom, że: "Słuchajcie, ja nie mogę, bo mamy tam dużo broni" - powiedział gość TOK FM.
Poseł Koalicji Obywatelskiej stwierdził, że musiało dojść do dużego rozłamu w środowisku Putina. - Znaleziono takie rozwiązanie, w którym Putin trochę zyskuje na Białorusi. Ale straty wizerunkowe są ogromne - mówił. - Putin pokazał gołą dupę, obnażył swoją słabość przed całym światem, pokazał, że nie jest w stanie zapanować nad swoim otoczeniem i musi ich godzić. Wydaje mi się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, jeśli chodzi o tę sytuację, że on nie był w stanie ich pogodzić, musiał ich rozdzielić - wskazał prof. Kowal.
Jak ocenił, reputacji Putina raczej nie uratuje już nawet próba likwidacji buntownika. - Czy Pigożyn to przeżyje, to czekamy, bo wszystko się dopiero zaczęło. Myślę, że może być próba zabicia go, ale i tak poszły już konie po betonie - skwitował polityk.
Prigożyn zaatakuje Kijów z terytorium Białorusi? Prof. Legucka nie wierzy w intrygi. 'Car jest nagi'
"Wyszło na to, że Kaczyński nie wie, co się dzieje w Rosji"
Prof. Kowal podkreślił, że to, co się działo od piątkowego wieczoru w Rosji, to wydarzenia niezwykle istotne także z punktu widzenia naszego kraju. Tymczasem wicepremier Jarosław Kaczyński ani słowem nie odniósł się do puczu w Rosji w sobotnim porannym wywiadzie dla RMF FM. W opinii komentatorów dlatego, że wszystkie jego wywiady są nagrywane wcześniej.
- Jarosław Kaczyński nagrał wywiad i wyszło na to, że on nic nie wie o tym, co się dzieje w Rosji. Ludziom u nas się wydaje, że te wydarzenia są bardzo odległe. Tymczasem moja teza podstawowa brzmi: Rosja się rozpadnie. Ten proces będzie trwał kilka, do kilkunastu lat i obserwujemy przyspieszenie tego procesu. Dla Polski to jest potencjalnie bardzo korzystne, ale też wiąże się z niebezpieczeństwami - mówił gość TOK FM.
Jak dodał, wszystko zależy od tego, jak będzie prowadzona polityka. - A w sobotę rano wicepremier Jarosław Kaczyński albo powinien był udzielić nowego wywiadu, w którym dałby sygnał, że jest poinformowany o tym, co się dzieje albo ten wywiad powinien być zdjęty i powinna grać muzyczka - ocenił poseł Koalicji Obywatelskiej.