advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Putinowi wyrasta rywal? "Na Kremlu stwierdzili, że to może być fajne"

3 min. czytania
07.02.2024 18:19
Borys Nadieżdin to zdeklarowany przeciwnik Putina i wojny w Ukrainie. Kremlowski reżim, póki co, pozwala mu nie tylko głosić swoje poglądy, ale nawet zbierać liczne podpisy pod kandydaturą w wyborach prezydenckich. - To jest jedyna legalna forma powiedzenia, że nie popiera się wojny - mówiła w TOK FM dr Anna Domańska z OSW.
|
|
fot. VERA SAVINA / AFP

Borys Nadieżdin to 60-letni doktor fizyki, krytyk Putina, zdecydowany przeciwnik wojny, a zarazem człowiek ubiegający się o zostanie kandydatem w wyborach na prezydenta Rosji, które odbędą się już w marcu. Na chwilę obecną Nadieżdin oczekuje na decyzję Centralnej Komisji Wyborczej Federacji Rosyjskiej. Jednak szanse na powodzenie ma nikłe. Komisja już miała doszukać się 'nieprawidłowości' przy 15 proc. podpisów popierających jego kandydaturę.

A chętnych na złożenie podpisu - jak informowała w TOK FM dr Maria Domańska - w Rosji było naprawdę sporo. - W niektórych miastach rosyjskich powstały wielogodzinne kolejki osób, które chciały podpisać się pod wsparciem kandydatury Nadieżdina. Stał się on kandydatem protestu antywojennego, który w Rosji jest generalnie zdelegalizowany, ale podpisanie się pod jego kandydaturą, póki co, jeszcze nie jest nielegalne, więc to jest jedyna legalna forma powiedzenia, że nie popiera się wojny w Ukrainie - tłumaczyła analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich w "Światopodglądzie".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Kandydat nadziei" bez nadziei na powodzenie

Dla ekspertki "wielką tajemnicą" pozostaje, dlaczego putinowski reżim pozwala Nadieżdinowi głosić swoje antywojenne przekonania, a jeszcze większą - dlaczego umożliwia zbieranie podpisów pod jego kandydaturą. - Bo formalnie dałoby się takiego kandydata, pod byle pretekstem, wyeliminować z procesu wyborczego już na etapie zjazdu partii, która go zgłosiła, np. wykrywając w tymże zjeździe różne nieprawidłowości. Nie wiemy, co wydarzy się we czwartek (tego dnia swoją decyzję ogłosi rosyjska Centralna Komisja Wyborcza - red.), ale można zakładać, że jego szanse na rejestrację są bliskie zeru - oceniła gościni Agnieszki Lichnerowicz.

Choć - jak przyznała dr Domańska, ma ona pewną teorię na temat tego, skąd taka łaskawość Kremla. - Intuicja mówi mi, że ktoś od prezydenta stwierdził, że to może być takie fajne - dopuści się tego antywojennego człowieka, który i tak przejdzie bez echa, żadnego wsparcia nie zbierze, a jak zacznie się wokół niego dziać coś niepokojącego, to się go utrąci i pokaże całemu społeczeństwu, że protest antywojenny nie ma w Rosji zwolenników i że 120 proc. Rosjan popiera wojnę, Putina i lepszą przyszłość Rosji, którą Władimir Putin im wymyśli - zastanawiała się analityczka OSW.

Ukraina dostanie broń, jakiej nie miała jeszcze żadna armia świata. 'Nadal to coś w rodzaju kroplówki'

Nadieżdin w niezależnych rosyjskich, ale i w polskich mediach, zdążył już zyskać miano "kandydata pokoju" lub "kandydata nadziei". W ocenie gościni TOK FM ci, którzy liczą na sukces "kandydata na kandydata" w wyborach prezydenckich, powinni tę nadzieję porzucić. - Rosyjska emigracja polityczna i kręgi libero-demokratyczne w samej Rosji uczepiły się Nadieżdina - myślę, że to mechanizm psychologiczny, że jeżeli nie ma się przestrzeni, by wyrazić swój protest, to choć tutaj można przez chwilę poczuć się komfortowo. Ale te wybory są po to, by pokazać, że jest tylko jeden lider, wokół którego jest skupiony cały naród, a cała reszta - ci, którzy chcą pokoju i zmiany polityki - to zdrajcy i odszczepieńcy - komentowała dr Anna Domańska.