Wybory w Wielkiej Brytanii "wywrócą stolik". "Ten temat to Voldemort polityki"
Przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii odbędę się już 4 lipca. Według ostatnich sondaży laburzyści mogą liczyć na 39-42 proc. głosów, a konserwatyści na 19-22 proc., co przy brytyjskiej ordynacji z jednomandatowymi okręgami wyborczymi przełoży się na rekordową różnicę w mandatach poselskich. Tym samym rządząca Partia Konserwatywna straciła około połowy elektoratu w porównaniu do poprzednich wyborów w 2019 roku.
Jak zwrócił uwagę Michał Piękoś, to pokazuje, że choć brexit jest niemal nieobecny w kampanii, to powstaje na jego tle podziały polityczne, nadal się utrzymują. Przypomnijmy, że Wielka Brytania wyszła z UE 31 stycznia 2020 roku. - Ten temat jest Voldemortem brytyjskiej sceny politycznej, bo pojawia się w tle wielu problemów. Ale ani Partia Konserwatywna, ani Partia Pracy nie chcą mówić o nim wprost, co z kolei wynika z tego, że 70 proc. Brytyjczyków uważa: brexit był złym pomysłem - mówił w 'Połączeniu' redaktor naczelny 'Trybuny'.
W jego ocenie Partia Konserwatywna, która firmowała brexit, absolutnie nie ma tu nic do ugrania. Z kolei Partia Pracy jest w 'postbrexitowej traumie'. - Brexit podzielił ich wyborców, po połowie. Dużo z nich odwróciło wtedy od Partii Pracy i przeszło na stronę konserwatystów - dodał w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Wybory w Wielkiej Brytanii. "Torysi potraktowali wyborców jak frajerów"
Gość TOK FM zwrócił też uwagę na to, jak bardzo dziś widoczne są w Wielkiej Brytanii skutki wyjścia kraju z UE. Analizy pokazują, że 20 tys. mniejszych firm przestało eksportować produkty do Unii Europejskiej. W praktyce oznacza to, że przeniosły się na kontynent, albo w państwach Wspólnoty założyło filie. - Już dzień po brexicie, czyli 2 stycznia 2020 r. okazało się, że zamiast wolnego handlu pojawiły się taryfy, dokumenty, towary były przetrzymywane w magazynach. Wtedy Brytyjczycy zdali sobie sprawę, że to wszystko, co Partia Konserwatywna opowiadała o brexicie, nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Zostali oszukani. Torysi potraktowali wyborców jak frajerów - podkreślił.
Jak dodał gość TOK FM, dziś gospodarka brytyjska rozwija się najgorzej ze wszystkich krajów G7. - Przez ostatnie cztery lata ceny wzrosły o 14 proc. Mówimy o fatalnym wyniku, wszech pojawiającej się biedzie, o bankach żywności, czyli miejscach, gdzie Brytyjczycy mogą otrzymać darmowe produkty - mówił. Wyliczał, że za czasów poprzednich rządów Partii Pracy takich miejsc było 35, a dziś ok. 1300.
Wielka Brytania. "Wybory wywrócą stolik"
Czy obecnie któraś z brytyjskich partii głośno postuluje zbliżenie z UE? Piękoś wskazał na Liberalnych Demokratów. Jak pokazują sondaże, partia może liczyć na ok. 15 proc. poparcia. To głównie zasługa tego, że - jak mówił - lider Liberalnych Demokratów pokazał się "z bardzo ludzkiej strony". - I odróżnia się od liderów Partii Pracy i torysów. Oni zdają się być jak roboty, bez przerwy powtarzać te same "setki", wypowiedzi - opisywał.
Rozmówca Jakuba Janiszewskiego uważa, że Liberalni Demokracji zdobędą 40-60 mandatów, a w tej chwili mają ich ok. 11. - To będzie dla nich sukces - podkreślił redaktor 'Trybuny'.
Partia konserwatywna może liczyć na 70-80 mandatów; to najniższy wyniki w historii partii, która sięga 300 lat. - Historyczne czasy przed nami. Wybory 4 lipca wywrócą stolik, ustawią na nowo tory polityczne Wielkiej Brytanii. Może czekać nas sporo niespodzianek. To, czego możemy być pewni, to to, że Partia Pracy idzie po władzę po trupie, którym jest Partia Konserwatywna. Nie muszą nic robić, tylko przypomnieć, że torysi nie dali rady, że okłamali naród - podsumował gość 'Połączenia' w TOK FM.