Co wiemy o kondycji polskiej armii? "Tylko jeden człowiek ma odpowiedni papier"
15 sierpnia, w święto Wojska Polskiego, punktualnie o godz. 14 rozpocznie się w Warszawie defilada. Poza żołnierzami wszystkich rodzajów wojsk weźmie w niej udział prawie 100 żołnierzy z wojsk i struktur sojuszniczych: ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Rumunii, a także reprezentacje Eurokorpusu i Centrum Szkolenia Sił Połączonych NATO. Towarzyszyć im będzie niemal 80 statków powietrznych, a także 220 sztuk sprzętu naziemnego, w tym czołgi Abrams, transportery Rosomak i Borsuk, armatohaubice Krab i K9, wyrzutnie rakietowe Himars i przeciwlotnicze systemy Patriot i Mała Narew.
Jak mówił w TOK FM Marek Świerczyński, na defiladzie pokazana zostanie 'odrobina naszej modernizacji, na którą do tej pory wydaliśmy setki miliardów złotych'.
- Zaczyna ona w końcu przynosić efekty. Po słowach, umowach i podpisywaniu papierów w końcu jest sprzęt w metalu. Możemy go zobaczyć i dotknąć - mówił szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityki Insight.
Jak podkreślił, na defiladzie na uwagę zasługują nowe i nowo wprowadzane do sił zbrojnych wozy koreańskie K2. Choć liczyć się będą także, jak zapewnił, systemy Gladius, czyli 'kanciaste pojazdy 4x4, ciężkie terenówki z rampą' oraz wyrzutnie rakietowe Homar K.
- To nic innego jak wielka kostka z rakietami w środku zamontowana na podwoziu Jelcza, w tej chwili najsilniejszy nasz oręż, bo zawiera aż 12 pocisków rakietowych o dużym zasięgu. Gabarytowo to też największy pojazd wojsk rakietowych i artylerii - opisywał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.
Posłuchaj:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Wojny kończą rezerwiści"
W ocenie gościa TOK FM Polska jest jednak nadal na początku wielkiej transformacji. Jak tłumaczył jedno to pozyskanie sprzętu, drugie jego zagospodarowanie. - Trzeba dla niego i na nim wyszkolić ludzi, ale nie tylko w obsłudze konkretnego egzemplarza, tylko w użyciu doktrynalnym, całym batalionem - tłumaczył w 'Światopodglądzie'.
Jak podkreślił, chodzi o to, by działo się nie tylko na poziomie zakupów i fotografowania na tle sprzętu, ale przede wszystkim na poziomie poligonów i interoperacyjności w ramach NATO.
- Rzecz w tym, żebyśmy mieli wyposażone i wyszkolone przynajmniej cztery mocne dywizje. I nie tylko pierwszy rzut, czyli profesjonalistów zawodowców, aktywną rezerwę, ale też drugi i trzeci rzut, to znaczy rezerwy. Przecież armie zawodowe zaczynają wojny, a kończą rezerwiści - dopowiedział Marek Świerczyński.
"Kłopot z wyższymi rangą generałami"
Szef działu bezpieczeństwa i spraw międzynarodowych Polityka Insight widzi jeszcze jedno wyzwanie przed polskim wojskiem. - Zakupy są łatwe, klient płaci, klient wymaga, klient dostaje. Dużo gorsze i cięższe w realizacji są doktryny, ale co z polityką kadrową? - pytał retorycznie, podkreślając, że 'kadry decydują o wszystkim. Jakich masz ludzi, taki masz system'.
Zwrócił przy tym uwagę, że cały czas czekamy na dokończenie reformy systemu kierowania i dowodzenia armią, a także wzrost liczby lepiej wyszkolonych wojskowych.
- Wciąż mamy kłopot z wyższymi rangą generałami. O ile widzimy, że w nominacjach, które mają następować w Pałacu Prezydenckim mamy 13 pułkowników, którzy dostaną pierwszą gwiazdkę generała brygady, to jest już tylko jeden - i to kończący swoją karierę - mianowany na generała trzygwiazdkowego. Do tego dochodzi tylko pięciu generałów dywizji - wyliczył.
Jak ocenił, 'wytworzył się zator', bo politykę kadrową prowadzono tak, że brakowało oficerów z wystarczająco dobrym doświadczeniem i edukacją oraz drabinką zajmowanych stanowisk. Tymczasem w strukturach sojuszniczych już jesienią Polak będzie musiał przejąć dowodzenie korpusem wielonarodowym w Szczecinie. Niezwykle ważnym sztabem, który odpowiada za całą wschodnią flankę, od Estonii aż po Polskę i Słowację.
- Okazuje się, że jest tylko jeden generał trzygwiazdkowy, który ma papiery i jest do dyspozycji - skwitował w TOK FM.