advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Niemiecka armia słabsza od polskiej? Ekspertka podaje dobitny przykład

3 min. czytania
17.10.2024 19:55
Ostrzeżenie dla niemieckich polityków - tak o doniesieniach niemieckich służb wywiadowczych, że Władimir Putin do końca tej dekady może zaatakować NATO, mówiła w "Połączeniu" w Radiu TOK FM Anna Maria Dyner z Polityki Insight. Eskpertka podkreśliła, że Niemcy patrzą na Polskę z "lekkim szokiem".
|
|
fot. Wojciech Strozyk/REPORTER / WOJCIECH STROZYK/REPORTER

Szef niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej Bruno Kahl przedstawił w poniedziałek raport, w którym ostrzegł, że siły rosyjskie będą w stanie zaatakować terytorium NATO najpóźniej do końca tej dekady, czyli do 2030 roku. Szef niemieckiego wywiadu wyjaśnił, że 'Kreml postrzega Zachód, a zatem także Niemcy, jako wroga'. Z kolei szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Thomas Haldenwang mówił o agresywnych działaniach rosyjskich służby wywiadowczych. Szczególnie o nasileniu szpiegostwa i sabotażu.

Zdaniem Anny Marii Dyner z Polityki Insight na raport należy patrzeć dwutorowo. Z jednej strony jest on czarnym scenariuszem, który zakłada, że szybko dochodzi do zawieszenia broni w Ukrainie i Rosja może odbudować swój potencjał wojskowy. A z drugie strony jest to świadome działanie szefów niemieckich służb wywiadowczych, którzy chcieli 'wstrząsnąć niemiecką opinią publiczną'. - Zwłaszcza Bundestagiem, gdzie ten raport był prezentowany - dodała ekspertka. Wskazała, że jeżeli chodzi o poziom wojskowy, Niemcy, Polska i kraje państw bałtyckich zawsze mówiły podobnym głosem o zagrożeniu z Rosji. - Wojskowi bardzo realnie oceniali zagrożenia płynące ze strony Rosji. Mają też dostęp do informacji natowskich, które pokazywały rosnący potencjał rosyjski i ewidentnie wrogą w stosunku do państw Sojuszu narracje - mówiła.

Inaczej wyglądała sytuacja wśród elit politycznych Niemiec. - Mam wrażenie, że politycy bali się posłuchać własnych żołnierzy. Przez lata było to zamiatane pod dywan i Niemcy robili tylko to, co musieli zrobić - podkreśliła. A dziś, jak mówiła, Niemcy 'patrzą z lekkim szokiem na Polskę', która jest w stanie w przyszłym roku w budżecie zaplanować wydatki na obronność na poziomie 4,7 proc., PKB.

Krzyk rozpaczy

Dlatego Dyner raport określiła 'dzwonkiem alarmowym dla elity politycznej' Niemiec. - Bardzo wielu ekspertów załamuje ręce nad tym, jak w złej kondycji są niemieckie siły zbrojne. I sądzę, że to jest trochę taki krzyk rozpaczy, żeby pokazać niemieckim politykom, że jest ostatni moment, aby próbować to naprawić. Tak, aby dało się zarówno Niemcy zabezpieczyć, jak i sprawić, aby Berlin był w stanie wypełniać swoje zobowiązania sojusznicze - podkreśliła.

Dyner podkreśliła, że Niemcy muszą przeprowadzić modernizacji armii. - Złośliwcy podkreślają, że jak wszystkie czołgi Abrams przyjadą do naszej 18. Dywizji Zmechanizowanej, to sama nasza jednostka będzie mieć więcej sprawnych czołgów, niż cała Bundeswera - powiedziała Dyner. Dodała, że jest to 'przedziwny punkt widzenia w historii, że z perspektywy bezpieczeństwa Polski znaczenie ma silna Bundeswera'.

Analityczka wskazała, że reforma niemieckiej armii jest odłożona w czasie,, a jedną z przeszkód jest myślenie, które korzeniami sięga II wojny światowej i jej konsekwencji. Czyli, przekonanie o tym, że Niemcy nie potrzebują siły militarnej, wystarczy ta gospodarcza. - Myślę, że trochę wody będzie musiało jeszcze upłynąć, zanim społeczeństwo niemieckie, czy w zasadzie nie tyle społeczeństwo, co elity polityczne tego państwa dojrzeją do tego, aby poważniej zabrać się za reformę tego twardego bezpieczeństwa - dodała.

Posłuchaj podcastu!

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dwie różne wojny

Gościni Jakuba Janiszewskiego zwróciła jednak uwagę, że wszyscy eksperci podkreślają, że wojna Rosji z NATO była by inna, niż trwająca na Ukrainie. - Potencjalny atak Rosjan na sojusz zapewne zacząłby się od neutralizacji kluczowych celów, zwłaszcza na wschodniej flance, czyli punktów węzłowych, punktów zabezpieczenia, miejsc koncentracji wojsk, portów. Aby jak najbardziej sparaliżować możliwość prowadzenia działań obronnych - podkreśliła.

Dyner odniosła się także do wskazanych w raporcie działań hybrydowych, które Rosjanie stosują wobec państw NATO. Chodzi o działania polityczne, społeczne, informacyjne, które mają poddać w wątpliwość narracje o wrogich działaniach Rosji. Jej zdaniem ma to sprawić, że państwa członkowskie NATO nie będą mogły zareagować w stosownym czasie i w adekwatny sposób.

Prowadzone są także, jak mówiła ekspertka, działania dywersyjne. Choćby np. obserwacje i próby negatywnej działalności w stosunku do infrastruktury krytycznej. - Tu wystarczy pomyśleć o infrastrukturze portowej na morzu Bałtyckim - wskazała.

Jako przykład działań społecznych i politycznych podała kwestie związane z migracją w Niemczech i rosnącą popularnością skrajnej prawicy, czyli AfD. - Rosjanie też próbują mieszać w tym kociołku społeczno-politycznym, sprawiając, że Niemcy mają się zająć - bieżącym zarządzaniem chaosem, a nie myśleniem strategicznym - dodała.