Kampania w USA. "Jak Trzaskowski uśmiechający się do Konfederatów"
Coraz bliżej rozstrzygnięcia amerykańskich wyborów prezydenckich. W "Sabacie Symetrystów" TOK FM Grzegorz Sroczyński, Galopujący Major i ich gość zastanawiali się czy ewentualna wygrana Trumpa będzie, jak głoszą niektóre media, końcem świata? Miłosz Wiatrowski- Bujacz z gazeta.pl przekonywał, że faktycznie należy obawiać się zwycięstwa kandydata Republikanów. - Różnica, którą dostrzegam pomiędzy pierwszą kadencją Trumpa a drugą jest otoczenie trampa, to znaczy to jakich ludzi wprowadzi do swojego gabinetu, do Białego Domu, ale też jacy politycy reprezentują Republikanów w kongresie, w Senacie, a zwłaszcza w Izbie Reprezentantów - przekonywał.
Prawicowa piwnica
- To zupełnie inna grupa ludzi, dużo bardziej zbieżni ideologicznie z Trumpem. Są przesunięci w stronę czegoś, co kiedy byłoby absolutnie radykalnym odłamem, taką prawicową piwnicą. To jest teraz mainstream republikański - tłumaczył. Jego zdaniem poprzednia ekipa, "neokonserwatywne jastrzębie z trzydziesto-, czterdziestoletnią historią w partii Republikańskiej" jakoś trzymały Trumpa w ryzach. - To byli ludzie, którzy mieli jakieś blokady, wiedzieli, że można naginać prawo do pewnego stopnia, można realizować swoje interesy, ale jednak są jakieś granice, których przekraczać nie wypada, albo nie trzeba - stwierdził, dodając, że choć bardzo negatywnie ich ocenia, to był to establishment stabilny i przewidywalny.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Teraz ewentualna kadencja Trumpa będzie wyglądała inaczej - Będzie miał znacznie bardziej wolną rękę we wprowadzaniu swoich najbardziej radykalnych i odklejonych pomysłów. Co więcej, ludzie, którzy go otaczają, są właśnie tymi osobami, które pchają go w tej pomysły - ostrzegał Wiatrowski- Bujacz. Jego zdaniem podobnie jak w przypadku ekipy, która doszła do władzy w Argentynie to politycy, "którzy nie mają żadnych oporów przed tym, żeby realizować swój program w pełni".
Trudny kraj do rządzenia
Galopujący Major nie zgodził się z taką oceną sytuacji. Jego zdaniem właśnie pierwsza prezydentura Trumpa "pokazała, że co innego jest mówić w kampanii, co się zrobi, a co innego robić". - Jednak masz ten parlament, sądy, również stanowe. Ameryka jest bardzo trudnym krajem do rządzenia właśnie ze względu na to, że jest federacją i wdrożenie jakiejś określonej zmiany, pozytywnej czy negatywnej, jest stosunkowo trudne - tłumaczył. Każda zmiana może utknąć w sądzie stanowym na lata. - Dobrym przykładem dla mnie był Biden, którego pomysły, niektóre bardzo pozytywne, były blokowane przez Republikanów, więc tu może być w drugą stronę - przekonywał. Przypomniał, że nawet jeśli Trump wygra to w kolejnych wyborach uzupełniających do Kongresu Demokracji mogą zyskać głosy i to oni będą blokować zmiany.
- Na swoje szczęście i nieszczęście ten system jest bardzo mało sterowalny - stwierdził. I to różni go od Argentyny czy Polski. Poza tym jego zdaniem druga kadencja Trumpa to zupełna niewiadoma. Skoro wiadomo, że to "będzie to jego koniec kariery jako prezydenta" to nie sposób przewidzieć co mogłoby się wydarzyć. - Mam wrażenie, że on jest nieprzewidywalny dla wszystkich, niesterowalny - przekonywał.
Mentalność szesnastolatka
Zdaniem Majora Trump równie dobrze może w polityce zagranicznej pójść w stronę prorosyjską, blokując Ukrainę, ale może też zrobić coś przeciwnego. - To jest człowiek, który ma taką mentalność szesnastolatka, gdy zaczniesz mu mówić miłe rzeczy to on się bardzo na to łapie i być może będzie mógł być ogrywany w tą stronę i nagle się okaże, że on da Ukraińcom zgodę, żeby atakowali cele wewnątrz Rosji - tłumaczył, dodając, że nieprzewidywalność Trumpa kluczowa jest właśnie w polityce zagranicznej.
Bez niego kampania Trumpa nie byłaby tak skuteczna. 'Jest czczony jako zbawca ludzkości'
Ewentualne zwycięstwo Trumpa ma, według Majora, jeszcze jedną zaletę. - Nie ma innej osoby, która by mogła być w jego ślady. Nie ma osoby tak charyzmatycznej i tak wiarygodnej dla tych wyborców. Więc Trump jest w tym sensie trochę podobnie jak Kaczyński - stwierdził, choć z zastrzeżeniem, że ktoś taki może się jeszcze wyłonić. Ale brak charyzmatycznego kandydata prawicy po kadencji Trumpa miałby duże znaczenie. - Być może będzie znowu lewicowo i znowu kolejny kandydat czy kandydatka Demokratów będą musieli jednak coś dać społeczeństwu. No tak jak Obama musiał dać Obamacare, a Biden chciał, żeby spłacać kredyty studenckie - tłumaczył swą tezę, że republikańska fala spowoduje po wyborach przesunięcie się Demokratów "trochę na lewo".
Kamala jak Trzaskowski
Tymczasem, jak zauważył Wiatrowski- Bujacz ostatnie dwa miesiące kampanii Kamali Harris to próba przekonania Republikanów, żeby na nią głosowali, bo jest lepszą Republikanką od Trumpa. - Gdyby Republikanie chcieli głosować na najlepszego Republikanina, to by nie wybierali Trumpa w prawyborach - ironizował. Wygląda to tak, jakby Harris była tak pewna swoich wyborców, że walczy o inną grupę - Próbuje złapać ten elektorat, który postrzega ją jako potencjalnie zbyt liberalną, licząc, że jest w stanie powiedzieć im coś, co zmieni ich zdanie w momencie, w którym nie ma niczego, co mogłoby je zmienić - stwierdził.
- Czyli jest jak Trzaskowski opowiadający o wolnym rynku i uśmiechający się do Konfederatów. To po prostu nie działa, bo jesteś niewiarygodny w tej narracji - dodał Galopujący Major.
Wiatrowski- Bujacz przypomniał, że startując w 2020 r. z Bidenem Kamala Harris miała poglądy na lewo od niego. - Teraz jest na prawo od Bidena w swoich obietnicach. Niezależnie od tego co mówi, to tych wyborców, którzy boją się, że jest zbyt liberalna nie przekona, a traci tych, których te bardziej socjalne hasła przekonywały - ocenił. Jego zdaniem to naiwność polityczna elit Demokratów, którzy "uważają, że to, w co oni wierzą, jest popularne i słuszne i na tym należy wygrywać wybory". Gość "Sabatu" przypomniał zeszłoroczne polskie wybory i to jak Tusk był świadomy, że obietnice prosocjalne są niezbędne do pokonania PiSu. - Harris nawet na takim cynicznym poziomie nie jest w stanie zrozumieć, że to jest droga do wygrania wyborów - spuentował.