,
Obserwuj
Świat

"Rosja wchodzi na ścieżkę, na której nogi połamał sobie Związek Radziecki". Co zrobią NATO i USA?

3 min. czytania
26.11.2024 13:04
- Już od dłuższego czasu żyjemy w warunkach drugiej zimnej wojny. Jeszcze bym jej nie nazywał wojną światową - mówił w TOK FM gen. Stanisław Koziej. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zwrócił także uwagę na to, że niebawem Rosja może się znaleźć w "bardzo niebezpiecznej" dla siebie sytuacji.
|
|
fot. MAXIM SHIPENKOV / MAXIM SHIPENKOV/AFP/East News

Rekordową liczbę 188 dronów wykorzystała rosyjska armia do ataków na Ukrainę minionej nocy. 76 udało się zestrzelić, jednak część - jak poinformowały rano ukraińskie Siły Powietrzne - trafiła w obiekty infrastruktury krytycznej. Przypomnijmy, że w miniony czwartek Rosja wystrzeliła nowy pocisk balistyczny.

Doszło do tego po zmianie rosyjskiej doktryny atomowej i niespodziewanym orędziu Władimira Putina, w którym groził wrogom Rosji. Tak Kreml odpowiedział na zgodę USA i Wielkiej Brytanii do korzystania przez Ukrainę z pocisków ATACAMS i Storm Shadow do ostrzału obiektów na terytorium Rosji.

Gen. Stanisław Koziej uspokajał jednak w TOK FM, że nie ma mowy o "radykalnej zmianie". - Już od dłuższego czasu żyjemy w warunkach drugiej zimnej wojny. Jeszcze bym jej nie nazywał wojną światową, bo nie ma bezpośredniego starcia między dwoma nuklearnymi podmiotami, czyli Rosją i Stanami Zjednoczonymi czy też szerzej Zachodem - argumentował w "TOK 360" były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz ekspert Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego i Akademii Sztuki Wojennej.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Podkreślił, że druga zimna wojna się nasila. Świadczą o tym, jak wskazał, ostatnie działania rosyjskie, w tym nie tylko zmasowane ataki rakietowe na Ukrainie, ale także sukcesy rosyjskie w operacji lądowej na południowym wschodzie i próby odbicia tzw. wyłomu kurskiego. - Wszystko to sprawia, że mamy nasilenie działań militarnych w wojnie rosyjsko-ukraińskiej - wyjaśnił w rozmowie z Adamem Ozgą.

"Rosja wchodzi na ścieżkę, na której nogi połamał sobie Związek Radziecki"

W ocenie gen. Kozieja spośród ostatnich wydarzeń najważniejszy był test bojowy rosyjskiej rakiety, która uderzyła w miasto Dniepr. - Zwiększa to niebezpieczeństwo światowe, ale stanowi też ogromne ryzyko dla samej Rosji. Bo ta świadomie czy nieświadomie wchodzi na tę samą ścieżkę, na której w pierwszej zimnej wojnie nogi połamał sobie Związek Radziecki - ocenił ekspert.

Jak tłumaczył, cała klasa rakiet kontynentalnych o zasięgu od 500 do 5,5 tys. km pokrywa kontynent europejski. - Innymi słowy: Rosjanie mogą atakować cele w Europie, ale już nie mogą dosięgnąć USA. Tak samo było w pierwszej zimnej wojnie: Związek Radziecki rozmieścił tego typu rakiety w Europie, po czym Ameryka odpowiedziała rozmieszczeniem słynnych Pershingów, które z Europy mogłyby dosięgać Rosji - przypomniał.

Jak dodał, była to bardzo niebezpieczna sytuacja dla Rosji. - Amerykańskie rakiety tej klasy mogły atakować terytorium Związku Radzieckiego, a z kolei radzieckie rakiety tej klasy nie mogły dosięgnąć kontynentu amerykańskiego - dopowiedział.

"Wezwanie rzucone NATO i USA"

Były szef BBN zwrócił także uwagę, że Rosja robi teraz wiele, by zadbać o swoje bezpieczeństwo. Tym bardziej, że wszelkie komunikaty nuklearne - zarówno o ogłoszeniu doktryny, która 'obniża próg atomowy prawie do zera', jak i próba z rakietą są nie tylko psychologicznym oddziaływaniem na społeczeństwa Zachodu. Według gen. Kozieja mamy do czynienia z "praktycznym krokiem, pokazującym, że Rosja ma porządnie przygotowane rakiety kontynentalne".

- Teraz jest ważne, czy Stany Zjednoczone i Zachód odwiedzą podobnie jak w pierwszej zimnej wojnie: rozmieszczeniem tego typu rakiet w Europie, co zneutralizowałoby szantaż rosyjski i możliwości strategiczne Rosji. To wyzwanie rzucone NATO i USA - podkreślił rozmówca Adama Ozgi.