Tajemnicze morderstwa przypadkowych osób. "Buty to autograf zabójcy"
(Uwaga. Artykuł zawiera opisy przemocy oraz inne treści, które mogą być nieodpowiednie dla osób szczególnie wrażliwych oraz poniżej 18 roku życia.)
Pierwszą zbrodnię Ramirez popełnił w 1984 roku - tuż po tym jak przeprowadził się z Teksasu do Los Angeles. Ofiarą była 79-letnia Jenni Vincow, przypadkowa kobieta, na którą natrafił, kiedy krążył po jednej z peryferyjnych dzielnic LA skradzionym samochodem. Poderżnął jej gardło i wielokrotnie ugodził nożem.
Zanim doszło do zabójstwa, Ramirez żył z drobnych kradzieży i włamań. Z czasem uzależnił się od narkotyków - przede wszystkim marihuany i kokainy. Zaczął też gwałcić przypadkowe osoby. Pierwsza próba miała miejsce, kiedy zatrudnił się w hotelu Holiday Inn. Został aresztowany, ale nie postawiono mu zarzutów.
Kolejnej zbrodni dopuścił się w 1985 roku - zastrzelił 35-letnią kobietę w jej mieszkaniu. Potem "w ciągu zaledwie dziesięciu dni doszło do kolejnych pięciu ataków, jednej z ofiar udało się jednak uciec. I choć nigdzie nie było żadnych odcisków palców, to udało się zabezpieczyć coś innego - odcisk buta" - można usłyszeć w podkaście TOK FM "Twarze zła. Zbrodnie psychopatów".
Włamywacz z doliny i Nocny prześladowca
Ramirez miał dość sporą stopę - to rozmiar 45,5. Według świadków nosił buty nowo powstałej marki Avia - czarne. - W tym rozmiarze wyprodukowano jedynie sześć czarnych par, z czego pięć pojechało do Arizony, a jedną sprzedano w Los Angeles. Te buty to, jak mówili śledczy, autograf zabójcy. W tym czasie media zaczęły go nazywać The Valley Intruder - Włamywacz z doliny lub The Night Stalker - Nocny prześladowca. Ten drugi przydomek przylgnął do Ramireza na zawsze" - opowiadała w podkaście Jagna Kaczanowska.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Przywiązany na noc do krzyża na cmentarzu
Ricardo Leyva Muñoz Ramirez - bo tak brzmiało jego pełne nazwisko - był piątym i ostatnim dzieckiem w rodzinie Ramirezów. Urodził się w 1960 roku w El Paso w Teksasie i na początku nie sprawiał kłopotów - dobrze się uczył, miał powodzenie u dziewczyn.
Wiadomo też jednak, że w jego domu panowała atmosfera terroru. - Ojciec to brutalny i okrutny mężczyzna: znęcał się nie tylko nad dziećmi, ale też nad ich matką, na ich oczach. Te obrazy - jej zakrwawionej, na podłodze - na zawsze wryją się w pamięć Ricardo. Miłość i przemoc, i krew. Dużo krwi - mówiła psycholożka. Ojciec za najdrobniejsze przewinienia przywiązywał Ramireza do krzyża na cmentarzu i zostawiał tam na noc.
Zresztą nie tylko ojciec w tej rodzinie miał problem z agresją. - Gdy Ricardo ma 12 lat, z Wietnamu wraca jego kuzyn Miguel. (...) Opowiada o zbrodniach, których dokonywał, o kobietach, które gwałcił. To nie tylko słowa. Są i zdjęcia. Ricardo ogląda je zafascynowany - opowiadała dalej dziennikarka i prowadząca podcast.
13-letni Ramirez widział też potem, jak kuzyn zabił swoją żonę Jessie. Kaczanowska podkreśliła, że nie ma dowodów świadczących o tym, że po tym morderstwie ktokolwiek otoczył nastoletniego świadka zbrodni profesjonalną opieką psychologiczną.
'Wyżera jedzenie z lodówek, pije z ich szklanek'
Z czasem Ramirez stawał się coraz bardziej zuchwały. Dokonywał kilku ataków dziennie. Włamał się nawet do domu policjanta. Wiadomo też, że zaczął porywać dzieci, po czym wykorzystywał je seksualnie i porzucał na odludziu.
W archiwach czytamy, że "był wyjątkowym zwyrodnialcem, atakował najsłabszych - dzieci, seniorki, samotne kobiety". - Nie było oczywistego modus operandi. Czasem strzelał, czasem podrzynał ofiarom gardła, gwałcił, torturował (zbrodnie nosiły cechy mordów satanistycznych - red.). Wchodził przez drzwi, które ofiara pozostawiła niezamknięte lub wybijał szyby. Zawsze w nocy, chętnie nad ranem - przytaczała Kaczanowska.
Wiadomo było też, że Nocny prześladowca lubił się rozgościć w domach swoich ofiar. Wyżerał im jedzenie z lodówek, pił z ich szklanek i butelek. Nie musiał się obawiać, że go to zdemaskuje, bo dopiero w 1986 roku po raz pierwszy wykorzystano technikę DNA fingerprinting, czyli identyfikowania sprawcy po pozostawionych śladach DNA.
'Kocham zabijać ludzi'
Przełomem w śledztwie dotyczącym Ramireza okazało się znalezienie skradzionego samochodu. W środku była wizytówka dentysty z Chinatown - ten dość szybo zidentyfikował pacjenta, posługującego się nazwiskiem Richard Mena (Ramirez miał okrutnie zepsute zęby).
Początkowo złapanie prześladowcy nie było jednak łatwe. Policja spodziewała się, że mężczyzna odwiedzi dentystę, ale nie miała środków, by gabinet pozostawał pod stałą obserwacją. Z kolei zainstalowany przycisk alarmowy - gdy Richard Mena po raz kolejny zgłosił się do stomatologa - nie zadziałał.
Z czasem policja namierzyła jednak kolejny skradziony samochód. Tym razem z odciskami palca, które - jak udało się już ustalić - należały do Richarda Ramireza.
Policjanci przekazali jego zdjęcie mediom, które szeroko je udostępniły. Detektywi sądzili, że w ten sposób wypłoszą Ramireza z miasta. Obstawiali m.in. dworzec autobusowy.
Finalnie Ramirez wpadł, gdy wracał do LA po wizycie u brata. - Chce kupić alkohol, widzi swoje zdjęcie, zaczyna uciekać, ludzie chcą go zlinczować i przyjeżdża policja. "To ja!" - woła Ramirez do policjantów - "Poddaję się". Dziennikarze "The Times" powołują się na słowa szeryfa, któremu Ramirez ma powiedzieć: "Kocham zabijać ludzi. Uwielbiam patrzyć, jak konają. Uwielbiam krew, dużo krwi" - przywoływała autorka podkastu "Twarze zła. Zbrodnie psychopatów".
Finał sprawy
Ramirez po raz pierwszy na sali sądowej pojawiał się w 1988 roku - nie czuł się winny żadnego z zarzucanych mu czynów. Rok później został uznany za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów: 13 morderstw, 5 usiłowań morderstwa, 11 gwałtów i 14 włamań. Została orzeczona dziewiętnastokrotna kara śmierci. Jej wykonania nie dożył. Umarł w 2013 roku na skutek komplikacji powstałych w wyniku choroby nowotworowej.
- Zdaniem psychologów i psychiatrów badających Ramireza nie był on psychopatą z urodzenia. Stał się nim na skutek przemocy, której doświadczał jako dziecko i której był świadkiem. (?) Ramirez jako dziecko nie był traktowany jak człowiek. Nic dziwnego, że nie chciał nim być. I nim nie był - podsumowała Jagna Kaczanowska.