Teraz tak Trump może szantażować Ukrainę. "Kwestia absolutnie fundamentalna"
Stany Zjednoczone wstrzymały wymianę informacji wywiadowczych z Ukrainą. Potwierdził to oficjalnie Biały Dom, doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa Mike Waltz zaznaczył, że warunkiem do powrotu wymiany informacji byłby 'widoczny postęp w rozmowach pokojowych'.
- To nie jest informacja, która powinna nas zaskakiwać, dlatego że to jest pewien element planu. Ten zakłada zwiększoną presję na stronę ukraińską - mówiła w 'Popołudniu Radia TOK FM' prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych na Uniwersytecie Jagiellońskim, autorka podcastu 'Wolna Amerykanka'.
"Waszyngton mówi głosem moskiewskim"
- Zastanawia tylko, dlaczego nie brana jest pod uwagę perspektywa trójstronna. Nawet jeżeli (Trump) bardzo mocno, wszystkimi dość dostępnymi środkami, będzie naciskał Ukrainę, to zdaje się, że nie dotrze tam bez pewnej otwartości strony rosyjskiej. My w tej chwili te sygnały, które płyną z Kremla, interpretujemy w kategoriach bezwzględnego zwycięstwa i dyplomatycznego, i wizerunkowego, dlatego że Waszyngton mówi głosem moskiewskim, pobrzmiewa - dodała.
Gościni Tomasza Setty stwierdziła, że nie wie, czy ta presja na Ukrainę cokolwiek da. - Ukraińcy nie mają niczego w zanadrzu. To ultimatum ze strony tego, kto rozdaje karty - wyjaśniła.
Gospodarz audycji pytał, czy Amerykanie mogą mieć w zanadrzu kolejny punkt, który "może eskalować trudne relacje pomiędzy Waszyngtonem a Kijowem". - Tych punktów jest kilka. Między innymi to kwestia absolutnie fundamentalna, kwestia łączności. Strona ukraińska wciąż korzysta z satelitów Starlink, który należy do Elona Muska. Wiadomo, że stopień zażyłości pomiędzy prezydentem Stanów Zjednoczonym i właścicielem tego zasobu, jakże krytycznego w sytuacji wojny, jest poważny - podkreśliła Zachara-Szymańska.