Polityczny chaos w Rumunii. "Skrajnie kompromitująca sytuacja"
- Centralne Biuro Wyborcze w sobotę unieważniło kandydaturę Calina Georgescu w powtarzanych wyborach prezydenckich w Rumunii;
- W ocenie Jakuba Bielamowicza 'uzasadnienie jest mgliste i niezbyt przekonujące';
- 'To bardzo naiwne przekonanie rumuńskiego establishmentu, że eliminując z powodów formalnych kandydatów skrajnych, jednocześnie eliminuje się ich poparcie i wyborców, którzy za nimi stoją' - mówił też w TOK FM ekspert z Instytutu Nowej Europy. Zwrócił przy tym uwagę, że 'to czarna karta w najnowszej historii rumuńskiej'.
Radykalnie prawicowy polityk Calin Georgescu złoży odwołanie od decyzji Centralnego Biura Wyborczego (CBW), które w sobotę unieważniło jego kandydaturę w powtarzanych wyborach prezydenckich w Rumunii, poinformował w poniedziałek agencję Reutera jeden z doradców Georgescu. Do komisji dotarło ponad 1000 protestów wobec kandydatury Calina Georgescu, głównie związanych z jego antydemokratycznymi i ekstremistycznymi poglądami.
- Uzasadnienie jest mgliste i niezbyt przekonujące. Komisja wyborcza oparła się na przesłankach dotyczących niezgodności kandydata z porządkiem konstytucyjnym i demokratycznym, a także na wcześniejszej decyzji sądu konstytucyjnego, który anulował drugą próbę wyborów z uwagi na wątpliwości dotyczące Calina Georgescu. W pewien sposób kręcimy się w kółko wokół tych samych argumentów, które tak dla opinii publicznej, jak i dla analityków nie są przekonujące - komentował w TOK FM Jakub Bielamowicz z Instytutu Nowej Europy.
Rozmówca Mikołaja Lizuta dodał, że więcej konkretów daje prokuratura, na polecenie której 26 lutego Georgescu został zatrzymany. I choć - jak przypomniał ekspert - nie podjęto decyzji o aresztowaniu polityka, to został on objęty dozorem sądowym. - Jednocześnie prokuratura przedstawiła mu szereg zarzutów, które stanowiły podkładkę, by nie dopuścić go do udziału w wyborach. Można je przyporządkować do trzech grup. Pierwsza dotyczy podżegania do zburzenia porządku konstytucyjnego. To mocno polityczny zarzut zapewne odwołujący się do jego skrajnie antysystemowych poglądów. Druga kategoria dotyczy finansowania jego kampanii i jest to jak najbardziej wiarygodne - ocenił. Tym bardziej, że - jak dodał - Georgescu deklarował, że jego kampania była bezkosztowa. Ale jeśli spojrzeć na jej rozmach - zwłaszcza na mediach społecznościowych, to wszystko wskazuje na duże wydatki. Trzecia kategoria zarzutów odnosi się wprost do związków polityka z organizacjami skrajnie faszystowskimi, w tym także wezwaniem do rehabilitacji faszystowskich przywódców Rumunii z lat 30.-40. XX wieku.
"Czarna karta w najnowszej historii rumuńskiej"
Gość TOK FM wskazał, że Georgescu ma teraz 24 godziny na odwołanie się od decyzji, z kolei Centralne Biuro Wyborcze ma czas do środy (12 marca) na rozpatrzenie tego odwołania.
- Co jest bardzo ważne, 15 marca, czyli najbliższą sobotę mija termin rejestracji kandydatów. Więc możemy mieć do czynienia ze scenariuszem, w którym instytucje uczestniczące w szerszym systemie politycznym Rumunii mogą grać na zwłokę. Tak, by decyzja przed sobotą nie została podjęta albo została podjęta w ostatnim momencie. Najpewniej będzie dla Georgescu negatywna - uważa Jakub Bielamowicz.
Zastrzegł przy tym, że w grę może wchodzić także zablokowanie jednocześnie potencjalnie alternatywnej kandydatury Gheorghe Simona. To lider Sojuszu na rzecz Jedności Rumunów (AUR), czyli partii, co której wcześniej należał Georgescu, ale wykluczono go za 'zbyt skrajnie prawicowe podglądy'. - W tym momencie Georgescu jest popierany przez AUR i Simona. Ale jeżeli faktycznie mielibyśmy do czynienia z blokadą jego kandydatury, to wyobrażam sobie, że Simon może przygotowywać zbiórkę podpisów. Tak, by zdążyć z rejestracją jeszcze przed sobotą. To skrajnie kompromitująca, niepokojąca i urągającą jakimkolwiek standardom sytuacja polityczna - podkreślił ekspert Instytutu Nowej Europy.
W ocenie gościa TOK FM ostatnie wydarzenia pokazują również 'bardzo naiwne przekonanie rumuńskiego establishmentu, że eliminując z powodów formalnych kandydatów skrajnych, jednocześnie eliminuje się ich poparcie i wyborców, którzy za nimi stoją'. - Mamy jeszcze dwa miesiące do wyborów. I choć nie podejmuję się przewidywania, jak to się dalej potoczy, to każdy tydzień przynosi kolejny skandale. Tu i teraz to czarna karta w najnowszej historii rumuńskiej - podsumował rozmówca Jakuba Janiszewskiego.