,
Obserwuj
Świat

Nowe zasady wjazdu do Wielkiej Brytanii. "Emocje polityczne"

3 min. czytania
02.04.2025 19:53
- Elektroniczna autoryzacja podróży służy przede wszystkim potwierdzeniu tożsamości. Są tam zawarte szczegóły biometryczne dotyczące danej osoby. Również odpowiedzi na pytania o przeszłość kryminalną czy powiązania z terroryzmem - mówił w TOK FM Bartosz Kielak, dziennikarz, współpracownik The Times i BBC.
|
|
fot. Gerard/Reporter / GERARD/REPORTER
  • Od 2 kwietnia Polacy mają obowiązek uzyskać autoryzację podróży;
  • Jak mówił w TOK FM Bartosz Kielak, 'to nie wiza, a dokument pozwalający na wielorazowy wyjazd do Wielkiej Brytanii na okres dwóch lat';
  • Ocenił też, że 'system nie jest do końca transparentny i wiele decyzji dookoła tego, w jaki sposób był wprowadzany było podejmowanych raczej pod wpływem presji np. prasy'.

 

Od 2 kwietnia obywatele Polski, którzy udają się do Wielkiej Brytanii, mają obowiązek uzyskać przed przyjazdem do tego kraju Elektroniczną Autoryzację Podróży (ETA).

- To nie jest wiza, a dokument pozwalający na wielorazowy wyjazd do Wielkiej Brytanii na okres dwóch lat. Przy czym czas pobytu wynosi do 6 miesięcy - skomentował w TOK FM dziennikarz, współpracownik The Times i BBC Bartosz Kielak.

Dopytywany, czym ETA różni się od wizy, wskazał na kilka elementów. - Osoby posiadające ważną wizę nie muszą ubiegać się o elektroniczną autoryzację podróży. Poza tym nie upoważnia ona do wjazdu, bo sama kontrola imigracyjna odbywa się również w momencie przekraczania granicy. Inna rzecz, że nie nadaje ona żadnych dodatkowych praw - wyliczył. W praktyce oznacza to np., że dzieci udające się na wycieczki z Francji do Wielkiej Brytanii również nie muszą się liczyć z potrzebą wyrabiania takiej autoryzacji. Podobnie, jak osoby, które mają już stałe prawo pobytu w Zjednoczonym Królestwie.

- Elektroniczna autoryzacja podróży służy przede wszystkim potwierdzeniu tożsamości. Są tam zawarte szczegóły biometryczne dotyczące danej osoby. Również odpowiedzi na pytania o przeszłość kryminalną czy powiązania z terroryzmem lub zbrodnie wojenne. Jeśli na te pytania odpowie się twierdząco, trzeba zaaplikować o wizę - dodał.

"System nie do końca transparentny"

W ocenie rozmówcy Adama Ozgi ETA ograniczy w dużej części ruch do Wielkiej Brytanii. Jak tłumaczył, głównie dlatego, że zazwyczaj możemy się spodziewać decyzji w ciągu kilku minut, choć może to zająć aż do trzech dni. Dodatkowo koszt tego dokumentu to obecnie 10 funtów, a od 9 kwietnia cena ETA wzrośnie do 16 funtów.

- Ten system nie jest do końca transparentny i wiele decyzji dookoła tego, w jaki sposób był wprowadzany było podejmowanych raczej pod wpływem presji np. prasy. Początkowo była mowa np. o tym, żeby pasażerowie przesiadający się na lotnisku Heathrow, to jedno z największych lotnisk na świecie, również musieli płacić. Ostatecznie tak się nie stało - zwrócił uwagę.

Przypomniał, że rozwiązanie to zostało wprowadzone już kilka lat temu, bo w 2023 roku i początkowo dotyczyło tylko i wyłącznie osób spoza Unii Europejskiej. Teraz, dodał, system ten rozszerzano również na obywateli Unii Europejskiej. - Docelowo ma on wzmocnić bezpieczeństwo systemu imigracyjnego, a jest to pokłosie brexitu - dodał.

Zdaniem Bartosza Kielaka pokazuje to, że "emocje polityczne od wielu lat kierują polityką Wielkiej Brytanii, a presja na emigrację jest bardzo szeroka". - Jest przedmiotem wielu umów obustronnych, np. pomiędzy Wielką Brytanią a Francją w tym tygodniu odbył się szczyt migracyjny pod przewodnictwem premiera Wielkiej Brytanii. Polski rząd również wnioskuje, by zaostrzyć politykę migracyjną, blokuje wnioski azylowe. Pod tym względem Wielka Brytania nie wyłamuje się z szeregu - podsumował w TOK FM.

Od 2 kwietnia ETA będzie wymagana od obywateli 27 krajów UE oraz Islandii, Norwegii, Szwajcarii, Liechtensteinu, Andory, Monako, San Marino i Watykanu.

Premier Starmer u Trumpa. 'Wielka Brytania może chcieć zrobić to, co lubiała najbardziej'