,
Obserwuj
Świat

"USA strzelają z bazooki, Chiny jak snajperzy". Kto wygra wojnę celną Trumpa?

3 min. czytania
10.04.2025 15:57
Chiny stały się głównym celem wojny celnej Donalda Trumpa. - Obie strony wiedzą, że mają szereg atutów. Analitycy mówią w tym kontekście, że Stany Zjednoczone strzelają z bazooki, a Chińczycy jak snajperzy - komentowała w TOK FM Katarzyna Golik z Polskiej Akademii Nauk.
|
|
fot. Andres MARTINEZ CASARES and SAUL LOEB / various sources / AF
  • Administracja Donalda Trumpa zawiesiła na 90 dni wyższe cła dla większości krajów. Wyjątkiem są Chiny, którym podbito jeszcze stawki. Pekin wyraża jednak gotowość do negocjacji;
  • Katarzyna Golik: 'W tej wojnie celnej Amerykanie strzelają z bazooki, Chińczycy jak snajperzy. Mają bardziej celowane działania';
  • Chińczycy kontrolują lwią część wydobycia i przetwórstwa metali ziem rzadkich, strategicznych w nowych technologiach i przemyśle obronnym;
  • Chiny mogą też objąć sankcjami amerykańskie firmy. Na wojnie stracą też najbiedniejsi Amerykanie, bo np. Walmart 60 proc. asortymentu importuje z ChRL.

Amerykańska administracja zawiesiła na 90 dni podwyższenie ceł niemal na cały świat. Z wyjątkiem Chin, dla których podbito stawki do 125 proc. Pekin wyraził nadzieję na negocjacje w kwestii ceł, ale liczy na zasady wzajemnego szacunku.

- Obie strony wiedzą, że mają szereg atutów. Analitycy mówią w tym kontekście, że Stany Zjednoczone strzelają z bazooki, a Chińczycy jak snajperzy. Mają bardziej celowane działania, nie tylko celne, ale także te z zakresu utrudniania życia amerykańskim podmiotom - skomentowała w 'Popołudniu Radia TOK FM' dr Katarzyna Golik z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Oceniła przy tym, że 'nastąpiła eskalacja, bo dotąd dyplomacja chińska była bardziej defensywna, reagowała spokojnie i łagodnie, choć nie dawało to rezultatu'. - Być może z punktu widzenia polityki wewnętrznej i też globalnej uznano, że czas na większą asertywność - dodała.

Chińczycy grają metalami i sankcjami

Rozmówczyni Tomasza Setty wskazała przy tym, że Chińczycy mają mocne karty. To choćby, zapewniła, metale ziem rzadkich, za których wydobycie i przetwórstwo odpowiadają w 70 proc. - To surowce strategiczne, jeżeli chodzi o najnowsze technologie i przemysł obronny - podkreśliła ekspertka.

Zwróciła też uwagę, że na razie ograniczenia dotyczą tylko dwóch z nich, czyli galu i germanu, więc zawsze można 'rozszerzyć działania'. - Gdy Unia Europejska zapowiedziała wprowadzenie ceł na samochody elektryczne, Chiny wstrzymały praktycznie z dnia na dzień eksport galu i germanu - przypomniała w tym kontekście dr Katarzyna Golik.

Inny as w rękawie Xi Jinpinga - jak dodała - to sankcje. - Mamy listy podmiotów amerykańskich, które albo zostały objęte sankcjami, albo ograniczeniami, albo wobec nich jest dochodzenie antymonopolowe. Tutaj chodzi szczególnie o spółki technologiczne, producentów technologii podwójnego zastosowania i eksporterów na Tajwan broni czy komponentów podwójnego zastosowania - wyliczyła. I podkreśliła, że także ten katalog 'jak najbardziej można rozszerzać'. - Już nie mówię o działaniach dyskrecjonalnych, ale wprost wpisywaniu kolejnych podmiotów amerykańskich na czarne czy inne listy - wskazała.

Walmart nie da rady

W ocenie dr Katarzyna Golik wszystko to może prowadzić do tego, że Chiny mogą dalej deprecjonować juana, do z kolei może grozić odpływem kapitału. - Kwestia finansowania długu amerykańskiego jest również bronią obosieczną. To także są narzędzia, po które jeszcze mogą sięgnąć Chińczycy. Choć dosyć ryzykowne - ostrzegała.

Z drugiej strony, zwróciła też uwagę, panika jest już widoczna w USA, a świadczy o tym np. wykupywanie produktów codziennego użytku. - Już na jesieni firmy kontraktowały większe ich ilości w Chinach, żeby mieć je po starych cenach. A że Walmart bodajże przeszło 60 procent asortymentu importuje z Chin, to biedniejsi Amerykanie i tak będą w jakimś sensie skazani na wyższe ceny. Oczywiście może dywersyfikować dostawy, ale niekoniecznie ta produkcja będzie tak tania i opłacalna - podsumowała w TOK FM.