Po co Putinowi strefa buforowa na granicy z Ukrainą? "To będzie wielka tragedia"
- Putin zdecydował o utworzeniu strefy buforowej na granicy z Ukrainą;
- Zdaniem Maksymiliana Dury, chodzi przede wszystkim o możliwość transportu wojska w strefie, która wcześniej była dla Rosji strefą zabójczą;
- Ocenił też, że Rosjanie są teraz w 'bardzo trudnej sytuacji'. - Dlatego, jeżeli wytrzymamy jeszcze pół roku- rok, to nie będą mieli wyjścia i będą się musieli cofnąć' - dodał w TOK FM komandor porucznik rezerwy i ekspert portalu Defence24.pl.
Rosyjska państwowa agencja RIA Nowosti podała w czwartek, że Putin poinformował za pośrednictwem łącza wideo przedstawicieli swojego rządu, iż podjął decyzję o utworzeniu 'buforowej strefy bezpieczeństwa' wzdłuż granicy z Ukrainą. Nie podał jednak szczegółów tego przedsięwzięcia.
- Jedyne, co jest wiadomo, to, że jeżeli Putin coś robi, to robi po to, żeby coś zyskać na tej wojnie. Podam przykład: propozycja, by stworzyć rozejm energetyczny i nie atakować infrastruktury energetycznej, choć miasta już tak. Putinowi tak naprawdę chodziło o to, że straty, jakie ponosił od ataków dronów na rafinerie rosyjskie zmniejszyły przetwórstwo ropy o 15 proc., co oznaczało 21 mld dolarów strat - skomentował w TOK FM Maksymilian Dura, komandor porucznik rezerwy i ekspert portalu Defence24.pl.
"Rosjanom chodzi o to, żeby się bić, a nie, żeby cokolwiek zdobyć"
W ocenie rozmówcy Piotra Jaśkowiaka, cele Rosji w tym przypadku są co najmniej dwa. Oprócz pokazania, że Rosjanie coś chcą zrobić, chodzi przede wszystkim o możliwość transportu wojska w strefie, która wcześniej była dla nich strefą zabójczą. Dodatkowo Rosjanie liczą, że Trump może odsunąć w czasie wprowadzenie "zaporowych" sankcji za brak postępu w rozmowach pokojowych.
- Tyle, że Stany Zjednoczonej nie rozumieją nadal jednej rzeczy: ta wojna jest potrzebna Rosji, bo konsoliduje społeczeństwo. Tym bardziej, że są w ogromnych problemach gospodarczych, politycznych i wojskowych, a wszystkie te problemy tłumaczy się właśnie wojną i zagrożeniem ze strony innych krajów - dopowiedział.
Zwrócił przy tym uwagę, że teraz ataki nie odbywają się już w celu zdobycia jakiegoś terytorium, bo jest to 'praktycznie stąpanie w miejscu'. - Rosjanom chodzi o to, żeby się bić, a nie, żeby cokolwiek zdobyć - podkreślił ekspert portalu Defence24.pl.
A jak powstanie strefy buforowej może zmienić front? Zdaniem Maksymiliana Dury, jeśli zostanie w nią zamieniona strefa szara to może to pomóc Putinowi pomóc w dalszym prowadzeniu wojny. - To będzie to wielka tragedia. Rosjanie wykorzystają to, żeby przerzucić swoje jednostki i wtedy uderzyć już bezpośrednio na Ukraińców. Głównie dlatego, że nie będą tam już mogły latać ukraińskie drony i sprawdzić, czy Rosjanie podciągają swoje siły. Teraz jest to permanentna obserwacja; kiedy tylko pojawi się jakikolwiek oddział rosyjski, to nawet 10 km przed linią frontu jest zniszczony - tłumaczył.
Jak wygląda front? "Zaczęli wchodzić jak w masło"
- A czy do pomyślenia jest jeszcze na tym etapie wojny jakaś szeroko zakrojona operacja z jednej albo drugiej strony? - chciał też wiedzieć prowadzący.
- Nie, bo Ukraińcy nie mają takich możliwości. Żołnierzy jest coraz mniej i są już bardzo zmęczeni wojną. Rosjanie mają ich więcej, co oni oznacza, że mają ich na tyle dużo, że powtórzyć operację ofensywną z 24 lutego 2022 roku - odpowiedział ekspert portalu Defence24.pl.
Dodał, że przykładem tego, w jaki sytuacji jest Federacja Rosyjska może być np. obwód kurski. - Ukraińcy nie atakowali tam po to, żeby go zająć, a odciągnąć uwagę. Ale nagle okazało się, że zaczęli tam wchodzić jak masło. Zorientowali, że tam tak naprawdę nie ma żadnej obrony - tłumaczył. Podkreślił przy tym, że Rosjanie nie mają sił, które są rozciągnięte na całej linii frontu, ale je grupują na pewnym odcinku i tam uzyskują miejscową przewagę. W momencie, gdy Ukraińcy podciągną od wody, ta przewaga przestaje przestaje istnieć, zastrzegł też.
Dlatego, podkreślił, Rosjanie są teraz w 'bardzo trudnej sytuacji'. - Jeżeli wytrzymamy jeszcze pół roku- rok, to nie będą mieli wyjścia i będą się musieli cofnąć - ocenił też ekspert. Ale, jak od razu zastrzegł, kluczowe w tym kontekście są sankcje. - Jeżeli cofniemy sankcje, to Rosjanie zaczną się zbroić i po pewnym czasie zbiorą te siły po to, żeby ponownie uderzyć - skwitował w TOK FM.
Donald Trump wycofa się z mediacji ws. Ukrainy? To oni chcą go zastąpić