,
Obserwuj
Świat

Trump "wali grubą pałką". Co zrobi UE? "Amerykanie są z Wenus, a Europejczycy z Marsa"

5 min. czytania
08.07.2025 06:37
- Świat zasuwa w pocie czoła, nie boi się wdać w bitkę, a my siedzimy i gadamy. Niechęć do tego, żeby się spocić i zadrapać to podstawowa przyczyna, dla której inni nas objeżdżają, grając w sposób brutalny i prymitywny - mówił w TOK FM dr Witold Sokała z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
|
|
fot. Dmitri Lovetsky / AP Photo
  • Czas na więcej broni i sankcji - tak ostatnie rozmowy Donalda Trumpa z Władimirem Putinem podsumowuje amerykański 'WSJ'; 
  • Zdaniem dr Witolda Sokały, choć wątek europejski przycichł, to UE ma nadal do odegrania rolę w polityce międzynarodowej;
  • 'Amerykanie, Chińczycy, Rosjanie, ale także Hindusi i jeszcze parę innych podmiotów robią konkretną politykę, jadą do przodu, a my nadal trochę w Europie hamletyzujemy' - zwrócił uwagę publicysta 'Dziennika Gazety Prawnej' i wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.  

"Niedawna rozmowa przywódców USA i Rosji, Donalda Trumpa i Władimira Putina, nie poszła dobrze; czas na więcej broni i sankcji" - napisał w artykule redakcyjnym amerykański "Wall Street Journal". Dziennik podkreślił przy tym, że "Trump wciąż prosi Putina, by zakończył wojnę na Ukrainie, jednak rosyjski przywódca go zwodzi". 

Przypomnijmy, prezydent USA przyznał po czwartkowej rozmowie z Putinem, że jest nią bardzo rozczarowany i że nie przyniosła ona postępu. - Nie jestem z tego zadowolony - powiedział Trump dziennikarzom. - Nie sądzę, że (Putin - przypis red.) zamierza zakończyć (wojnę) - dodał. Po ich rozmowie, w nocy z czwartku na piątek, wojsko rosyjskie przeprowadziło jeden z największych ataków na Kijów.

"Jedynym zaskoczeniem jest tutaj to, że Trump wydaje się zaskoczony" - ocenił także "WSJ". Gazeta przypomniała, że Putin wciąż powtarza, iż nie zakończy wojny, dopóki nie osiągnie swoich politycznych i wojskowych celów. Chce, by Kijów, tak jak Mińsk, był pod jego kontrolą, zaznaczył konserwatywny dziennik.

Jak zwrócił uwagę w TOK FM dr Witold Sokała, choć wątek europejski przycichł, za to nadal ton debacie o sytuacji międzynarodowej nadają Ameryka, Chiny i Rosja. - Nie popadałbym jednak w szaleńczy pesymizm i oceny skrajne, które mówią: 'Tak, Europa zawiodła, to już jest wszystko schyłkowe, taki Rzym w 449. roku naszej ery. Za chwilkę ci barbarzyńcy się zwalą, zadepczą, spalą, zgwałcą itd.' - zastrzegł publicysta 'Dziennika Gazety Prawnej' i wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. 

"Inni robią konkretną politykę, Europa hamletyzuje"

W ocenie gościa TOK FM Europa jako całość ma jednak nadal ogromny potencjał i ogromną przewagę. Problem polega na tym, jak zastrzegł, jak zdoła to wykorzystać i czy wykaże wystarczającą wolę. - Tu jest bardzo poważny problem, bo czołgi w magazynach, pieniądze wykazywane w różnych statystykach czy nawet zgromadzone w postaci zapasów złota w skarbcach banków centralnych, a także zdolności technologiczne i naukowe, niewątpliwie potężne, to za mało. Tym bardziej że Europa ma ogromny deficyt i, mówiąc w pewnym uproszczeniu, nie chce się spocić, a już na pewno nie chce uronić swojej niezwykle cennej kropli krwi czy nawet zarobić siniaka pod okiem - wyjaśniał.

Zastrzegł przy tym, że to jeszcze jest moment, w którym Europejczycy mogą spróbować wziąć udział w międzynarodowym wyścigu o władzę i o to, żeby współkształtować XXI wiek, zgodnie ze swoimi wartościami. - Pytanie otwarte, czy Europa zdobędzie się na pewne ryzyka? Czy podejmie działania, które wytrącą ją ze strefy komfortu? Jeżeli tak, to pytanie, czy wygra wyścig z czasem? Bo świat ucieka. Amerykanie, Chińczycy, Rosjanie, ale także Hindusi i jeszcze parę innych podmiotów robią konkretną politykę, jadą do przodu, a my nadal trochę w Europie hamletyzujemy - podkreślił rozmówca Tomasza Stawiszyńskiego. 

W tym kontekście przywołał stwierdzenie sprzed wielu lat, że 'Europejczycy są z Wenus, a Amerykanie z Marsa'. - Coś w tym jest. Trump, jak potrzebuje, też jest skłonny do ryzyka. Nie wywoła oczywiście wojny nuklearnej, ale to dlatego, że nie musi na tym etapie. A nie dlatego, że się boi, siłę militarną zastosuje -zastrzegł.

"Świat zasuwa w pocie czoła, a my siedzimy i gadamy"

W ocenie gościa TOK FM źródeł kryzysu UE jest kilka, przede wszystkim to te kulturowe. Jak wskazał 'elity za bardzo uwierzyły we własną wyjątkowość, że jednak jesteśmy centrum starej cywilizacji, od nas się inni uczyli'. - Nam się do dzisiaj wydaje, że to nasza wyższość cywilizacyjna, że my tacy piękni, uzdolnieni, sztuka, kultura i co tam jeszcze, więc wszyscy inni w związku z tym musieli paść na kolana. Nieprawda, padli dlatego, że zostali zmuszeni i często bardzo brutalnie - dopowiedział. 

Zastrzegł przy tym, że wraz z faktem, że kiedyś daliśmy radę, teraz milcząco uznaliśmy, że będzie tak już  zawsze. - Znów nieprawda. Świat zasuwa w pocie czoła, nie boi się wdać w bitkę, a my siedzimy i gadamy. Niechęć do tego, żeby się spocić i zadrapać to podstawowa przyczyna, dla której inni nas objeżdżają, grając w sposób brutalny i prymitywny. A my co? Znowu wzruszamy ramionami i mówimy: 'Ojej, ale ten Trump to jest, przepraszam za dosadność, przygłup' - podkreślił. 

"Trump wali grubą pałką"

Amerykański 'Wall Street Journal' zaznaczył, że głównym pytaniem pozostaje to, czy Trump zdecyduje się na 'plan B', czy po prostu 'odpuści' temat Ukrainy. Jak podkreśla gazeta, ma gotowe dwie opcje do wyboru. To przywrócenie dostaw obiecanego Ukrainie uzbrojenia i praca z Kongresem nad dalszymi dostawami albo poparcie dla gotowego projektu sankcji na Rosję i jej partnerów handlowych, proponowanego przez amerykańskich senatorów. - Putin myśli, że może sprawić, że prezydent Trump będzie wyglądał żałośnie i słabo, a potem ujdzie mu na sucho, gdy Rosja wchłonie Ukrainę. Jeśli (...) ma rację, znaczna część korzyści dla amerykańskiego odstraszania po ataku na Iran zniknie' - zwraca też uwagę dziennik. 

- Jest pokusa, by patrzeć na Trumpa jak na człowieka z deficytami. Jego narcyzm, powtarzane często publicznie bzdury trochę go w tym kierunku kwalifikują. Zgadzam się, że to nie jest najostrzejszy ołówek w piórniku, ale ma jedną przewagę nad wszystkimi subtelnymi intelektualistami z Europy, którzy znacznie lepiej od niego znają historię, kulturę, lepiej dzielą włos na czworo itd. On wali grubą pałką - skomentował dr Witold Sokała. 

Inna rzecz, jak dodał, że Amerykanie są potęgą w technologii komunikacyjnej i informatycznej, ale też np. w niektórych aspektach biotechnologii. - Także dzięki temu, średnio rozgarnięty, zdaniem wielu, Donald Trump, jeżeli zechce, jest sprawczy w polityce. A my znowu możemy sobie pofilozofować - zastrzegł.  

Stąd, jak przekonywał, Stary Kontynent by był w stanie odgrywać bardziej sprawczą rolę w polityce międzynarodowej, musi przejść trumpizację. A to oznacza, jak tłumaczył, "mniej zachwytu nad własnymi przewagami intelektualnymi, bo tu przydaje się brutalność, skłonność do ryzyka, zdolność przywalenia, jak trzeba". 

- Posługując się dosyć oklepaną, ale celną analogią, jak jesteśmy w ciemnym zaułku, a współczesny świat jest takim ciemnym zaułkiem, i spotykamy osiłka, który chce nam zabrać portfel, to nie podejmujemy z nim szermierki na argumenty. Za to staramy się być szybsi od niego, koncentrujemy się na wyprowadzeniu celnego, prawego prostego. A jak mamy jeszcze narzędzia do wykorzystania np. ostry przedmiot, to też go używamy, nie zastanawiając się specjalnie, czy to jest legalne - skwitował w TOK FM.