,
Obserwuj
Świat

Południe Europy płonie. "Ekstrema stały się nową normalnością"

3 min. czytania
13.08.2025 20:56
40-stopniowe upały, a razem z nimi gigantyczne pożary nawiedzają kraje południowej Europy. Ogień rozprzestrzenia się w miejscach popularnych wśród turystów, wymuszając ewakuacje tysięcy ludzi. - To ekstrema, które niestety stały się nową normalnością - komentował w TOK FM Jakub Wiech z portalu Energetyka24.
|
|
fot. ARIS MESSINIS/AFP/East News

Greckie władze ewakuowały we wtorek mieszkańców kilku wiosek oraz gości hoteli na uczęszczanych przez turystów wyspach Zakintos i Kefalonia na Morzu Jońskim. Przyczyną tej decyzji są pożary, z którymi walkę utrudnia pogoda, przede wszystkim wysoka temperatura i silny wiatr. - Pożar wymknął się spod kontroli - powiedział greckiemu nadawcy publicznemu ERT burmistrz Zakintos Yiorgos Stasinopoulos.

Tego dnia z pożaru prawie osiem tysięcy osób zostało ewakuowanych z przedmieść miasta Patras na północy Peloponezu, na zachód od Aten.

Lokalne władze przekazały, że tylko w rejonie położonej na zachodzie Grecji Wonitsy do gaszenia pożaru skierowano 85 strażaków i 10 samolotów. Ogień dotarł tam do zabudowań położonych na przedmieściach miasta. Media społecznościowe obiegły dramatyczne zdjęcia i nagrania, na których widać szalejące płomienie w greckich miejscowościach.

Nie tylko Grecja 

Panujące w ostatnich dniach upały oraz silny wiatr utrudniają też akcję gaśniczą w tureckiej prowincji Canakkale w północno-zachodniej części kraju. Z powodu pożaru ewakuowano co najmniej kilkaset osób z miasta, które nosi tę samą nazwę. Zamknięto też miejscowe lotnisko. Według miejscowych służb ogień wdarł się do centrum Canakkale.

Z pożarami od początku tygodnia walczą też strażacy w Hiszpanii, Portugalii, a także w Albanii i Czarnogórze. We wszystkich tych krajach temperatura sięga 40 stopni Celsjusza i ma się utrzymywać na tym poziomie do końca tygodnia.

'To ekstrema, które stały się nową normalnością'

- O ile pożary były zawsze i to naturalne zjawisko, jeżeli chodzi o ekosystem ziemi, to jednak skala tych pożarów w tym momencie świadczy o tym, że coś jest nie tak - mówił w 'TOK360' Jakub Wiech, redaktor naczelny Energetyka24. Podkreślił, że w pierwszej połowie roku na całym kontynencie europejskim spłonął obszar o powierzchni dwa razy większej niż wynosi średnia z lat 2006-2024.

Jak zaznaczał dziennikarz, 'pożary, o których mówimy, są bardzo często dziełem człowieka, natomiast to nie tak, że możemy zrzucić winę na ludzi i nie zauważać okoliczności sprawiających, że ogień tak szybko się rozprzestrzenia'. Państwa południowej Europy na początku wiosny nawiedziła dotkliwa susza, która cały czas trwa, a kolejne fale upałów tylko pogarszają sytuację.

Zagłada planety już się zaczęła. 'Słonko świeci, ludzie myślą o wakacjach'

- Dochodzi do sytuacji, w których na przykład w Hiszpanii do walki z pożarami trzeba użyć specjalnej jednostki wojskowej, a we Francji gaszenie tylko jednego pożaru wymaga użycia 1400 strażaków - podkreślał Wiech. - To ekstrema, które niestety stały się nową normalnością Europy. Chyba już przywykliśmy do tego, że turyści z greckich wysp i części kontynentalnej kraju są ewakuowani, bo ogień rozprzestrzenia się wokół kurortów. (...) Przywykliśmy do sytuacji, w której, ludzie giną w Europy ze względu na szalejące pożary - mówił gość TOK FM.

W rozmowie z Adamem Ozgą zwracał uwagę na konieczność przystosowania się do nowych warunków. - Wiemy, że tego typu zjawiska są potęgowane przez zmiany klimatu, natomiast w perspektywie kilkunastoletniej nie mamy możliwości ich wyhamowania. To wyzwanie, które rozpisaliśmy sobie tak naprawdę na cały XXI wiek. (...) To będzie bardzo trudne, kosztowne, ale to konsekwencje, o których trzeba mówić, żeby mieć pełen rachunek, jeżeli chodzi o podejmowanie lub niepodejmowanie działań na polu polityki klimatycznej - podkreślał Wiech.