Miał wygrać debatę TVP, wyszło inaczej. Dlaczego Tuskowi poszło tak kiepsko?
W poniedziałek odbyła się w TVP debata wyborcza z udziałem przedstawicieli najważniejszych formacji, które zmierzą się w wyborach parlamentarnych. PiS reprezentował Mateusz Morawiecki, KO - Donald Tusk, Lewicę - Joanna Scheuring-Wielgus, Trzecią Drogę - Szymon Hołownia, Konfederację - Krzysztof Bosak, a Bezpartyjnych Samorządowców - Krzysztof Maj. Debatę prowadzili Michał Rachoń i Anna Bogusiewicz - Grochowska. – Nazywanie tego wydarzenia debatą jest sporym nadużyciem. Powiedziałbym, że to był zbiór pewnych komentarzy referendalnych do referendum albo bardziej złośliwie, że to była Rachoń-debata – komentował w 'Pierwszym Śniadaniu w TOK-u' dr Konrad Maj, psycholog społeczny.
Kierownik Centrum Innowacji Społecznych i Technologicznych (HumanTech) na Uniwersytecie SWPS ocenił, że największym przegranym jest Telewizja Polska, dlatego że sporo osób, które na co dzień nie oglądają tej telewizji, przekonało się, "co to jest za propagandowa stacja".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gorsza dyspozycja Tuska
Wielu publicystów jeszcze przed debatą wskazywało, że Donald Tusk pokonał Jarosława Kaczyńskiego samym faktem, że pojawił się w stacji, która wylewa na niego niebywałe kłamstwa. Po debacie w komentarzach zauważano gorszą dyspozycję Tuska. – Mamy do czynienia z osobą, która jest bardzo mocno atakowana. To dla niego było nowe wydarzenie i patrząc z perspektywy psychologicznej - trudne – analizował zachowanie lidera PO gość TOK FM. – Zauważmy, że on od wielu miesięcy na rozmaitych spotkaniach mierzy się z krytyką i trudnymi sytuacjami. Do tego dochodzi zmęczenie kampanią, brak czasu, nagła zmiana miejsca debaty. To są czynniki, które w sytuacji obciążenia mają pewne znaczenie – mówił dr Konrad Maj. Psycholog dodał, że nawet taka banalna rzecz jak kondycja fizyczna może wpłynąć na gorszą dyspozycję. – To nie jest jakiś 'super młody człowiek', co też musimy wziąć pod uwagę, a nie wylewać żale - dodał. Wykładowca podkreślił, że Donald Tusk wiedział czego się spodziewać. Wiedział, że będzie atakowany. "Trzęsące się czasami ręce niespecjalnie dziwią" - tłumaczył ekspert.
Co zrobią niezdecydowani?
Przed debatą zakładano, że to może być najważniejsze przedwyborcze starcie, które zadecyduje o wyniku wyborów. Zdaniem dr Konrada Maja, niezdecydowani nie przepłyną do Koalicji Obywatelskiej, bo "reprezentant KO niespecjalnie zachwycił, ale atakujący premier też nie. Pewna kultura podczas tak ważnych spotkań jest jednak konieczna". – Donald Tusk ani nie stracił, ani nie zyskał, a już na pewno nie zyskał premier Morawiecki, bo potwierdził, że na PiS nie można głosować. Sympatia została skierowana w kierunku innych uczestników tego wydarzenia – argumentował psycholog. Maj zastrzegł jednocześnie, że nie wiemy do końca, kto oglądał tę debatę. Czy rzeczywiście niezdecydowani? Niezdecydowani być może tak naprawdę decyzję podejmą ostatniego dnia - przy urnie wyborczej.
Liderzy partii byli po słowie
Naukowiec z Uniwersytetu SWPS dodał, że tak jak Donald Tusk czuł się podczas debaty jak w jakimś teleturnieju i nie do końca mu ten format odpowiadał, czując się lepiej w środowisku wiecowym, to jak ryba w wodzie w tej konwencji odnalazł się Szymon Hołownia – przyzwyczajony do błysków fleszy i świateł w studio, atmosfery, która tam panuje. Lider Polski 2050 miał też większy komfort, bo wiedział, że nie będzie atakowany.
– Ja bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że oni przed debatą ze sobą rozmawiali. Bo to wcale nie musi tak być, że ta debata dla koalicji wyszła źle – komentował gość Piotra Maślaka. Zdaniem Maja, Donald Tusk oddał pole partnerom z partii opozycyjnych. – Gdyby podczas debaty druzgocąco wygrał Donald Tusk, to wszyscy zaczęliby mieć obawy, a co będzie Trzecią Drogą? Co z Lewicą? Zatoną. A tak mógł powiedzieć: Szymon, Joanna, grajcie, róbcie swoje – podsumował naukowiec.